Mistrzowie Polski wygrali w Oświęcimiu

Jakub Witecki ustalił wynik spotkania w Oświęcimiu.
 /  fot. Sobala Łukasz  /  źródło: Pressfocus

W zaległym meczu Polskiej Hokej Ligi GKS Tychy lepszy od Unii Oświęcim.

W zaległym meczu Polskiej Hokej Ligi Unia Oświęcim przegrała u siebie z GKS-em Tychy 3:5 (1:4, 2:0, 0:1)

 

0:1 – Vitek (2:13), 1:1 – Haas (12:31), 1:2 – Bagiński (14:39), 1:3 – Kogut (16:26), 1:4 – Komorski (19:13), 2:3 – Haas (25:18), 3:4 – Tabaczek (28:59, w przewadze), 3:5 – Witecki (47:30).

 

UNIA: Fikrt; Vosatko – Bezuska, Nowotarski – Gabryś, Popela (2) – Gębczyk; Kowalówka – Daneczek – Tabaczek, Szewczyk – Haas – Piotrowicz, Fiedor – Wanat (2) – Malicki. Trener Josef DOBOSZ.
GKS: Żigardy; Kolarz – Ciura, Bryk – Kotlorz, Pociecha (2); Witecki – Galant – Bagiński, Łopuski – Kalinowski – Kolusz, Kogut – Komorski – Vitek (2), Kartoszkin – Majoch. Trener Jirzi SZEJBA.
KARY: Unia – 4 min, GKS – 4 min.
Po pierwszej tercji zaległego meczu hokejowej ekstraklasy Unii z GKS Tychy nic nie zapowiadało emocji. Obrońcy mistrzowskiego tytułu, dwa dni po wysokim zwycięstwie na swoim lodzie 9:3, w pierwszych 20 minutach gry na oświęcimskiej tafli oddali 13 strzałów i zdobyli cztery bramki, a gospodarze odpowiedzieli 4 uderzeniami i raz pokonali Stefana Żigardy'ego.

Podopieczni Josefa Dobosza prowadzeni do boju przez Radima Haasa, który w 26 minucie minięciem bramkarza i ulokowaniem krążka w pustej bramce sfinalizował płynną akcję oświęcimian, poszli za ciosem. Strzelili nawet kontaktowego gola w przewadze, bo Peter Tabaczek wykonał skuteczną dobitkę strzału Petra Bezuski w 29 minucie, ale na więcej im już tyszanie nie pozwolili. Decydujący moment spotkania miał miejsce w 48 minucie, bo wtedy właśnie goście po przetrzymaniu okresu osłabienia, gdy na ławce kar siedział Bartłomiej Pociecha, wyprowadzili zabójczą kontrę. Marcin Kolusz wjechał z krążkiem w tercję obronną rywali, zrobił kółeczko, ściągnął na siebie uwagę przeciwników i wyłożył „gumę” na strzał Jakubowi Witeckiemu, który uderzeniem z bulika w długi róg ustalił wynik.

- Do pewnego momentu wszystko wyglądało tak jak w niedzielnym meczu u nas – stwierdził drugi trener tyszan Krzysztof Majkowski. - Prowadziliśmy 4:1, a następnie zrobiło się 4:3. Na tym się jednak deja vu skończyło i tym razem z trudem wywalczyliśmy zwycięstwo, ale z gry w trzeciej tercji i z wyniku możemy być zadowoleni. Tym bardziej, że graliśmy bez kontuzjowanych: Bepierszcza, Rzeszutki i Hertla więc mieliśmy tylko pięciu obrońców i cztery niepełne ataki z Kartoszkinem, który pierwszy raz zagrał po kontuzji. Zaczęli już po długim leczeniu trenować Sokół i Woźnica, ale rozglądamy się też za zagranicznym obrońcą, którego chcemy zakontraktować na finał Pucharu Kontynentalnego.
- W pierwszej tercji zagraliśmy tak jakbyśmy po niedzielnym meczu bali się tyskiej drużyny – dodał Josef Dobosz. - Po 20 minutach bałem się, że to się skończy pogromem, ale podnieśliśmy się i zagraliśmy dwie bardzo dobre tercje, za które muszę podziękować drużynie. Wycofanie bramkarza w ostatnich minutach pewnie skończyłoby się stratą gola, bo nasze dwie piątki, które ciągnęły grę, były już bardzo mocno zmęczone. Dlatego Fikrt został w bramce. Ale próbowaliśmy do końca poprawić wynik i to mogło się kibicom podobać.

 

Na czele tabeli jest Comarch Cracovia 7, przed TatrySki Podhale Nowy Targ - 65 i GKS-em Tychy 64.

Z tej samej kategorii