Bartłomiej Jeziorski: Radość i zmęczenie...

Dla Bartłomieja Jeziorskiego, 19-letniego tyskiego napastnika, ten sezon miał wyjątkowy wymiar. Dużo grał w klubie i wystąpił w dwóch mistrzostwach świata - młodzieżowych i seniorów. W tych pierwszych był jedną z głównych postaci naszego zespołu, a i debiutu wśród starszych kolegów nie musi się wstydzić

Bartłomiej Jeziorski
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Gdy debiutował pan w lutym w reprezentacji seniorów podczas turnieju EIHC, przypuszczał pan, że wszystko tak błyskawicznie się potoczy?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że zadebiutuję w seniorach i że będę grał w mistrzostwach w Kijowie. Gdy otrzymałem kolejną nominację do kadry przed kijowskim turniejem, chciałem się pokazać z jak najlepszej strony oraz przekonać trenerów, że dobrze wybrali. Jednak w miarę upływu czasu było – w mojej ocenie – coraz lepiej i im bliżej było wyjazdu na Ukrainę, tym większe mi towarzyszyły emocje. Gdy trener ogłosił skład, duma mnie rozpierała, choć jednocześnie zdałem sobie sprawę, jaka ciąży na mnie odpowiedzialność. Chciałem udowodnić, że zasługiwałem na grę w najważniejszym turnieju sezonu.

 

Czy duża jest różnica między turniejem seniorskim a młodzieżowym?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Na pewno nie ma przepaści, bo w jednym i w drugim występują najlepsi ze swoich krajów. Oczywiście, w seniorach jest wyższy poziom, gra jest szybsza, występują bardziej doświadczeni zawodnicy, a taktyka jest bardziej wyrafinowana. Kiedy wyjeżdżałem na lód, starałem się pokazać z jak najlepszej strony. Tu muszę podkreślić, że bardzo dobrze mi się współpracowało z bardziej doświadczonymi Aronem Chmielewskim i Radosławem Galantem oraz Kasprem Bryniczką, bo od trzeciego meczu graliśmy w ataku rotacyjnie.

 

Pański debiut był udany, pora więc na kolejne wyzwania.
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Ocenę indywidualną mojej gry pozostawia trenerom oraz obserwatorom. Mnie osobiście zabrakło gola, choć jednocześnie zaliczyłem dwie asysty. Z Węgrami miałem dwie okazje, a Austrią, ale krążek nie trafił do siatki. Na tę debiutancką bramkę muszę więc poczekać do następnego sezonu.

 

Jak – oczami debiutanta – ocenia pan występy biało-czerwonych?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Gdyby nie klęska z Austriakami... Ten wynik rozmywa wszystkie poprzednie dokonania. Co nie zmienia faktu, że graliśmy w silnej grupie, w której zdobycie siedem punktów nie jest złym dorobkiem. Mieliśmy wiele bardzo dobrych momentów i tylko ten koszmar z Austriakami...

 

Dlaczego ponieśliście taką klęskę?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Proszę mi wierzyć, nikt z nas nie znajduje wytłumaczenia. Przy stanie 0:3 w II tercji ruszyliśmy do przodu, chcieliśmy doprowadzić do remisu. Dostaliśmy kolejną bramkę i wszystko się rozsypało. W mojej ocenie wszystko rozbiło się o psychikę. To w niej szukałbym przyczyn katastrofalnego występu. Wszyscy i każdy z osobna chcemy przeprosić kibiców.

 

Przejdźmy do nieco milszych spraw. Który, pańskim zdaniem, mecz był w waszym wykonaniu najlepszy?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Zdecydowanie ten z Kazachstanem. Gra defensywna była perfekcyjna. Ponadto mieliśmy świetne sytuacje sam nas sam z bramkarzem rywali. Ta potyczka powinna była zakończyć się naszym zwycięstwem. Niestety, przegraliśmy po dogrywce. Z Węgrami też był dobry mecz i na dodatek nam wpadało.

 

Co pana zaskoczyło w tym turnieju?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Przede wszystkim postawa Koreańczyków. Prezentowali się doskonale na początku turnieju i w pełni zasłużenie zdobyli awans do Elity. Myśmy z tym rywalem popełnili za dużo błędów indywidualnych. Owszem, zbliżyliśmy się na odległość gola, ale potem dostaliśmy kolejnego i rywal przejął kontrolę nad meczem. Z kolei Ukraińcy byli największymi pechowcami spadli, ale trzy mecze przegrali jednym golem, zaś dwa – dwoma. Z każdym podejmowali walkę i dzielnie walczyli. To pokazuje, jak wyrównana jest ta dywizja. A będzie jeszcze silniejsza, bo Kazachstan i Węgry pozostały, z Dywizji IB awansowała Wielka Brytania, a spadkowicze z Elity też będą wymagający.

 

Jakie uczucie towarzyszy panu po takim emocjonującym sezonie?
BARTŁOMIEJ JEZIORSKI: - Przede wszystkim radość; ten sezon dla mnie może się okazać przełomowy. Nigdy tak dużo nie grałem, więc czuję się zmęczony. A niebawem zaczynamy przygotowania do nowego sezonu. Muszę trochę odpocząć oraz odrobić zaległości w szkole.

Z tej samej kategorii