Andrej Gusow: Wszystko przed nami

Ci, którzy trenowali na miejscu, na pewno fizycznie będą przewyższali kadrowiczów, którzy byli na tournee w Kanadzie. Już dzisiaj zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało - mówi białoruski trener GKS-u Tychy.

Andrej Gusow
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Zbiórka o 9.00 rano i najpierw obowiązkowa jazda na rowerach stacjonarnych; potem chwila oddechu i przygotowanie do wyjścia na lód; 1,5 godziny na lodzie bez żadnej taryfy ulgowej; znów 20 minut na krótki wypoczynek, a potem zajęcia w siłowni, które też do lekkich nie należały - to wszystko zanotowaliśmy podczas wizyty na jednym z treningów GKS Tychy w minionym tygodniu, gdy kadrowicze sprawdzali swoje umiejętności podczas tournee w Kanadzie. W środku sezonu taka dawka treningowa musi budzić respekt. - To nic nadzwyczajnego, bo chyba w reprezentacyjnej przerwie wszystkie drużyny chciały podreperować formę fizyczną. Proszę mi wierzyć, że w mojej ojczyźnie czy w Rosji trenuje się znacznie więcej i jeszcze mocniej - powiedział na powitanie Andrej Gusow.

 

Włodzimierz SOWIŃSKI: Długo pan występował na naszych lodowiskach i jest pan doskonale zorientowany w realiach. Jak pan postrzega nasz hokej po latach?
Andrej GUSOW: - Gdy liga zaczęła rozgrywki byłem rozczarowany i myślałem, że poziom spadł i niewiele będzie dobrego. Jednak w miarę upływu czasu zmieniłem zdanie, bo nie ma już tak wysokich wyników. Z kolei przeciwko naszej drużynie wszyscy wychodzą sprężeni i podejmują walkę, chcąc sprawić niespodziankę i prezentują się więcej niż przyzwoicie. My również, choć to dla niektórych moja subiektywna opinia, poszliśmy do przodu, bo zawodnicy już wiedzą, czego od nich oczekuję i jak sobie wyobrażam grę. Cracovia, Tychy, Katowice, Jastrzębie, w nieco dalszej kolejności Podhale czy Automatyka prezentują się, jak na te warunki, dobrze. Proszę popatrzeć, ilu trenerów zagranicznych pracuje z ligowymi zespołami. Rudolf Rohaczek to już przecież uznana firma, Kanadyjczyk pracuje w Katowicach, Robert Kalaber umiejętnie wprowadza młodzież w Jastrzębiu, zaś Andrej Kowaliow wykonał kawał dobrej pracy w Gdańsku. Mam uznanie dla Jirziego Szejby, który nie tak dawno podjął pracę w Oświęcimiu. Podhale pewnie podskoczy wyżej po zmianie trenera i przyjściu Łotysza Bielawskisa. Jedynie martwi mnie, że nie ma szerokiej fali młodzieży, która napierałaby na starszych i szukała swojego miejsca w zespole seniorów.

 

A od strony organizacyjnej jak to wygląda?
Andrej GUSOW: - Jeżeli masz pieniądze na „malucha” to nie możesz sobie pozwolić na Mercedesa. Tak jest skonstruowany ten świat; sportowy również. Wszędzie, na Białorusi, w Rosji czy w NHL jeżeli ktoś ma kasę, ten bierze najlepszych i gra o najwyższe laury. I tak samo jest w Polsce. Parę klubów ma pieniądze i w miarę to funkcjonuje, ale nie wszędzie jest tak dobrze. Słyszę tu i ówdzie o większych czy mniejszych problemach. Niemniej w każdych warunkach trzeba pamiętać o pracy z młodzieżą, bo ona jest najważniejsza.

 

Czy dla pana było pewnym dyskomfortem, że przed pana przyjściem zespół był już ukształtowany?
Andrej GUSOW: - Każdy trener ma swoje pomysły personalne i to jest zrozumiałe. Miałem okazję sprowadzić do drużyny tylko Ilję Kandzieja. Jednak wcale nie narzekam, bo mam zespół, który chętnie pracuje.

 

A czy przypadkiem przed występem w Pucharze Kontynentalnym nie trenowali zbyt mocno i nie mieli świeżości? Ten występ na Łotwie to chyba, do tej pory, największe rozczarowanie?
Andrej GUSOW: - To prawda; mocno przeżyłem ten występ, bo wszyscy chcieliśmy awansować do kolejnej rundy. I powinniśmy to zrobić. Fizycznie, moim zdaniem, byliśmy właściwie przygotowani, ale zawiodła psychika. Popełnialiśmy koszmarne błędy, których nam nie przystoi robić. Niedawno jeszcze raz zobaczyłem mecz z Kurbadsem i łapałem się za głowę, jak tak można grać. A ponadto tylko gwoli przypomnienia - odeszła spora grupa Czechów, która odgrywała ważną rolę w drużynie. Teraz są zawodnicy, mający coś do udowodnienia. Przy każdej okazji im powtarzam: skoro wasz kolega Grzegorz Pasiut może grać w silniejszej i na pewno zamożniejszej białoruskiej lidze, to i wy możecie.

 

A z których meczów, do tej pory, był pan zadowolony?
Andrej GUSOW: - Z dwóch: z wygranej w Jastrzębiu 4:1 oraz u siebie z Katowicami 3:2. Oba mecze stały na wysokim poziomie, bo obie drużyny zaprezentowały się tak, jak byśmy chcieli przez cały czas. Oj, zapomniałbym, bo przed sezonem zagraliśmy świetnie w Zwoleniu oraz w Koszycach.

 

Długa przerwa związana z kadrą nie sprzyja pracy w klubach. Czy to pana martwi?
Andrej GUSOW: - Obowiązkiem każdego sportowca, jeżeli otrzyma powołanie, jest reprezentowanie kraju i to dla mnie nie ulega wątpliwości. Nikomu nie mogę zabronić wyjazdu z reprezentacją, bo to zaszczyt. Tylko szkoda, że tak daleko pojechali, bo nie wiem, z kim grali, a przede wszystkim jak trenowali. Do tego dochodziły dalekie podróże samolotowe, które są dyskomfortem. Można było się dogadać z Białorusią i Kazachstanem, można byłoby zorganizować turniej w Mińsku albo w Grodnie. A tak Białoruś zagrała dwumecz z Kazachami, a mogła być fajna impreza. Jestem przekonany, że o tym, jak wyglądają kadrowicze, dowiemy się już w dzisiejszym meczu. Ci którzy trenowali na miejscu na pewno fizycznie będą ich przewyższali. Sam jestem ciekaw, jak to wszystko będzie wyglądało. Ponadto w grudniu rozegramy zaledwie 4 mecze ligowe, zaś w styczniu aż 11 i to będzie nie do zniesienia.

 

A jak pan traktuje Puchar Polski, który w Tychach cieszy się szczególną estymą?
Andrej GUSOW: - Puchar Polski jest przystankiem w drodze do osiągnięcia głównego celu, czyli mistrzostwa Polski. Nie daj on nam punktów ani też żadnej premii (przyp.red. - ???), natomiast jego zdobycie na pewno nas wzmocni psychicznie przed play offem. Ponadto przegraliśmy Superpuchar, Puchar Kontynentalny i teraz jest nam potrzebne zwycięstwo, bo ono wpłynie budująco na zespół. Musimy go zdobyć i tyle.

 

Czy wytworzył pan chemię w zespole, jakże potrzebną do osiągania sukcesów?
Andrej GUSOW: - To nie mnie oceniać. Jestem zadowolony z dotychczasowych dokonań zawodników, bo w statystykach prezentujemy się dobrze jako zespół. Wszystkie akcenty zostały odpowiednio rozłożone i punktują wszyscy. Mamy również ustalone poszczególne formacje i zmiany są tylko w razie kontuzji czy ewentualnej słabszej dyspozycji. Uważam, że tworzymy prawdziwy zespół, który prawidłowo reaguje na zaistniałe sytuacje.

 

Z tej samej kategorii