Zagadka w boksie i w bramce

Adrian Parzyszek
 fot. Sobala Łukasz  /  źródło: Pressfocus

Trener Naprzodu Adrian Parzyszek ma powody do irytacji, bo nie wszystko w ostatnich dniach przebiega po jego myśli.

Jeszcze do piątku Parzyszek był przekonany, że bez przeszkód będzie kierował beniaminkiem. Ma licencję trenerką - ale do prowadzenia zespołów niższego szczebla. Otrzymał jednak zapewnienie, że nic nie stoi na przeszkodzie, by - jako były reprezentant kraju - dostał warunkowe zezwolenie także w PHL; miał na to wyrazić zgodę zarząd związku. Tymczasem pojawi się w boksie, będzie kierował drużyną, ale w protokole będzie figurował ktoś inny. Kto - na razie to tajemnica...
- Nie wiem, co będzie w mojej sprawie, ale w tej chwili najważniejsze jest dobro drużyny - przekonuje szkoleniowiec z Janowa. - Pracowaliśmy spokojnie. Wszyscy przypominają mi ostatnią porażkę w sparingu 4:11, ale szybko wymazaliśmy ją z pamięci. Wszystkie formacje są zestawione i mogą ewentualnie nastąpić drobne korekty, bo jest nas sporo i każdy zgłasza gotowość do gry.
Dylematy obu trenerów sprowadzają się chyba tylko do jednej kwestii: kto stanie między słupkami. Ondrej Raszka oraz Filip Landsman z Polonii prezentują podobne umiejętności. Trzeba jednak wskazać na jednego, który zainauguruje sezon. A potem, podobno, mają bronić na zmianę, by nie wyjść z wprawy. Trener Tomasz Demkowicz podejmie decyzję po sobotnim treningu.
W Janowie podobnie. Gdy Michał Elżbieciak powrócił z GKS-u Tychy do Naprzodu, dzierżył miano golkipera nr 1. Natomiast Szymon Niemczyk był w jego cieniu. Teraz, jak zapewnia trener Parzyszek, sytuacja się zmieniła i obaj prezentują podobne walory.
- Również nie zdecydowałem, kto będzie bronił, ale darzę obu zaufaniem - uważa szkoleniowiec Naprzodu. - W meczach kontrolnych bronili na zmianę, jednak sparingi nie są do końca adekwatne, bo w meczu o punkty może pojawić się stres. A Michał ma zdecydowanie większe doświadczenie. Podchodzimy z optymizmem do meczu, bo jako beniaminek możemy wygrać, a brązowi medaliści muszą - przekonuje Parzyszek.
Bytomska „Stodoła” to niecodzienne miejsce, nie mające konkurencji ze strony innych obiektów. Ale hokeistom z Janowa, jak twierdzą, nie jest straszna. - To lodowisko-legenda, rozegrałem w niej sporo meczów. Nie lubiłem w niej tylko występować zimą, bo temperatury dla nas wszystkich były za niskie - uśmiecha się szkoleniowiec Naprzodu.

 

Z tej samej kategorii