Ambicja nie wystarczyła. „Szarotki” lepsze od GKS-u Tychy

GKS Tychy - TatrySki Podhale Nowy Targ
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

- To jakiś koszmar – mówili kibice, gdy na tafli zabrakło w Podhalu dwóch Finów – Haverinena i Iossafova (wirus), a w pierwszej tercji wypadł ze składu Tomasik (bark). Mimo tego, gospodarze poradzili sobie z hokeistami z Tychów.

Pierwsza bezbramkowa tercja dostarczyła widzom sporo emocji.  Bramkarze byli pierwszoplanowymi postaciami, bo pod jedną i drugą bramką sporo się działo.  Akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Oba zespoły zaliczyły po słupku (Zapała i Gazda). Tyszanie częściej strzelali, a najlepszą okazję zmarnował Rzeszutko, który będąc sam przed pustą bramką nie trafił w krążek. Z drugiej strony świetną sytuację Zapały zlikwidował Żigardy. Górale w tej części meczu nie wykorzystali dwóch liczebnych przewag.

Żigardy skapitulował w 24 min. po indywidualnej akcji   Jokili, który bekhendem trafił w górny krótki róg bramki.  Jeszcze ładniejszą akcję przeprowadził duet Zapała – Jokila, gdy Neupauer odsiadywał karę. Zapała jak profesor wjechał w tercję rywala, wyczekał moment, gdy Jokila pojawił się na drugiej stronie i idealnie dograł   mu „gumę”. Za chwilę Fin utonął w objęciach kolegów. Neupauer po opuszczeniu ławki kar otrzymał prostopadłe podanie, ale w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać ostatnią instancję gości.   Potem Podhale przez 4 minuty grało z przewagą (Galant na ławce za zranienie Różańskiego), ale fatalnie ją rozgrywało. Tylko jeden strzał Syreia zatrzymał się w polu bramkowym. Od tego momentu przeważali tyszanie, którzy z wielką furią nacierali na bramkę gospodarzy. Gdyby nie fenomenalne interwencja Jucersa, to kto wie czy górale schodziliby na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem.

Kiedy wydawało się, że tyszanie przejmują kontrolę nad spotkaniem M. Michalski spod bandy przestrzelił Żigardego. Wcześniej była sygnalizowana kara dla tyszanina.  Podhale skomplikowało sobie sytuację, kiedy przez 83 sekund grało w trójkę.  Vozdecky trafił w okienko. Końcówka dramatyczna. Posypały się kary,  w 56 min. Kalinowski nie wykorzystał karnego, a tyszanie przez 2 minuty  grali w przewagą dwóch graczy, a przez 38 sekund w szóstkę i zdobyli kontaktowego gola. 54 sekund przed końcem Jokila trafił do pustej bramki.

 

W następnym meczu „szarotki” poprowadzi już nowy trener Ukrainiec Witalij Semenczenko. To już pewne. Jutro przyjeżdża do Nowego Targu.

 

TatrySki Podhale Nowy Targ – GKS Tychy 4:2  (0:0, 2:0, 2:2)

1:0  Jokila (23:54)

2:0 Jokila (26:03 w osłabieniu)

3:0 M. Michalski (46:48 sygnalizowana kara)

3:1 Vozdecky (49:09 w podwójnej przewadze)

3:2 Kristek (57:05 sześciu na trzech)

4:2 Jokila (59:06 do pustej)

 

Podhale: Jucers; Tomasik – Syrei (25), Wojdyła – Różański, Jaśkiewicz  - Łabuz (4), P. Michalski; Hattunen (2)  – Bryniczka  – Gruszka, Jokila (2) – Zapała  – Daniel Kapica, M. Michalski – Neupauer (2)   – Svitac, Stypuła - Olchawski – Siuty. Trener Marek Rączka.

Tychy: Żigardy; Kubosz – Ciura, Zatko – Kotlorz, Bryk – Pociecha (2), Górny – Gazda; Jeziorski – Komorski (2) – Vitek, Bepierszcz –Kalinowski – Galant (4), Vozdecky – Kristek – Woźnica, Witecki – Rzeszutko – Bagiński. Trener Jirzi Szejba.

 

Z tej samej kategorii