Krzysztof Zapała: Robimy postępy, ale wolniej niż rywale!

Krzysztof Zapała
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Nasz hokej, nie tylko reprezentacyjny, stale idzie w górę, ale na tle rywali ciągle zbyt wolno - twierdzi środkowy i zarazem kapitan reprezentacji w Budapeszcie, Krzysztof Zapała. W turnieju Euro Ice Hockey Challenge tylko w meczu zagraliśmy z Włochami na wysokim poziomie i wgraliśmy 4:1. W dwóch meczach ponieśliśmy porażki z Węgrami 1:2 i Dania 1:3.

Krzysztof Zapała, środkowy Podhala, pod nieobecność kontuzjowanego Marcia Kolusza, pełnił rolę kapitana w dwóch ostatnich meczach - z Danią i Włochami - podczas turnieju Euro Ice Hockey Challenge w Budapeszcie. Po jego zakończeniu poprosiliśmy go o komentarz o tej imprezie.
WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI:- Co pańskim zdanie zadecydowało o rezultatach naszej reprezentacji w tym turnieju?
KRZYSZTOF ZAPAŁA: - Niestety, powtórzył się pewien scenariusz, o którym przypominają nam na każdym kroku trenerzy. W każdym momencie powinniśmy być skoncentrowani i cały czas zaangażowani w grę. I właśnie tego nam w tej imprezie zabrakło. Owszem, pracujemy nad tym, staramy się o tym pamiętać, ale ciągle pojawia się chwilowe załamanie i trzask, prask tracimy gola, którego potem trudno odrobić. Tak naprawdę dopiero III tercja z Włochami była taka jak chcemy grać przez cały czas. Było bowiem zaangażowanie, koncentracja, determinacja oraz poświęcenie. Taki zespół chciałbym oglądać zawsze, a wówczas i wyniki będą zupełnie inne. Mecz z Włochami był dobry, zaś ostatnia tercja wręcz wzorowa.
W drugiej odsłonie też niewiele sobie możecie zarzucić, bo w trudnym momencie też stanęliście na wysokości zadania.
KRZYSZTOF ZAPAŁA: - Jeżeli jest determinacja, bo to słowo jest właściwe dla określenia naszej postawy na lodzie, to wówczas potrafimy bronić się nawet w trójkę przeciwko piątce rywali. Tylko w spotkaniach z silnymi rywalami możemy się jeszcze czegoś nauczyć oraz zrobić postępy. Owszem, robimy je, ale nasi rywale robią je w szybszym tempie. Dobrze byłoby zacząć wygrywać z rywalami, którzy są sklasyfikowani wyżej od naszej reprezentacji. Żeby tak się stało, trzeba dać z siebie sto procent w ciągu 60 minut gry, wówczas mamy szansę na korzystny wynik.
Przy tak wyrównanym poziomie zespołów o wygranej często decyduje jeden błąd lub jeden gol.
KRZYSZTOF ZAPAŁA: - W tej imprezie, moim zdaniem, pod względem wyszkolenia indywidualnego najlepiej prezentowali się Duńczycy, ale zajęli dopiero czwarte miejsce. Może będę się powtarzał jak zdarta płyta, ale gdy się odpuści rywala na niebieskiej linii, to wówczas strata krążka grozi golem. Jedna „głupia” kara, jedno osłabienie i znów dostaje się gola. Gdy robi się taki błąd w meczu ligowym, uchodzi on nam „na sucho”, a w takim turnieju natychmiast jesteśmy skarceni. A wszyscy wiemy, jak trudno nam przychodzi zdobywanie bramek. A może trudno nam się przestawić z gry ligowej na reprezentacyjną?
A co pana najbardziej zaskoczyło podczas turnieju w Budapeszcie?
KRZYSZTOF ZAPAŁA: - To że w Budapeszcie koreański zespół okazał się najlepszy. Zasłużenie jednak, bo zagrał na równym, wysokim poziomie. Grają szybko i agresywnie, a co najważniejsze utrzymują odpowiedni rytm w dłuższym wymiarze czasowym. Są szalenie konsekwentni, ale to cechuje chyba wszystkich Azjatów. Jeszcze do niedawna Japończycy byli zdecydowanie lepsi, ale Koreańczycy już ich zdystansowali i ciągle idą w górę. My też chcielibyśmy za ich przykładem robić tak szybko postępy. Nasz hokej, nie tylko reprezentacyjny, co prawda idzie w górę, ale na tle rywali te kroki są zbyt małe.
Pojawiły się nowe twarze w naszej reprezentacji. Amerykanin broni, w ataku gra Kanadyjczyk... Czyżby rodziła się nowa drużyna?
KRZYSZTOF ZAPAŁA: - Taki turniej to doskonała okazja do poszukiwania nowych zawodników, by jeszcze bardziej poprawiła się jakość gry. Więc w tej sytuacji trener rozgląda się dookoła, bo każdy wie, że brakuje nam wartościowych hokeistów. W lidze nie mamy 15 topowych zespołów, w których roiłoby się od dobrych zawodników. Trener znajduje się w dość kłopotliwej sytuacji, bo trudno znaleźć hokeistę, który realizowałby zadania taktyczne oraz wnosiłby wartość dodaną od siebie. Wiem, że nie jest łatwo dokonać wyborów personalnych. Ale pewnie będą dalsze poszukiwania i pomysły na grę reprezentacji, ale to jest zadanie trenera oraz jego współpracowników.
Czy rola kapitana panu odpowiada?
KRZYSZTOF ZAPAŁA: - Mam nadzieję, że z niej się wywiązałem poprawnie i przynajmniej w jakiejś części zastąpiłem Marcina Kolusza. Szczerze jednak mówiąc, nie widzę się w takiej roli. Należę raczej do zawodników, którzy skupiają się na swojej grze i przydzielonych zadaniach. A kapitan musi ogarnąć wszystko i wspierać w każdej chwili kolegów. Ja tymczasem patrzę na zespół z własnej perspektywy. Marcin szybko wróci do reprezentacji i znów będę tylko zastępcą, co mi odpowiada.

Z tej samej kategorii