Comarch Cracovia: Prezes w siódmym niebie?!

COMARCH CRACOVIA
 fot. Sobala Łukasz  /  źródło: Pressfocus

Pozycja nr 1 mocno zobowiązuje i nikt nie dopuszcza myśli, że zespół może nie awansować do finału i nie zdobyć złota.

Ostatni tytuł hokeiści Comarch Cracovii zdobyli w 2013 r., dwa kolejne sezony były nieudane, bo kto chce pamiętać o 5. lokatach w Polskiej Hokej Lidze. Trudno się więc dziwić, że przed tym sezonem dokonano rewolucji kadrowej i organizacyjnej. A wszystko po to, by „Pasy” odzyskały złoto, skorzystały z „dzikiej karty” i wystąpiły w prestiżowej Lidze Mistrzów. Pierwszą część zadania hokeiści spod Wawelu zrealizowali niemal perfekcyjnie, bowiem w sezonie zasadniczym zajęli pierwsze miejsce, będąc najskuteczniejszą drużyną (190) i najmniej tracącą (85) goli.

Wśród trenerów wiele kontrowersji wywołał harmonogram rozgrywek, bo sezon zasadniczy zakończył się ostatniego stycznia. Na pierwsze spotkanie play offu trzeba było czekać 19 dni i niektórzy twierdzą, że dwie kolejki rundy zasadniczej można było rozegrać po reprezentacyjnej przerwie i niejako z marszu przystąpić do play offu. Czołowe drużyny ligowe, m.in. Comarch Cracovia i Tychy, trenowały w mocno okrojonych składach, bo w nich występuje sporo reprezentantów.
W przerwie „Pasy” rozegrały dwa mecze kontrolne z Podhalem Nowy Targ, przegrywając na wyjeździe 2:3 i wygrywając u siebie 7:3.
- Na razie nie wiemy jakie będą skutki tak długiej przerwy, ale fajnie, że mieliśmy okazję sprawdzić swoje siły w dość eksperymentalnym składzie – wyjaśnia trener Rudolf Rohaczek. - Wypadło to całkiem nieźle, mieliśmy okazję poprawić jeszcze przygotowanie fizyczne oraz taktyczne. Nasi reprezentanci przyjechali w znakomitych humorach, zdrowi i mocno zmotywowani, ale jak się wygrywa w takim ważnym turnieju, to trudno się dziwić. Jestem ciekaw jak ta przerwa wpłynie na mój zespół, ale o kadrowiczów się nie boję, bo są w rytmie meczowym.

Pozycja nr 1 dla Comarch Cracovii mocno zobowiązuje i nikt w Krakowie nie dopuszcza myśli, że zespół nie awansuje do finału. Kadrę, nie licząc 3 bramkarzy, stanowi 9 obrońców oraz aż 15 napastników i można z nich wybrać optymalne ustawienie. Na dodatek nikt nie narzeka na kontuzje i trenerzy mają zapewniony komfort wyboru, bo nie muszą się martwić kto ma wystąpić w trzecim czy czwartym ataku.
- Już dawno tak kadrowo nie prezentowaliśmy się okazale - uśmiecha się czeski szkoleniowiec. - Skupiamy się na tym, co mamy do wykonania w najbliższy piątek, bo Orlik jest niewygodnym rywalem. Zespół z Opola pojechał na sparingi do Sanoka i w jednym z nich był lepszy od Ciarko. Trzeba być więc niezwykle czujnym i skoncentrowanym, bo przecież gra się zaledwie do trzech wygranych. Przegrana na własnym lodzie mocno komplikuje rywalizację. Dlatego na mecze z Orlikiem dmuchamy i chuchamy. Owszem, jesteśmy faworytem, ale już nie raz występowaliśmy w tej roli i wiem jak też to się zakończyło. Chcemy zawędrować do finału i w nim zwyciężyć.
W krakowskich kuluarach wiele się mówi, że jeżeli dobrze wiedzie się piłkarzom, to wówczas i hokeiści mogą liczyć na szczodrość profesora-prezesa Janusza Filipiaka. Na razie tym pierwszym idzie „śpiewająco” i mierzą w podium. Hokeiści zaś celują w złoto... Dwa medale w jednym sezonie? Byłoby to niebywałe osiągnięcie, a prezes „Pasów” byłby chyba w siódmy niebie. Kto wie może będzie!?

 

Z tej samej kategorii