Słodka zemsta tyszan nad Comarch Cracovią

Comarch Cracovia - GKS Tychy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Do bramki Rafała Radziszewskiego krążek wpadał siedem razy! Gospodarze zadziwiali nieporadnością.

W miniony piątek mistrzowie Polski z Krakowa w meczu o Superpuchar pokonali GKS Tychy 5:4 po karnych. Mało kto oczekiwał, że tym razem w potyczce o ligowe punkty „Pasy” na własnym lodzie nie będą miały nic do powiedzenia. Zemsta była słodka, a zwycięstwo tyszan imponujące. Rafał Radziszewski już chyba nie pamięta, kiedy w lidze wyciągał tyle krążków z bramki.
- Taki mecz jaki rozegraliśmy w Superpucharze nie może się powtórzyć w lidze - zadeklarował tyski kapitan, Michał Kotlorz. Goście przyjęli taktykę nadzwyczaj ostrożnej gry w defensywie i starali się atakować już w strefie rywala. „Pasy” lubują się w kontrach, a tymczasem przyszło im rozgrywać krążek i czujni goście wszystkie akcje zaczepne szybko neutralizowali. Tyszanie w najmniej oczekiwanym momencie zdobyli prowadzenie. Filip Komorski po akcji partnerów Patryka Koguta oraz Bartłomieja Jeziorskiego zdecydował się na precyzyjny strzał spod bandy i zaskoczył Rafała Radziszewskiego. Ten atak, jak się później okazało, odegrał ważną rolę w dalszej części meczu. Poważnym mankamentem gości była gra w przewadze. Mieli dwie okazje i ani razu nie stworzyli groźnej sytuacji pod bramką „Pasów”.
Kiedy Maciej Urbanowicz po idealnym podaniu Damiana Kapicy zdobył wyrównująca bramkę, nikt z miejscowych kibiców nie przypuszczał, że przeżyją takie rozczarowanie. Jednak tyszanie zdobyli się na szybką odpowiedź. 25 sek. później wreszcie Jeziorski wykorzystał przewagę i goście ponownie objęli prowadzenie. Emocji było znacznie więcej, bo Kasper Bryniczka popisał się fantastycznym uderzeniem i krążek wylądował pod poprzeczką. W tym momencie zatliła się iskierka nadziei w sercach gospodarzy, ale szybko zgasła. Kogut i Kanadyjczyk Aleks Szczechura pokonali niezbyt pewnie interweniującego „Radzika”.
Gdy prowadzi się 5:2 na tafli przeciwnika, to trudno tę przewagę stracić. Tak było też w środę i tyszanie do bogatego dorobku bramkowego dorzucili kolejne 2 trafienia.

 

COMARCH CRACOVIA - GKS TYCHY 3:7 (0:1, 2:4, 1:2)
0:1 - Komorski - Jeziorski - Kogut (2:12), 1:1 - Urbanowicz - Kapica - Bryniczka (25:20), 1:2 - Jeziorski - Ciura (25:45, w przewadze), 1:3 - Kaznadziei - Górny - Cichy (33:57), 2:3 - Bryniczka - Novajovsky (35:42), 2:4 - Kogut - Ciura (36:27), 2:5 - Szczechura (38:32), 2:6 - Rzeszutko - Szczechura - Bagiński (46:05), 3:6 - Drzewiecki - Szinagl (47:16), 3:7 - Gościński - Rzeszutko (48:11).

Sędziowali: Tomasz Radzik (Krynica) - Marcin Młynarski (Myślenice) i Mateusz Niżnik (Nowy Targ). Widzów 1000.
CRACOVIA: Radziszewski (2); Dąbkowski - Zib, Kruczek - Novajovsky, Wajda (2) - Rompkowski, Noworyta - Dutka; Sykora - Da Costa - Kalus (2), Kapica - Bryniczka - Urbanowicz, Domogała - Dziubiński - Szinagl (2), Drzewiecki - Słaboń - Paczkowski. Trener Rudolf ROHACZEK.
TYCHY: Murray; Pociecha - Ciura, Bryk - Kotlorz (2), Woźnica - Kaznadziei, Kolarz - Górny; Galant (2) - Kalinowski (2) - Bepierszcz, Gościński - Rzeszutko - Bagiński (2), Guzik - Cichy - Szczechura, Jeziorski - Komorski - Kogut. Trener Andrej GUSOW.
KARY: Cracovia - 8 min,Tychy - 8 min.

 

Powrót hokeistów Naprzodu do rozgrywek PHL nie był okazały. Wprawdzie gospodarze stawili czoła "Szartkom", jednak zdołali wyjść na prowadzenie tylko raz (2:1). W pozostałych przypadkach janowianie gonili wynik, ale na bramkę Marcina Kolusza na pięć minut przed końcem spotkania nie zdołali już odpowiedzieć.

- Mecz był bardzo ciężki i musieliśmy wydrzeć zwycięstwo. Tak naprawdę naszą przewagę było widać dopiero w trzeciej tercji. Gratuluję rywalom gry i mobilizacji - stwierdził trener gości Marek Ziętara.
- Jeżeli dawałoby się punkty za zaangażowanie, to trzy punkty zostałyby na Jantorze. Pokazaliśmy, że na własnym lodowisku żadnej drużynie przeciwnej nie będzie łatwo - dodał trener Adrian Parzyszek.

 

NAPRZÓD JANÓW - TATRYSKI PODHALE NOWY TARG 3:4 (0:1, 2:1, 1:2)
0:1 - Neupauer - Jaśkiewicz - Tomasik (17:22, w osłabieniu), 1:1 - Indra - Stokłosa - K. Charousek (27:21), 2:1 - K. Charousek - Adamus (30:18), 2:2 - Biezais - Michalski - Samarin (31:33, w przewadze), 2:3 - Neupauer (44:53), 3:3 - Musioł - K. Charousek - J. Charousek (52:38, w przewadze), 3:4 - Kolusz - Wielkiewicz - Jaśkiewicz (55:14).

Sędziowali: Włodzimierz Marczuk (Toruń) oraz Piotr Matlakiewicz (Sosnowiec) i Przemysław Gabryszak (Toruń). Widzów 1000.
NAPRZÓD: M. Elżbieciak; K. Charousek - Musioł, Potechin - Zielosko, Kosakowski (2+10) - Kurz, Sarna - Kulik; Indra - J. Charousek (2) - Adamus, Skrodziuk - Seda - Rajski, Stachura (2) - Słodczyk - Jaros, Sroka - Pohl - Stokłosa. Trener Włodzimierz URBAŃCZYK.
PODHALE: Raitmus; Tomasik - Jaśkiewicz, Samarin - Wojdyła (2), Pichniarczik - Sulka (2), Mrugała - K. Kapica; Wielkiewicz - Zapała - Kolusz, Biezais - Ogrodnikow - Michalski, Różański (2) - Neupauer (2) - P. Michalski, Svitac - Siuty - Wolski. Trener Marek ZIĘTARA.
KARY: Naprzód - 18 min. (2 tech. 10 za niesport. zach.), Podhale - 8 min.

 

Kiepska jakość lodu, między II i III tercją popsuła się rolba i zespoły w ostatniej odsłonie grały na nieprzygotowanej tafli - to najważniejsze wydarzenia meczu uczniów SMS z brązowymi medalistami poprzedniego sezonu.

 

ORLĘTA KATOWICE - POLONIA BYTOM 0:8 (0:2, 0:4, 0:2)
0:1 - Kamieniew - Kalinowski - Pastryk (1:56), 0:2 - Jaworski - Mularczyk (6:38), 0:3 - Kalinowski - Salamon (22:24, w osłabieniu), 0:4 - Krzemień - Malinik (28:52), 0:5 - Kalinowski - Malinik (32:12), 0:6 - Malinik - Kalinowski - Krzemień (39:59), 0:7 - Malinik - Krzemień - Kamieniew (48:57), 0:8 - Stoklasa - Frączek - Bordowski (59:24).
Sędziowali: Sebastian Kryś (Katowice) - Sebastian Adamoszek (Chorzów) i Grzegorz Cudek (Oświęcim). Widzów 30.
ORLĘTA: Lipiński; Bizacki (2) - Malczewski, Noworyta (2) - Gruszczyk, Gogoc - Kamieniecki (2), Antoni Kot - Kołodziej; Bernacki - Michał Rybak - Jarosz, Anklewicz - Wałęga - Maciej Rybak, Brynkus - Jóźwik - Worwa, Kamiński - Luszniak - Mazurkiewicz. Trener Grzegorz KLICH.
POLONIA: Raszka; Działo (2) - Cunik (4), Falkenhagen - Turon, Pastryk - Kamieniew, Owczarek (2) - Stępień; Stoklasa - Frączek - Bordowski, Danieluk (2) - Kozłowski - Salamon (2), Kalinowski - Krzemień - Malinik, Mularczyk - Jaworski - Dybaś. Trener Tomasz DEMKOWICZ.
KARY: Orlęta - 6 min, Polonia - 12 min.

 

Gospodarze zaprezentowali wyjątkowy „powrót” do meczu, bo w 35 minucie przegrywali 0:3, ale nie załamali się i pół minuty później strzelili kontaktowego gola. Opolanie sami są sobie winni - w trzeciej tercji złapali kilka niepotrzebnych kar. Mimo iż rywale nie zdobywali bramek w przewagach, gracze Orlika tracili sporo sił i to się zemściło. Decydującą o losach meczu bramkę, kapitalnym strzałem z niebieskiej w samo okienko, strzelił Sebastian Wachowski.

 

MH AUTOMATYKA GDAŃSK - PGE ORLIK OPOLE 4:3 (0:1, 2:2, 2:0)
0:1 - Lorek - Latal - Stopiński (19:06), 0:2 - Przygodzki - V. Meidl - Bychawski (33:26, w podwójnej przewadze), 0:3 - Stopiński - Przygodzki - Zatko (34:21), 1:3 - Vitek - Wróbel - Samusienka (34:51), 2:3 - Polodna - Steber - Dolny (37:25), 3:3 - Skutchan - Steber - Kantor (52:38), 4:3 - Wachowski - Vitek - Samusienka (57:17).
Sędziowali Michał Baca (Oświęcim) - Daniel Lipiński (Toruń) i Marcin Polak (Bytom). Widzów 1500.


AUTOMATYKA: Haradziecki; Dolny - Bilczik, Wachowski (4) - Lehmann, Wysocki - Kantor, Szczerbakow - Maciejewski; Skutchan (2) - Polodna - Steber, Samusienka - Wróbel - Vitek; Pesta - Stasiewicz - Strużyk, Marzec - Różycki - Rompkowski. Trener Andriej KOWALIOW.
ORLIK: Kieler; Sordon - Bychawski (4+10), Zatko (2) - Kostek, Gawlik - Sznotala, Latal; Baranyk (2) - V. Meidl (2) - Kisielewski, Przygodzki (2) - Szydło - Demjaniuk, Wąsiński - Sikora - Gorzycki (2), R. Meidl - Stopiński - Lorek. Trener Jacek SZOPIŃSKI.
Kary: Automatyka - 6 min, Orlik - 24 min.

 

Z tej samej kategorii