Mistrzowie z Tychów wypoczywają i czekają na rywala

Jakub Witecki
 fot. Sobala Łukasz  /  źródło: Pressfocus

GKS Tychy pewnie w czterech meczach wygrał rywalizację z góralami z Noweg Targu. Teraz czeka na rywala w finale.

Hokeiści GKS Tychy w półfinale play offu nadspodziewanie łatwo uporali się z TatrySki Podhalem Nowy Targ, wygrywając wszystkie cztery mecze. To ważne, bo tyszanie mają więcej czasu na regenerację sił przed decydującym starciem. 

- Kary w drugiej tercji wybiły nas z rytmu - stwierdził Marcin Kolusz, który w sobotę wcielił się znów w obrońcę. - Rywal złapał wiatr w żagle, ale nie do końca go wykorzystał. Złapał co prawda kontakt z nami, ale szybko uspokoiliśmy grę i wiedzieliśmy, że zwycięstwa już nie oddamy.
2 minuty i 47 sekund przed końcem gospodarze zagrali va banque, wycofali bramkarza, ale skutek był taki, że Mateusz Bepierszcz, z podania Jarmo Jokili, przybił pieczęć na awansie tyszan do finału.
- Nie da się wygrać, jeśli w czterech meczach strzela się cztery gole. GKS był lepszy i zasłużenie wygrał. Mogę mu tylko życzyć powodzenia w finale. Play off nie wybacza błędów, a my je popełniliśmy. GKS wykorzystał je z zimną krwią. Przegraliśmy zdecydowanie, mamy więc materiał do przemyśleń i analizy - powiedział kapitan „Szarotek”, Jarosław Różański.
- Po I tercji wydawało się, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie, a jednak na własne życzenie przeżyliśmy nerwowe chwile. Karami podaliśmy rękę rywalowi. Ale to już przeszłość. Jesteśmy w finale i na nim się teraz skupiamy - stwierdził II trener GKS Tychy, Krzysztof Majkowski.
- Rozpoczęliśmy słabo, ale później mecz zrobił się ciekawy. Było sporo walki, ładnych zagrań... Nam brakowało skuteczności. Przewaga tyszan wynikała z tego, że są drużyną bardziej doświadczoną - dodał II trener Podhala, Marek Rączka.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii