Jacek Płachta: W Kijowie nie będzie łatwo, ale...

Kibice mają prawo myśleć o awansie, bo takie są koleje losu. My również chcemy wypaść jak najlepiej i dlatego tak ciężko pracujemy - deklaruje trener reprezentacji biało-czerwonych. Wszyscy zawodnicy doskonale wiedzą, w jakim systemie gramy, bo ramy się nie zmieniają. Przy ogłoszeniu ostatecznego składu zawsze powtarzam zawodnikom, że nic nie robię przeciwko nim, lecz wszystko dla dobra zespołu.

Jacek Plachta
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Prowadzi pan reprezentację trzeci sezon z rzędu. Czy coś zmieniło w przygotowaniach przed tymi mistrzostwami?
JACEK PŁACHTA: - Są podobne do tych w poprzednich latach, ale oczywiście trzeba było uwzględnić pewne korekty. Teraz - dla przykładu - mieliśmy cztery mecze kontrolne, ze Słowakami oraz Brytyjczykami. Zawodnicy z dwóch najlepszych drużyn - Cracovii oraz Tychów - dołączyli do nas późno, więc nie było okazji trenować w dłuższym, powiedzmy tygodniowym wymiarze. Oni ze Słowakami grali z marszu i początkowo była różnica w przygotowaniach między nimi i pozostałymi kadrowiczami, ale z czasem się to wyrównało. W żadnym spotkaniu nie zagraliśmy jednak w takim składzie, jakbyśmy sobie życzyli i to z różnych przyczyn. Kilku zawodników uskarżało się na urazy. To już jednak za nami. Przed Kijowem jesteśmy mocno zmobilizowani.
Węgrzy, Kazachowie czy Koreańczycy wzmocnili się graczami zza oceanu. Czuje się pan rozczarowany, że nie mógł skorzystać - dla przykładu - z bramkarza Johna Murraya?
JACEK PŁACHTA: - Rozczarowany to może za mocne słowo. Te sprawy leżą poza moimi kompetencjami, więc nie mam na nie żadnego wpływu. Niczego jednak nie zaniedbałem. Miałem okazję sprawdzić Johna w kilku turniejach. Pokazał się w nich z dobrej strony. Wzmocnił konkurencję i mieliśmy pewien komfort. Niemniej teraz mamy bramkarzy, którzy dają gwarancję dobrych występów. Nie ma co się użalać.
Paweł Dronia jest bliżej przyjazdu do Kijowa, bo jego zespół prowadzi w finale 2DEL 3:0...
JACEK PŁACHTA: - Wszyscy trzymamy kciuki, by ta rywalizacja zakończyła się już w piątek. Paweł dodaje jakości tej drużynie i stąd zostawiliśmy sobie otwartą furtkę przy ogłaszaniu składu.
Trudno było podjąć decyzje personalne?
JACEK PŁACHTA: - Jak zawsze, ale taka jest rola trenera, by w tym kluczowym momencie zdecydować się na takie czy inne rozwiązanie. Już wcześniej powiedziałem, że w meczach kontrolnych nie zagraliśmy w optymalnym składzie. Na przeszkodzie stawały problemy zdrowotne. Wszyscy zawodnicy doskonale wiedzą, w jakim systemie gramy, bo przecież ramy się nie zmieniają. Dochodzą tylko pewne elementy, które staramy się udoskonalać. Każdy ma przypisane swoje zadanie i spośród tego grona trzeba dokonać wyboru. Przy ogłoszeniu ostatecznego składu zawsze powtarzam zawodnikom, że nic nie robię przeciwko nim, lecz wszystko dla dobra zespołu. On powinien funkcjonować jak najlepiej i - mam nadzieję - że zawodnicy są zdają sprawę. Chciałbym, żeby opinia publiczna również była przekonana do tych wyborów. Mamy w reprezentacji debiutantów i jestem ciekaw, jak zareagują w tak wyczerpującym turnieju. On jest odmienny od imprez EIHC, w których mieli okazję już występować. Kasper Bryniczka wskoczył do reprezentacji niemal w ostatniej chwili. On dowodzi, jak to wszystko się zmienia i jak trzeba reagować na pozytywne sygnały.
Turniej w Kijowie będzie odmienny od tych ostatnich, Krakowie oraz Katowicach. Podziela pan tę opinię?
JACEK PŁACHTA: - Zdecydowanie tak. Graliśmy u siebie, był inny odbiór tego co się działo wokół reprezentacji. Dwa razy zdobyliśmy 3. miejsce i teraz oczekiwania kibiców są większe. Ja natomiast realnie oceniam możliwości tej drużyny. Są one spore. Niemniej rywale dysponują większą mocą i musimy sobie zdawać z tego sprawę. Oczywiście, że nie stoimy na straconej pozycji i pragniemy walczyć o jak najwyższą lokatę. Nie tak dawno przeczytałem opinię trenera reprezentacji Włoch, która w maju wystąpi w MŚ Elity. Cieszy się, że nie gra w Kijowie, bo w tym turnieju wszystko może się zdarzyć i z tym stwierdzeniem trudno się nie zgodzić..
Nasi kibice budują zamki na lodzie i mówią o awansie. Trzeba ich schłodzić?
JACEK PŁACHTA: - Wcale się im nie dziwię. Skoro dwa razy wywalczyliśmy 3. miejsce, to mają prawo myśleć, byśmy teraz zdobyli 2. Takie są koleje losu i nic na to nie poradzimy. My też o niczym innym nie myślimy, chcąc wypaść jak najlepiej. Przecież cały czas pracujemy, by iść we właściwym kierunku. Przed nami trudny turniej, ale na razie koncentrujemy się na najbliższym rywalu. Z Koreą ostatnio bywało różnie. W meczach towarzyskich wygrywaliśmy, w mistrzowskich było odwrotnie. Teraz pragniemy zerwać z tradycją. Ten mecz może się okazać kluczowy dla końcowego układu tabeli. Trzon drużyny mamy doświadczony. Jest jednak kilku młodszych stażem zawodników i nie mamy pewności, jak zareagują.
W poprzednich mistrzostwach początek był niezwykle nerwowy.
JACEK PŁACHTA: - Pamiętamy o tym i dlatego mówię, że inauguracja będzie niezwykle ważna. Chcielibyśmy uniknąć nerwowych momentów i - jak wspomniałem - koncentrujemy się na Korei. Potem będziemy myśleć o kolejnych potyczkach. W pierwszym spotkaniu musimy zagrać na najwyższym poziomie. Wiadomo, że jak się wygrywa, to nabiera się pewności siebie i potem inaczej prezentuje się na lodzie.

Z tej samej kategorii