Hokeiści z Katowic nie panikują i liczą na komplet punktów w weekend!

Osiem meczów i 15 punktów - ten dorobek Tauronu KH GKS Katowice wydaje się przyzwoity, ale ostatnie 3 porażki - z JKH GKS Jastrzębie 3:4 i GKS Tychy 2:4 (u siebie) oraz wyjazdowa Cracovią 2:6 - na pewno kibiców zaniepokoiły. Powoli się docieramy. Nie tylko na lodzie, ale również poza nim, więc z optymizmem patrzę w przyszłość - przekonuje napastnik Tauronu, Dariusz Gruszka.

SMS PZHL Katowice - Tauron KH GKS Katowice
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Osiem meczów i 15 punktów - ten dorobek Tauronu KH GKS Katowice wydaje się przyzwoity, ale ostatnie 3 porażki - z JKH GKS Jastrzębie 3:4 i GKS Tychy 2:4 (u siebie) oraz wyjazdowa Cracovią 2:6 - na pewno kibiców zaniepokoiły. A ponadto w tabeli mocno stracił do lidera z Tychów. I to dlatego na finiszu I rundy sezonu zasadniczego hokeiści z Katowic chcieliby wygrać zarówno w Bytomiu z Polonią, jak i na własnym lodzie z „Szarotkami” z Nowego Targu.

 

Trenerzy już wiedzą?
- Naszym celem jest miejsce w pierwszej czwórce po kolejnej rundzie, bo będzie ono premiowane grą w turnieju finałowym Pucharu Polski w końcu grudnia - mówi dyrektor klubu, Roch Bogłowski. - Owszem, przegraliśmy 3 ostatnie mecze, ale tylko jeden rywal nas zdominował. W Krakowie przegraliśmy 2:6, ani przez moment nie nawiązując kontaktu z rywalem. To był słaby mecz w naszym wykonaniu. W meczu z Jastrzębiem z kolei mieliśmy zdecydowaną przewagę, ale zabrakło nam szczęścia. Na dodatek Tomas Fuczik był zaporą nie do przebycia. Tychy? Straciliśmy z nimi 3 gole w osłabieniu. Uważam jednak, że runda rewanżowa będzie dla nas zdecydowanie lepsza. Trenerzy lepiej poznali możliwości zawodników, być może też dokonają jakichś korekt w ustawieniu.

 

Wytrąceni z rytmu
Katowicki zespół powstawał latem właściwie od nowa. Sprowadzając wielu renomowanych zawodników, położono silny akcent na ofensywę, co - naszym zdaniem - delikatnie zachwiało proporcje. Trenerski duet Tom Coolen - Piotr Sarnik zdecydowanie preferuje ustawienie z trzema parami obrońców oraz czterema atakami. W tym ostatnim z konieczności występuje defensor Oskar Krawczyk, bo młody Patryk Krężołek leczy kontuzje i być może dopiero za dwa tygodnie będzie do dyspozycji szkoleniowców.

 

- W każdym meczu wychodzimy na lód z mocnym postanowieniem zwycięstwa, ale nie zawsze nam się udaje - dodaje napastnik Dariusz Gruszka, który od meczu z Tychami gra z dwoma kolegami z Nowego Targu: Tomaszem Malasińskim oraz Patrykiem Wronką. - Tylko w Krakowie mieliśmy kiepski dzień, nadto gospodarze atakowali z taką pasją, że niewiele mogliśmy wskórać. Z Jastrzębiem i Tychami było już zdecydowanie lepiej. W grze 5 na 5 w Tychami graliśmy jak równy z równym. Jednak niepotrzebne faule i kary wytrącały nas z rytmu.

 

Będzie lepiej
Dla katowiczan komplet punktów w dwumeczu z Polonią oraz Podhalem to niemal obowiązek, by nie stracić kontaktu z czołówką.

 

- Optymistycznie patrzę w przyszłość, bo prezentujemy się coraz lepiej - dodaje Gruszka. - Ta drużyna była mozolnie sklejana, ja sam znałem tylko kolegów z Nowego Targu. Powoli się docieramy; nie tylko na lodzie, ale również poza nim. A atmosfera w szatni jest również niesłychanie ważna. Nie zbuduje się jej od razu albo od słowa: cześć. Mamy silną drużynę, każdy ma ambicję osiągnąć z nią sukces. Poznaliśmy również możliwości naszych rywali, trzeba tylko tak dopasować taktykę, by ich pokonać. Do play offów jeszcze daleko, więc wszystkie straty punktowe można odrobić. Zrobimy wszystko, by tak się stało.

 

A tymczasem katowiczan czeka wizyta w słynnej i przez większość nielubianej bytomskiej „Stodole”. Polonia ma za sobą kiepski okres, przegrała 6 meczów z rzędu, a na dodatek straciła dwóch ważnych zawodników: bramkarza Ondreja Raszkę, który zasilił JKH GKS Jastrzębie oraz napastnika Romana Malinika. Czech ma zakotwiczyć na Wyspach Brytyjskich. Na dodatek brązowi medaliści poprzedniego sezonu mają kłopoty organizacyjne. Podhale też prezentuje się „w kratkę”, dlatego będzie w niedzielę szukało swojej szansy w katowickiej „Satelicie”, która na ostatnich meczach była wypełniona do samego końca. To zresztą dobry sygnał: moda na hokej do Katowic wróciła.

 

Z tej samej kategorii