Unia Oświęcim pod ścianą i musi wygrać z Orlikiem Opole

Unia Oświęcim
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Finisz pierwszej części sezonu - tylko zdobycie kompletu punktów zagwarantuje Unii Oświęcim grę w grupie silniejszej. Poprzedni weekend obfitował w wiele zaskakujących wyników, a w roli głównej wystąpił młody zespół z Jastrzębia. Najpierw wygrał z Polonią na własnym lodzie 4:0, a dwa dni później wygrał w Opolu z Orlikiem 4:2. Ekipa trenera Roberta Kalabera na zakończenie gra z zespołem z Torunia.

Zgodnie z oczekiwaniami finisz pierwszej części sezonu ligowego jest niezwykle interesujący. Poprzedni weekend obfitował w wiele zaskakujących wyników, a w roli głównej wystąpił młody zespół z Jastrzębia. Najpierw wygrał z Polonią na własnym lodzie 4:0, a dwa dni później wygrał w Opolu z Orlikiem 4:2. Ekipa trenera Roberta Kalabera na zakończenie gra z zespołem z Torunia i wystąpi w roli zdecydowanego faworyta. Wprawdzie w Jastrzębiu dmuchają na zimne, ale hokeiści ostatnio pokonali wyżej notowane drużyny. Tak więc przed podziałem na grupę silniejszą oraz słabszą wydaje się, że mamy tylko jedną zagadkę: Unia Oświęcim na własnym lodowisku podejmuje sąsiada z tabeli - Orlika Opole.

W regulaminowym czasie
Hokeiści z Oświęcimia przegrali po dogrywce w Bytomiu, mocno komplikując sobie sytuację. - Zabrakło nam konsekwencji i determinacji - przekonywał później Sebastian Kowalówka, który zaczynał sezon w Bytomiu, ale powrócił do Oświęcimia.
W pierwszym spotkaniu Unia przegrała w Opolu 2:4 i teraz - by znaleźć się w grupie silniejszej - musi wygrać w regulaminowym czasie, bo w przeciwnym razie awansuje Orlik. Hokeiści z Oświęcimia na wyjazdach mocno tracą na wartości i grają bojaźliwie, bez zwykłej agresji. W 10 meczach zdołali zdobyć 12 punktów i trudno ten dorobek uznać za imponujący. Jedno jest pewne: oświęcimianie muszą zagrać skuteczniej i nie popełniać błędów, jakie notorycznie przydarzają się im w meczach wyjazdowych.

W głowach zawodników
„Nadzieja we własnym lodzie” - pocieszają się miejscowi kibice. I rzeczywiście, bilans u siebie Unia ma korzystniejszy - w spotkaniach 9 spotkaniach zdobyła 18 pkt., przegrywając jedynie z Cracovią Podhalem i Polonią Bytom. Wygrała natomiast m.in. „świętą wojnę” z GKS-em Tychy oraz JKH GKS Jastrzębie.
- Potrafimy grać konsekwentnie i agresywnie - przekonuje trener Unii, Josef Dobosz. - Wszystko siedzi w głowach zawodników. Mamy szansę pod tym warunkiem, że szybko zdominujemy pole gry i zneutralizujemy najlepszych zawodników Orlika.
O obliczu drużyny z Opola decydują dwaj do tej pory najskuteczniejsi napastnicy, Michael Cichy 31 pkt. (15 goli +16 asyst) i Alex Szczechura 28 (9+19), a ponadto solidny bramkarz - John Murray. Wszyscy wymienieni mieli już nawet okazję wystąpić w biało-czerwonych barwach, z tych też m.in. powodów ubiegają się o polskie paszporty. Duet Cichy - Szczechura potrafi „rozmontować” najszczelniejszy blok defensywny rywali. Co nie zmienia faktu, że Orlik po zmianie trenera i przejęciu sterów przez Douga McKaya prezentuje nierówną formę.

Najlepszy prezent
Mecz Unii z Polonią w poprzednią niedzielę miał szczególny wymiar dla Dariusza Wanata, 20-letniego wychowanka Unii. W 23 min zdobył pierwszego gola w 89. spotkaniu ekstraligi! Wczoraj obchodził 21. urodziny, zaś dzisiaj wystąpi przeciwko Orlikowi. - Najlepszym dla mnie prezentem będzie zwycięstwo i awans do grupy silniejszej - przekonuje hokeista. - Gra w tej grupie to przecież nobilitacja.
Płyną z tego zresztą nie tylko korzyści sportowe. Trzeba również spojrzeć na aspekt ekonomiczny, wszak lepiej podróżować po południowej części kraju niż cztery razy zimą wybierać się na północ do Torunia i Gdańska.

 

Z tej samej kategorii