Rozczarowanie... Nie to miało wyglądać

Zdecydowanie więcej oczekiwaliśmy od wicemistrzów kraju w inauguracyjnym spotkaniu z gospodarzami z Rygi.

Michael Cichy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Pierwszy mecz jest najważniejszy; wszystko zależy od pierwszej potyczki - te słowa wypowiadali hokeiści GKS-u Tychy przed wyjazdem do Rygi na ćwierćfinałowy turniej Pucharu Kontynentalnego. A tymczasem spotkało nas spore rozczarowanie ze strony tyskiej drużyny, która na inaugurację przegrała z mistrzem Łotwy i szansa ewentualnego awansu do półfinału europejskiego pucharu spadła niemal do zera. Trudno sobie wyobrazić, by gospodarze imprezy zaprzepaścili swoją szansę.
Hokeiści GKS-u Tychy przez I tercję mieli inicjatywę, oddali 13 strzałów i nie wykorzystali kilku dobrych sytuacji. A tymczasem, jak na ironię, to gospodarze prowadzili, bo potrafili wykorzystać błąd tyszan. Ekipa trenera Andrieja Gusowa za wszelką cenę chciała zdobyć gola i ciągle napierała, ale zapomniała o asekuracji tyłów. W 16 min gospodarze przeprowadzili wzorową kontrę i w sytuacji 2 na 1 Martins Cipulis wykorzystał podanie Janisa Straupa i posłał krążek między parkanami Johna Murraya. Bramka na pewno nie obciąża konta Amerykanina, bo była konsekwencją złego ustawienia. Tyszanie chcieli szybko odrobić straty i znów ruszyli do przodu. Uldis Czalpa, bramkarz gospodarzy, był niezwykle czujny i nie dał się zaskoczyć.
O II odsłonie należałoby jak najszybciej zapomnieć. Cóż z tego, że tyszanie znów więcej strzelali, ale stracili 2 gole na własne życzenie. Gra obronna nie była ich najmocniejszą stroną i stąd też brały się kolejne straty. Gospodarze nie grali żadnych fajerwerków, lecz czekali na okazje, by skontrować. A takowa się wydarzyła, gdy Adam Bagiński powędrował na ławkę kar. Tyski skrzydłowy jeszcze dobrze nie usiadł, a doświadczony Janis Sprukts, z przeszłością w KHL, zdobył 2. bramkę. W tyskiej ekipie zrobiło się strasznie nerwowo i kolejny gol - naszym zdaniem - był kwestią czasu. W kolejnej akcji znów zapomniano o asekuracji i Martins Ławrows rozwiał wszelkie nadzieje na korzystny rezultat w tej potyczce.
W ostatniej tercji Flip Komorski nie wykorzystał rzutu karnego po faulu Tomsa Bluksa, zaś 14 sek. później Gatis Grincnskis w indywidualnej akcji po raz kolejny pokonał Murraya. Na otarcie łez tyszanie zdobyli 2 bramki, ale takich strat nie można było odrobić. Gospodarze nie grali olśniewająco, ale potrafili wykorzystać wszystko, co mieli do wykorzystania.

 

HK KURBADS - GKS TYCHY 5:2 (1:0, 2:0, 3:2)
1:0 - Cipulis - Straupe - Porejs (15:20), 2:0 - Sprukts - Bluks (31:05, w przewadze), 3:0 - Ławrows - Gipters (37:13), 4:0 - Grincinskis (45:43), 5:0 - Zolamnis - Walters - Peczura (49:18), 5:1 - Witecki - Kaznadziei - Górny (49:43), 5:2 - Witecki - Ciura - Galant (52:03)
Sędziowali: Patrick Gruber i Christoffer Hurtik - Uldis Buss i Kriss Kupcus. Widzów 2000.


KURBADS: Czalpa; Gipters - Porejs, Walters (2) - Bluks, Redlihs - Galkins, Paradnieks; Ławrows - Zolamnis (10 niesport. Zach.) - Sprukts, Gricinskis (2) - Cipulis - Straupe, Remins (2) - Sarkanis (2) - Brancis, Zeltins - Peczura (2) - Łogunows. Trener Aleksandrs MACIJEWSKIS.
TYCHY: Murray (2+10); Pociecha - Ciura, Bryk (2) - Kotlorz (2), Kaznadziei - Górny, Kolarz (2); Witecki - Galant - Bepierszcz (2), Gościński - Rzeszutko - Bagiński (2), Szczechura - Kalinowski (2) - Cichy, Kogut - Komorski (2) - Jeziorski. Trener Andrej GUSOW.
KARY: Kurbads - 20 min, Tychy - 26 min.

 

W drugim spotkaniu: HK Donbas - PSK Narva 4:2 (1:1, 1:0, 2:1).

 

Kolejne mecze
Sobota: GKS Tychy - PSK Narva (13.00), HC Donbas - HK Kurbads (17.00). [Niedziela:] GKS Tychy - HC Donbas (13.00), PSK Narva - HK Kurbads (17.00).

 

Z tej samej kategorii