Puchar Polski: Pełna Kraków Arena nie pomogła Cracovii. Ciarko w finale!

Ciarko Sanok
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Blisko 13 tysięcy widzów stworzyło fantastyczną atmosferę, ale po zaciętej walce do finału awansowało Ciarko Sanok.

Tak wielu kibiców - 12 800 - na meczu klubowego hokeja w Polsce nie było prawdopodobnie nigdy. Na trybuny pofatygował się nawet Franciszek Smuda, trener piłkarzy Wisły Kraków. Fani stworzyli znakomitą atmosferę. - W pierwszej tercji moi zawodnicy jeździli i mówili "wow". Nie wiedzieli, gdzie są - przyznał trener Ciarko, Miroslav Fryczer.

 

Cracovia prowadziła po pierwszej tercji 1:0, a bramkę zdobył debiutant Marek Wróbel, który jeszcze w poprzedniej rundzie Pucharu Polski grał... przeciwko Cracovii. Jego dobry występ w barwach Stoczniowca Gdańsk sprawił, że tydzień temu podpisał kontrakt z krakowskim klubem. - Trenował z nami tylko dwa razy i od razu strzelił gola. Muszę być z niego zadowolony - mówił Rudolf Rohaczek, opiekun "Pasów".

 

Krakowianie mogą sobie sami pluć w brody szczególnie po drugiej tercji. - Wtedy straciliśmy ten mecz. Mogliśmy go rozstrzygnąć, a w tym momencie nam uciekł - kręcił głową Rafał Radziszewski, bramkarz Cracovii, który kilkakrotnie ratował swoich kolegów z opresji. Jeszcze lepiej bronił jednak Bryan Pitton z Sanoka. Cracovia nie potrafiła wykorzystać gry w przewadze, marnowała sytuacje, a sama w bardzo głupi sposób - mając na tafli jednego zawodnika więcej - straciła bramkę. - Kruczek dał nam krążek na patelni. Mike Danton nie zmarnował sytuacji. To był dla nas niezwykle ważny gol - przyznał Michal Vozdecky z Ciarko.

 

Sanoczanie poszli za ciosem i wkrótce objęli prowadzenie. Wprawdzie krakowianie na początku trzeciej tercji doprowadzili do wyrównania, ale Ciarko po strzale Vozdecky'ego szybko odpowiedziało. Później mistrzowie Polski dali już pokaz bardzo mądrej i dojrzałej gry. - Wybijali krążek wysoko w górę. Zanim nasz zawodnik go opanował, już był przy nim obrońca Sanoka - mówił Rohaczek.

 

Kibice "Pasów" wspierali swoich hokeistów do jeszcze ostatniego wysiłku, ale nic to już nie dało. Ciarko mogło się cieszyć z awansu do finału Pucharu Polski po bardzo trudnym i wyrównanym meczu, który był świetną reklamą hokeja. Sanoczanom udało się zrewanżować "Pasom" za zeszłoroczną porażkę w finale. Jutro powalczą z GKS-em Tychy o główne trofeum.

 

Zdaniem trenerów

Rudolf Rohaczek: - Bardzo dobry mecz. Żałuję drugiej tercji i sytuacji, które w niej zmarnowaliśmy. Niestety, czasem nie udaje się nawet trafić do pustej bramki. Gole, które sami straciliśmy, były prezentami. Doświadczeni zawodnicy Sanoka takich sytuacji nie marnują. Przy 3:2 Sanok już mądrze kontrolował grę.

Miroslav Fryczer: - Trudny mecz za nami. Fantastycznie grać przy takiej publiczności. W pierwszej tercji popełnialiśmy wiele błędów. Było dużo okazji z obu stron. Nam bardzo dobrze bronił bramkarz i to on zrobił różnicę. Nie wygrała drużyna lepsza, ale ta, która miała więcej szczęścia.

 

CIARKO SANOK - COMARCH CRACOVIA 3:2 (0:1, 2:1, 1:2)

0:1 - Wróbel - Stoklasa - Kalus (14:53), 1:1 - Danton -  (32:16, w osłabieniu), 2:1 - Kostecki - Richter - Zapała (37:38), 2:2 - Pasiut - Stoklasa - S. Kowalówka (40:56), 3:2 - Vozdecky - Szinagl. (44:22)

Sędziowali: Przemysław Kępa (Nowy Targ), Paweł Meszyński (Warszawa) - Artur Hyliński (Oświęcim) i Mariusz Smura (Katowice). Widzów 12 800.

SANOK: Pitton (2); Richter - Zatko, Williams - Dutka (2), Rąpała - Turon, Ćwikła - Demkowicz; Szinagl - Zapała - Vozdecky (2), Danton - Pietrus - Cichy, Krajczi - Wilusz - Endal, Wanat - Kostecki - Strzyżowski (2). Trener Miroslav FRYCZER.

CRACOVIA: Radziszewski; Noworyta - A. Kowalówka, Kruczek - Wajda, Liotti - Kłys, Witowski - Maciejewski; S. Kowalówka - Słaboń - Pasiut, McCauley (2) - Valczak (2) - Fojtik, Stoklasa - Kozłowski - Kalus, Fraszko - Wróbel - Wiśniewski. Trener Rudolf ROHACZEK. 

KARY: Ciarko - 8 min, Cracovia - 4 min 

 

 

Z tej samej kategorii