Jacek Płachta: Charakterne chłopaki

Jacek Płachta
 fot. Laskowski Łukasz  /  źródło: Pressfocus

Odnieśliśmy długo oczekiwane zwycięstwo i cieszmy się chwilą - mówi z uśmiechem selekcjoner biało czerwonych.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Przed turniejem w Budapeszcie na moje stwierdzenie „dobrze gracie” pan natychmiast odpowiedział: „ale jeszcze nic nie wygraliśmy”. Po meczu z Węgrami musi pan zmienić zdanie...
JACEK PŁACHTA: - To prawda. Rozegraliśmy big game i awansowaliśmy do turnieju finałowego eliminacji olimpijskiej. Teraz już mogę powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. 9 tysięcy widzów, wspaniała atmosfera, niezwykłe emocje i wygrana w karnych z wyżej notowanym rywalem. Cóż nam więcej trzeba!
Tuż przed wyjazdem do Budapesztu złożył pan odważną deklarację: jedziemy wygrać! Nie bał się pan?
JACEK PŁACHTA: - Nie mamy nic do stracenia i proszę mi wierzyć, że na lód wychodzimy po to, by odnosić zwycięstwa. Jeżeli powiedziałbym, że zobaczymy jak będzie, to ten turniej miałby inny przebieg. Musimy być przygotowani na zwycięstwo. Jeżeli wyjedziemy z planem, by nie przegrać, to szanse wyniosą 50 na 50 i istnieje duże prawdopodobieństwo porażki. Jest fajnie, jesteśmy drużyną przekonaną o swojej mocy. Powtarzam - na każdy mecz wychodzimy z założeniem, by wygrać, ale wiadomo, że to jest sport.
To ważny moment w kontekście zbliżających się mistrzostw świata, bo już dawno nie wygraliśmy z drużyną wyżej notowaną. Jaki pan przewiduje scenariusz?
JACEK PŁACHTA: - Na to zwycięstwo drużyna solidnie zapracowała i to nie był przypadek, że decydujący mecz wygraliśmy jednym golem. Były momenty przewagi rywali, ale i my spychaliśmy Węgrów do defensywy. Pod koniec II tercji trochę się pogubiliśmy, jednak potem ochłonęliśmy i mieliśmy swoje szanse. Mogliśmy ten mecz rozstrzygnąć w regulaminowym czasie (Mikołaj Łopuski nie trafił do pustej bramki - przyp.red.), ale na tę chwilę najważniejszy jest awans do następnej rundy. Ta drużyna kształtowała się na przestrzeni ponad roku, podczas mistrzostw świata oraz turniejów towarzyskich. Na pewno pokazaliśmy siłę mentalną, a ponadto z meczu na mecz notowaliśmy progres. Nasz charakter sprawił, że pokonaliśmy Węgrów. Taki zastrzyk adrenaliny na pewno nam pomoże, ale zdajemy sobie sprawę, jaka nam będzie towarzyszyła presja. Na mistrzostwa świata patrzę jednak optymistycznie. Będziemy ciężko pracować, będziemy odpowiednio przygotowani i postaramy się o niejedną niespodziankę.
Zadrżało serce, gdy w dogrywce na ławę kar powędrował Mikołaj Łopuski?
JACEK PŁACHTA: - Nie tyle zadrżało, co zakuło (śmiech)... Proszę jednak zauważyć, jak zareagowała drużyna. Graliśmy w osłabieniu, ale perfekcyjnie się broniliśmy. Zawodnicy rzucali się na krążek, było pełne zaangażowanie i ono pomogło nam przetrwać ten trudny moment. Utrzymanie bezbramkowego rezultatu w dużej mierze sprawiło, że na karne wyjechaliśmy jeszcze pewniejsi. W dogrywce stąpaliśmy po cienkim lodzie, ale potrafiliśmy utrzymać bezbramkowy rezultat i zasłużenie wygraliśmy.
Wiem, że nie lubi pan wystawiać indywidualnych cenzurek. Niemniej ten mecz miał bohaterów w osobach Odrobnego, Zapały i... Wronki, który poczynał sobie jak rutyniarz.
JACEK PŁACHTA: - Na zwycięstwo zapracowała cała drużyna i nie byłoby sukcesu, gdyby wszystkie elementy nie zafunkcjonowały. Przemek Odrobny utrzymał nas w grze w najtrudniejszych momentach, a „Kazek” Zapała strzelił gola, którego wszyscy zapamiętamy do końca życia. Zgadzam się co do Patryka, który imponował dojrzałą grą. W trudnych chwilach potrafił wyprowadzić krążek z zagrożonej strefy i podać do partnera. Takich pozytywnych momentów znalazłbym u każdego z chłopaków. Jeszcze raz podkreślę - to charakterna drużyna. Wszyscy dołożyli swoją cegiełkę do tego zwycięstwa. Wygraliśmy i cieszmy się chwilą.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii