Koledzy po dwóch stronach barykady

Radosław Nalewajka
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

W sobotnim meczu z Węgrami Radosław Nalewajka i Dominik Nahunko debiutowali w reprezentacji, i to w jednym ataku. Dzisiaj staną naprzeciwko siebie w potyczce o ligowe punkty.

Los lubi płatać figle i przynosić nieoczekiwane rozstrzygnięcia. Radosław Nalewajka (rocznik 1993) z Jastrzębia oraz Dominik Nahunko (1995) rodem z Sosnowca, ale występujący w zespole z Katowic, są kumplami - nieraz występowali razem w reprezentacjach juniorskich. Obaj dość nieoczekiwanie przed meczem towarzyskim z Węgrami otrzymali nominacje do kadry i po raz pierwszy wystąpili w reprezentacji. Dla młodych hokeistów to ważne wydarzenie i jednocześnie motywacja do dalszej pracy, by znów znaleźć się wśród wybrańców Teda Nolana. Nim to jednak nastąpi, dzisiaj staną naprzeciwko i będą rywalizowali o ligowe punkty. Żadnej taryfy ulgowej nie będzie - zgodnie zapewniają.

 

Kop w górę

- Po treningu byłem zmęczony, więc położyłem się spać - relacjonuje Radosław Nalewajka. - Jednak telefon cały czas terkotał, bo dzwonili koledzy, informując mnie, że zostałem powołany do kadry. Myślałem, że mnie „wkręcają”, bo nie przypuszczałem, że moje największe marzenie się spełni. Trochę byłem na nich zły, że stroją sobie żarty. Zobaczyłem to jednak na stronie związkowej, ale nadal nie wierzyłem, bo przy moim nazwisku była przynależność klubowa: GKS Katowice. Dopiero wieczorem upewniłem się, że to właśnie o mnie chodzi. Nie będę ukrywał, że miałem tremę, bo przecież przyjeżdża się na zgrupowanie, które prowadzi jedna z legend NHL. Ta nominacja mnie szalenie zmotywowała; otrzymałem dodatkowy zastrzyk do dalszej pracy - podkreśla hokeista JKH GKS Jastrzębie.

 

Skorzystał na „nieszczęściu”

Dominik Nahunko, zwany przez kolegów „Mietkiem” - bo takie imię nosi jego tato, znany były obrońca GKS-u Katowice i Zagłębia Sosnowiec oraz trener wielu klubów ligowych - miał inną drogę do kadry. Jego kolega klubowy Mikołaj Łopuski doznał kontuzji w meczu z Anteo Naprzodem Janów i wskoczył na jego miejsce.
- Na co dzień mam okazję pracować z Tomem Coolenem, współpracownikiem Nolana. To on zasygnalizował, że jestem brany pod uwagę przy ustalaniu kadry - mówi 22-letni napastnik. - Mikołajowi przytrafiło się nieszczęście, musiał pauzować i w tej sytuacji pojawiłem się na zgrupowaniu. Myślałem, że moja przygoda zakończy się na treningach w Katowicach, ale zadebiutowałem w reprezentacji.

 

Pod wrażeniem Nolana

Trzy dni na treningi oraz poznanie filozofii gry Teda Nolana to stanowczo za mało - mówią zgodnie obaj hokeiści. - Nasza gra jako drużyny nie wyglądała dobrze, było za dużo przypadkowości i błędów w obronie - twierdzi napastnik z Jastrzębia. - Z Dominikiem już wcześniej się znaliśmy, ale z pozostałymi kolegami miałem okazję trenować i grać po raz pierwszy. Mocno cierpieliśmy na lodzie, gdy rywale zdobywali bramki, ale byłem pod wrażeniem zachowania Nolana, który cały czas nas wspierał i zachęcał do odważniejszej gry. Wynik był niekorzystny, ale śmiem twierdzić, że w miarę upływu czasu będzie lepiej. Ze swej strony zrobię wszystko, by przed kolejnym turniejem znów znaleźć się w kadrze.
- Nie wiem, jak mnie oceniają inni, ale chyba plamy nie dałem - zastanawia się Dominik. - Owszem, był dreszczyk emocji, ale skupiałem się na grze, by przypadkiem nie popełnić jakiejś gafy. Po przegranym meczu trudno gdybać, ale mogliśmy uniknąć kilku goli. Stało się i teraz wiemy, w jakim kierunku musi pójść praca. Musimy sobie przyswoić wszystkie założenia trenerów i wówczas pewnie gra będzie płynniejsza. Pewnie, że porażka zabolała, ale teraz trzeba szybko wrócić do ligowych zmagań, bo w tym miesiącu czeka nas sporo meczów.

 

Słowacki strateg

Robert Kalaber, trener JKH GKS, nie szczędzi czasu na pracę z zespołem, a zwłaszcza z młodzieżą. Jego podopieczni z sezonu na sezon notują postęp i wcale nie będziemy zdziwieni, gdy za 2-3 lata będą drużyną walczącą o najwyższe laury.
- Trener Kalaber doskonale potrafi „przeczytać” grę rywali i dopasować do nich taktykę - uważa Radek Nalewajka. - W poprzednim sezonie nikt na nas nie stawiał, a potrafiliśmy zająć miejsce w „6” po rundzie zasadniczej. Zdajemy sobie sprawę z naszych umiejętności i wiemy, ile nam jeszcze brakuje do najlepszych - Tychów, Cracovii czy Katowic. Niemniej dzięki realizowaniu założeń taktycznych potrafiliśmy zdobyć punkty w Krakowie. Teraz przed nami kolejny występ, z Katowicami, i też nie jesteśmy bez szans. Naszym celem jest zdobycie miejsca w czołowej „czwórce”.

 

Pięć ważnych meczów

- Z Radkiem jesteśmy kumplami, ale już po meczu w Budapeszcie zaczęliśmy się przekomarzać, kto w lidze będzie lepszy - śmieje się katowicki napastnik. - Na pewno będzie zdrowa rywalizacja. Tomasz Fuczik, czeski golkiper, to jeden z poważniejszych atutów naszych rywali. On potrafi trzymać zespół i stąd też jastrzębianie notują „piłkarskie” wyniki. Nie możemy zapominać o ogromnym doświadczeniu Leszka Laszkiewicza, który potrafi przy pomocy młodzieży zrobić różnicę. Teoretycznie mamy personalnie lepszy skład, ale trzeba to jeszcze pokazać na lodzie. Gramy o najwyższe cele, bo taki jest nasz plan i takie są również oczekiwania. Przed nami pięć ważnych meczów, które pokażą, czy zadomowimy się w „czubie” tabeli.

 

Z tej samej kategorii