Polonia Bytom pragnie rewanżu za niesławne 0:9 z mistrzami z Krakowa

Wynik 0:9 z Comarch Cracovią już się nie powtórzy - solennie zapewniają hokeiści Polonii Bytom. Od tej wysokiej porażki wiele się zmieniło; z klubu odszedł drugi bramkarz Tomasz Witkowski. Zastąpił go Ondrej Raszka, który zaczynał sezon na Wyspach Brytyjskich. Raszka wraz Flipem Landsmanem stanowią solidny duet golkiperów.

GKS Tychy - TMH Polonia Bytom
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Dla hokeistów bytomskiej Polonii ten sezon może być przełomowy. Chcą powrócić do ligowej czołówki, a niektórzy nawet marzą o podium. Pierwsza część sezonu, w której zdobyli 4. lokatę przed podziałem na grupy i jednocześnie zostali nagrodzeni udziałem w turnieju finałowym Pucharu Polski, na pewno zadowala. Natomiast pierwsze cztery mecze w grupie silniejszej to huśtawka nastrojów. Zwycięstwo w Nowym Targu 4:2, porażka w Opolu 0:5, wygrana u siebie z Jastrzębie 2:1 oraz przegrana w Tychach 1:2. A teraz przed nimi potyczka z Comarch Cracovią, rywalem z najwyższej półki.

 

Nieoczekiwane rozstanie
Od początku sezonu kadra drużyny ciągle nie jest ustabilizowana. Cały czas trwają poszukiwania i stąd nieoczekiwane rozstania i... powitania nowych zawodników. Nie tak dawno pożegnał się Tomasz Witkowski, bo w klubie pojawił się Ondrej Raszka, który powrócił z Wysp Brytyjskich. On i Filip Landsman stanowią wartościowy duet golkiperów, ale o zdecydowanie innym stylu bronienia. Raszka mecz z Jastrzębiem przesiedział w boksie, ale pojawił się między słupkami w Tychach i spełnił oczekiwania.
- Nareszcie mamy stabilizację na tej pozycji - odetchnął z ulgą trener polonistów, Tomasz Demkowicz. - W tej części rozgrywek więcej czasu w bramce będzie spędzał Ondrej Raszka, bo musimy wypełnić limit polskiego bramkarza.
Działacze Polonii rozwiązali kontrakt za porozumieniem stron z Ukraińcem Dmitrijem Demianiukiem, którego sprowadzono już w trakcie sezonu. Wydawało się, że Demianiuk na stałe zakotwiczy w drużynie, a tymczasem uznano, że nie spełnia oczekiwań. To rozstanie owiane jest tajemnicą...
Jakubowi Wanackiemu podczas meczu w Tychach odnowiła się kontuzja pleców, zaś Matej Cunik też musi pauzować, bo przeszedł zabieg chirurgiczny nosa, który został pogruchotany w meczu z Jastrzębiem. W defensywie należy się spodziewać zmian w ustawieniu. Od dłuższego czasu pauzuje też, ze względu na kontuzje kolana, napastnik Marcin Frączek.

 

Nie będzie powtórki
Poloniści mają za sobą dwa mecze z „Pasami”, ale jakże odmienne. W Krakowie bytomianie przegrali 3:5, choć przegrywali już 1:5. Jednak w ostatnich 10 minutach mieli szansę na odrobienie strat. Dopiero gol Damiana Słabonia ostudził nieco zapędy gości. Natomiast w rewanżu była jedna wielka katastrofa. Spodziewano się wyrównanej gry, a tymczasem wszystko rozstrzygnęło się już w I tercji. Witkowski przepuścił przy dużej pomocy swoich kolegów 5 goli i zjechał z lodu. Jego miejsce zajął Tomasz Zdanowicz, ale i on nie uchronił zespołu od klęski 0:9.
- Taki mecz na pewno się już nie powtórzy, bo - mam nadzieję - wyciągnęliśmy wnioski - dodaje bytomski szkoleniowiec. - W meczach z silnymi rywalami należy przede wszystkim grać konsekwentnie, odpowiedzialnie i nadzwyczaj cierpliwie od pierwszej do ostatniej minuty. Każdy błąd może być natychmiast wykorzystany przez przeciwnika. Mamy, oczywiście przygotowany plan na ten mecz, ale nie będę się wdawał w szczegóły. Jeżeli będziemy cierpliwi, to wynik będzie do końca otwarty.

 

Czytelny sygnał
W ostatnim meczu w Tychach poloniści przegrali 1:2, tracąc gola w ostatniej minucie. - Mieliśmy sporego pecha, bo Błażej Salamon trafił w słupek, a potem szczęście uśmiechnęło się do tyszan. - Niemniej wysłaliśmy im czytelny sygnał, że w Pucharze Polski powinni się nas bać. Zresztą z myślą o tym turnieju już się przygotowujemy i nieco więcej czasu spędzamy w siłowni. Nim to jednak nastąpi mamy jeszcze kilka meczów ligowych, ale ten najbliższy jest najważniejszy. Mogę zapewnić, że rezultat 0:9 już się nie powtórzy. To wynik naszych katastrofalnych błędów, a po stracie trzech goli wszystko się rozsypało. Naszą największą bolączką jest brak skuteczności, zwłaszcza u nas w „Stodole”.
Michał Działo, jeden z bardziej doświadczonych obrońców, z Jastrzębiem nie wychylił nosa z boksu, ale w Tychach pojawił się na lodzie. - W przegranym meczu w Opolu 0:5 spisywałem się słabo i trener dał mi okazję do przemyśleń - wyjaśnia „Działko”, jak mówią o nim koledzy. - Gdybym był na miejscu trenera, też bym tak zareagował. Z Jastrzębiem kontuzji doznał Matej Cunik i zająłem jego miejsce. Chyba plamy nie dałem i liczę, że będę miał okazję powalczyć z mistrzami kraju. Kontrataki oraz gra w przewadze - to chyba dwa kluczowe elementy, które mogą zadecydować o wyniku. Wszyscy pamiętamy 0:9, bo to mocno zabolało, ale wierzę, że już taka historia się nie powtórzy.

 

 

Polska Hokej Liga
Piątek, 9 grudnia

 

Grupa silniejsza
JASTRZĘBIE, 18.00: JKH GKS - GKS Tychy.
BYTOM, 18.00: Tempish Polonia - Comarch Cracovia.
NOWY TARG, 18.00: TatrySki Podhale - PGE Orlik Opole.

 

Grupa słabsza
GDAŃSK, 18.30: Automatyka - Tauron KH GKS Katowice.
SOSNOWIEC, 19.00: Orlęta - Unia Oświęcim.

 

I liga
Naprzód Janów - Hokej Poznań (sob. 19.00 i niedz. 13.15), UKH Dębica - Zagłębie Sosnowiec.

 

I liga kobiet
Polonia Bytom - Naprzód „Kojotki” Janów (sob. 12.00 i niedz. 20.30), 1906 Cracovia - „Atomówki” GKS Tychy (sob. i niedz. 9.00), Kozice Poznań - Unia Oświęcim.

 

Z tej samej kategorii