Pracowite Święta hokeistów w PHL i Pucharze Polski

Damian Słaboń
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Dzisiaj kolejka ligowa, a tuż po Świętach najlepszy kwartet wystąpi w finałowym turnieju Pucharu Polski.

Żadnych szaleństw w Święta ani w Sylwestra - przekonują nasi hokeiści, bo dla nich koniec roku jest jak zawsze pracowity. Najpierw przedświąteczna kolejka ligowa, a tuż po Świętach - we wtorek i środę - najlepszy kwartet wystąpi w finałowym turnieju Pucharu Polski. Z kolei tuż po Nowym Roku ponownie liga oraz występ GKS-u Tychy w finale Pucharu Kontynentalnego. Bardzo silna dawka, zważywszy, że reprezentanci kraju mają za sobą jeszcze udział w turnieju Euro Ice Hockey Challenge.

 

Treningi w dziesięciu


Comarch Cracovia, lider tabeli, w tej reprezentacyjnej przerwie miał utrudnione zadanie, bo w kadrze znalazło się 12 zawodników i siłą rzeczy zajęcia były bardzo ograniczone. - Zostało nas zaledwie dziesięciu, więc o jakichś taktycznych treningach nie było mowy - tłumaczy doświadczony napastnik, Damian Słaboń. - Trenowaliśmy tylko raz dziennie, zajęcia na lodzie były poprzedzone wizytą w siłowni oraz jazdą na rowerach. Przerwa przydała się kontuzjowanym zawodnikom: Szinaglowi, Svitanie oraz Noworycie, którzy już powinni wystąpić w meczu z Unią, a potem w Pucharze Polski. Myślimy nie tylko o trzech punktach z Unią, ale również o wygraniu turnieju w Nowym Targu.


„Pasy” w lidze mają 7 punktów przewagi nad GKS-em Tychy, choć w tym sezonie jeszcze nie wygrały z obrońcami tytułu mistrzowskiego. - Spokojnie, do końca sezonu daleko, jeszcze będziemy wygrywać - w najważniejszym momencie - uśmiecha się Słaboń.

 

Powrót po kontuzjach


Tylko Kamil Kosowski, bramkarz tyskiego GKS-u, reprezentował drużynę podczas występów reprezentacji w turnieju w Katowicach. Po nim był trochę zmartwiony, bo wystąpił w przegranym meczu z Kazachstanem 1:3, choć i tak został uznany za najlepszego zawodnika. Pozostali kadrowicze, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami działaczy i trenera Jacka Płachty, zostali zwolnieni z tej imprezy, by jak najlepiej mogli się przygotować do finału Pucharu Kontynentalnego w Rouen.

 

Ta przerwa była również świetną okazją do wyleczenia urazów, jakie dopadły tyszan. Być może w Sanoku wystąpią już Michał Woźnica oraz Remigiusz Gazda. Nie ma tej pewności MateuszBepierszcz. - Już trenowałem na lodzie, ale kolano jeszcze boli. Dlatego nie wiem, czy zagram w Sanoku. Na pewno natomiast chciałbym pomóc kolegom w Pucharze Polski - powiedział napastnik, który miał kłopoty z więzadłami pobocznymi po półfinale Pucharu Kontynentalnego.


Dochodziły też wieści o problemach z kolanami kapitana drużyny Michała Kotlorza. - Rzeczywiście musiałem zaliczyć wizytę u lekarza, dostałem zastrzyk z osocza krwi. Wypadło mi pięć treningów na lodzie, ale za to pilnie ćwiczyłem w siłowni i jeździłem na rowerze stacjonarnym. Ale... spokojnie. Najważniejsze, że bodaj po raz pierwszy w tym sezonie będziemy grali i trenowali w komplecie.


Po Świętach hokeistom z Tychów przyjdzie w Nowym Targu bronić Pucharu Polski, który zdobywali już 6-krotnie. Nie zamierzają go odpuszczać, mimo że najważniejszy dla nich będzie występ w Rouen (8-10 stycznia 2016 roku), bo po 23 latach polski zespół znów zameldował się w finale tych rozgrywek. Dodajmy, że GKS Tychy już zapracował na „dziką kartę” dla polskiej drużyny w Lidze Mistrzów.



 

Z tej samej kategorii