Falstart hokeistów w Kijowie. Kolejna porażka z Koreańczykami!

Po raz trzeci fatalnie inaugurujemy mistrzostwa świata. Po raz drugi z rzędu przegrywamy z Koreą Płd. Przed hokeistami w niedzielę niezwykle ważne spotkanie z Ukrainą i ono może być kluczowe dla końcowego układu tabeli. Gospodarze na inaugurację z Węgrami i również będą szukali punktów w spotkaniu z biało-czerownymi.

Przemysław Odrobny
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Do kijowskiego „Pałac Sportu” areny hokejowych mistrzostw świata Dywizji IA już w południe ciągnęły tłumy fanów, zaopatrzonych wszelkie akcesoria do kibicowania. Trudno się dziwić, wszak inauguracyjny meczu turnieju zapowiadała się dla Ukraińców ciekawie, bo potykali się ze spadkowiczem z elity Węgrami. Kibice gospodarzy nie mieli powodów do radości, bo ich hokeiści przegrali z Madziarami 3:5. Nasi licznie przybyli fani byli w podobnej sytuacji, bowiem po raz kolejny rozpoczęli turniej od porażki. Jednak Koreańczycy okazali się lepsi od biało-czerwonych, wygrywając 4:2. Dla naszego zespołu już pierwszym dniu sytuacja się skomplikowała...


Na długo przed wyjazdem do Kijowa nasi hokeiści w każdej rozmowie mocno akcentowali, że ten pierwszy mecz będzie najważniejszy. Koreańczycy w ostatnich latach byli dla niewygodnym przeciwnikiem i na dodatek płatali nam spore psikusy.

 

Pierwsze tercja w naszym wykonaniu nie była zła, ale cóż z tego skoro to rywale cieszyli się z prowadzenie. Kiedy gdy Mateusz Bryk przebywał w boksie kar Marcin Kolusz wywalczył krążek w strefie rywala i Krzysztof Zapała znalazł się sam na sam z Mattem Daltonem, ale go nie pokonał. W rewanżu rywale mieli okazję, ale krążek niemal zatańczył na linii bramkowej, ale w ostatniej chwili został przechwycony przez Bartłomieja Pociechę. W 8 min znów Krystian Dziubiński znalazł się sam na sam przed Daltonem, ale nie zdobył prowadzenie. Rywale natychmiast wyprowadzili kontrę i Jin Hui Ahn podał Sang Wooka Kima i ten świetnym uderzeniem pod poprzeczkę uzyskał gola. Bramki nie strzelasz to ją stracisz – to porzekadło się potwierdziło w I tercji.

 

W przerwie między tercjami zewsząd było narzekania na jakość lodu, który uniemożliwia rozgrywanie akcji. Biało-czerwoni podkręcili tempo akcji, ale to rywale znów zdobyli w najmniej oczekiwanym momencie gola. Sangwoo Sin wystrzelił krążek, on gdzieś pod drodze otarł się o jednego z naszych obrońców i wpadł do bramki. Kiedy Grzegorz Pasiut nie wykorzystał trzeciej okazji sam na sam mieliśmy prawo oczekiwać, że i tym razem nie strzelimy gola. Jednak 35 min przez 60 sek mieliśmy grać w podwójnej przewadze i w końcu Bryk po podaniu Pasiuta pokonał Daltona. Odżyły nadzieję na korzystny rezultat, ale przede wszystkim trzeba poprawić skuteczność.
Szybko nasze złudzenia zostały rozwiane, bowiem Koreańczycy dwa razy pokonali Przemysława Odrobnego i już zdecydowanie prowadzenie. Wprawdzie Bartłomiej Pociecha zmniejszył straty, ale było to zaledwie na otarcie.

 

- To był jeden z najdziwniejszych meczów, bo wydawało się, że kontrolujemy przebieg wydarzeń na lodzie, a tymczasem tracimy dwie kuriozalne bramki - powiedział tyski obrońca, Mateusz Bryk. - Jednak każdy błąd z naszej strony to pachniało golem, a rywale tutaj są niezwykle silnie. Nasze błędy sprawiły, że straciliśmy dwa kolejne gole w ostatniej odsłonie i już nie było mowy, by odrobić te straty. Mimo wszystko jestem optymistą przed kolejną potyczką przed z gospodarzami turnieju.  

 

Przez II tercje meczu Ukraina – Węgry sensacja wisiała w powietrzu, bo gospodarze prowadzili 3:2. Jednak w ostatniej odsłonie doświadczenie oraz wyższe umiejętności Madziarów wzięły górę. W ich szeregach jest aż pięciu naturalizowanych zawodników zza oceanu i to właśnie zadecydowali o wygranej, bo najpierw Andrew Sarauer doprowadził do wyrównania, zaś Keegan Dansereau zdobył 4. gola. Ostatni był uzyskany gdy Ukraińcy grali w osłabieniu i wycofali bramkarza.
W niedzielę przyjdzie biało-czerwonym toczyć twardy bój z gospodarzami i ten mecz ma odpowiedni ciężar gatunkowy.


KOREA PŁD. - POLSKA 4:2 (1:0, 1:1, 2:1)
1:0 – K. Kim – Ahn (7:51), 2:0 – S. Sing W. Park (27:07), 2:1 – Bryk – Pasiut – Wronka (34:40, w podwójnej przewadze), 3:1 – Young – Swift (42:07), 4:1 – S. Kim – Young (46:02), 4:2 – Pociecha – Zapała (49:48)
Sędziowali: Andris Ansons (Łotwa) i Daniel Gamper (Włochy) – Artem Koepanow (Ukraina) i Ulrich Pardatscher (Włochy). Widzów 2000.

 

KOREA PŁD.: Dalton; Yorung – W. Kim, Lee – Regan, Plante (2) – Seo, Oh; K. Kim – S. Kim (2) – J. H. Ahn, Cho – S. Shin – H. Y. Shin, Swift (2) – Y. J. Lee, W. J. Kim (2), S. Sin – J. K. Park (2) – W. Park. Trener Jim PAEK.
POLSKA: Odrobny; Pociecha – Ciura, Bryk (2) – Wajda, Kruczek – Wanacki, Rompkowski; Łopuski – Zapała – Kolusz, Malasiński – Pasiut – Wronka, Jeziorski – Bryniczka – Chmielewski (2), Kapica – Dziubiński – Urbanowicz. Trener Jacek PŁACHTA.
KARY: Korea Płd. - 10 min,, Polska – 4 min.

 

UKRAINA – WĘGRY 3:5 (1:1, 2:1, 0:3)
1:0 – Kuzmik (13:48), 1:1 -Bartalis – Erdeley – Sziranyi (14:35), 1:2 – Vas – Sziranyi (20:20), 2:2 – Bucenko – Katrych (27:33, w przewadze), 3:2 – Bucenko – Lialka (38:51), 3:3 – Sarauer – Wehrs – Koger(50:41), 3:4 – Dansereau – Satauer – Hari (52:53), 3:5 – Hari – Gallo - Sagert (59:49, do pustej).

 

AUSTRIA – KAZACHSTAN 2:3 (0:2, 2:0, 0:1)

0:1 -Dawes – Dallman – St-Pierre (8:26, w przewadze), 0:2 – Daees – Boyd (14:56), 1:2 – Komarek

– T. Raffl – Schlacher (24:32), 2:2 – T. Raffl – Hofer – Komarek (37:31), 2:3 – Markiełow –

Sawczenko – Starczenko (43:38, w przewadze).

 

1. Węgry 1 3 5:3

2. Korea Płd. 1 3 4:2

3. Kazachstan 1 3 3:2

4. Austria 1 0 2:3

5. Ukraina 1 0 3:5

6. Polska 1 0 2:4

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~sławUżytkownik anonimowy
~sław :
No photo~sławUżytkownik anonimowy
Myślę, że będzie ich więcej a nawet w całym turnieju nie będzie żadnego zwycięstwa,
patrząc na grę Polskiego zespołu w porównaniu do przeciwników to niestety,
słabo wyglądamy, mówiąc krótko i szczerze.
23 kwi 17 09:32
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii