GKS Tychy zrobił duży krok do mistrzostwa Polski

O kuriozalnej karze meczu dla Mateusza Bepierszcza podczas pierwszej potyczki finałowej GKS-u z Cracovią mieliśmy okazję pisać w relacji. Najbardziej całą historię przeżywał „winowajca”, tyski napastnik, i odetchnął dopiero po końcowym gwizdku.

GKS Tychy
 fot. Michał Chwiedk  /  źródło: newspix.pl

O kuriozalnej karze meczu dla Mateusza Bepierszcza podczas pierwszej potyczki finałowej GKS-u z Cracovią mieliśmy okazję pisać w relacji. Najbardziej całą historię przeżywał „winowajca”, tyski napastnik, i odetchnął dopiero po końcowym gwizdku. Okazało się, że całe zajście ma ciąg dalszy. Tyscy działacze złożyli protest do Polskiej Hokej Ligi i jej szef Janusz Wierzbowski zwrócił się do Wydziału Sędziowskiego o przeanalizowanie sprawy. Na tej podstawie WS wydał opinię, że „kara została nałożona za zdarzenie, które nie miało miejsca”! To niebywała historia! Bepierszcz mógł wystąpić w drugim meczu i nawet strzelił pierwszego gola. Jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec sędziów pierwszego finałowego spotkania? Na szczęście, w drugiej potyczce obyło się bez kontrowersyjnych werdyktów arbitrów i tym razem wzięła górę rywalizacją sportowa. A w niej znów lepsi okazali się tyszanie, ale przed nimi teraz dwumecz pod Wawelem.


Brak koncentracji
Kiedy w 7 min Bepierszcz otworzył konto bramkowe dla gospodarzy kibice byli przekonani, że ten mecz będzie łatwiejszy niż pierwszy. Tym bardziej, że sędziowie wyciągnęli właściwe wnioski, pozwolili hokeistom walczyć i nie doszukiwali się fauli w ostrych starciach. A na dodatek kiedy Filip Drzewiecki (9 min) w krótkim odstępie sprawdził czujność Stefana Żigardego byliśmy przekonani, że gospodarze nie stracą tak łatwo goli. A tymczasem okazało się, że to Czech stracił koncentrację i były tego konsekwencje. Najpierw Petr Kalus niemal z zerowego kąta zdołał umieścić krążek w siatce. Drugi gol dla „Pasów” był również po błędzie golkipera gospodarzy. Damian Słaboń podał do Drzewieckiego, a ten chciał oddać krążek do swojego środkowego. „Guma” pewnie gdzie pod drodze odbiła się i wpadła obok źle ustawionego Żigardego.
- Nieważne kto strzela gole, ale najważniejsze, że mamy jednego więcej niż rywale - skomentował swój wyczyn „Drzewko” schodząc do szatni.


Podobny scenariusz
Gospodarze byli pewni swego i konsekwentnie realizowali zadania taktyczne, które zostały wcześniej nakreślone przez trenerów. Najpierw w 27:45 min Krystian Dziubiński sfaulował Michała Woźnicę i ta sytuacja wyglądała niezwykle groźnie, bo napastnik tyski długo się zbierał spod bandy. A potem Rafał Radziszewski otrzymał karę i tyszanie mieli grać w podwójnej przewadze przed 91 sek. Jednak Bartłomiej Pociecha szybko wyrównał i goście znów przeżywali ciężkie chwile.
- Moje wykluczenie sprawiło, że straciliśmy gola, ale na pewno nie faulowałem - zarzekał się po meczu „Radzik”. - To nic nie szkodzi, że Tychy prowadzą 2:0, bo teraz rywalizacja przenosi się do Krakowa i z pomocą naszych kibiców doprowadzimy do remisu w play offie.
Kiedy Jarosław Rzeszutko dał gospodarzom prowadzenie, kibice eksplodowali. Na III tercję nie wyjechał środkowy I ataku Jaroslav Kristek - po meczu mówiło się, że ma złamaną nogę i nie wystąpi w kolejnym spotkaniu. Tyski zespół lepiej wyglądał pod każdym względem i miał kilka wyśmienitych sytuacji (48 min 2 na 1 Kolusz z Makrowem i ten pierwszy nie trafił do pustej bramki). W końcu po raz drugi Rzeszutko pokonał Radziszewskiego i rozpoczęły się chóralne śpiewy miejscowych kibiców.
- Pokazaliśmy charakter i po raz wtóry okazało się, że w meczu mamy nie tylko plan „A”, ale również „B” - stwierdził zdobywca dwóch goli dla GKS-u. - Koncentrujemy się tylko na sobotnim meczu w Krakowie i nic innego nas nie obchodzi.

 

GKS TYCHY - COMARCH CRACOVIA 4:2 (1:2, 2:0, 1:0)
1:0 - Bepierszcz - Galant - Witecki (6:17), 1:1 - Kalus - Sykora - Dutka (9:05), 1:2 - Drzewiecki - Słaboń (19:52), 2:2 - Pociecha - Kubosz - Rzeszutko (28:56, w podwójnej przewadze), 3:2 - Rzeszutko - Kubosz - Makrow (31:39), 4:2 - Rzeszutko - Kolusz - Górny (52:09).
Sędziowali: Michał Baca (Oświęcim) i Paweł Meszyński (Warszawa) - Artur Hyliński (Oświęcim) i Mariusz Smura (Katowice). Widzów 3000.


TYCHY: Żigardy; Kubosz - Pociecha, Bryk - Kotlorz, Kolarz (2) - Górny, Zatko - Horzelski; Makrow - Kristek - Kolusz (2), Bepierszcz - Galant - Witecki (2), Jeziorski - Komorski - Vitek, Woźnica - Rzeszutko - Kogut. Trener Jirzi SZEJBA.
CRACOVIA: Radziszewski (2); Novajovsky - Rompkowski, Kruczek - Wajda, Dąbkowski - Zib (2), Noworyta - Dutka; Kapica (2) - Dziubiński (2+10) - Szinagl (2), Drzewiecki (2) - Słaboń - Urbanowicz, Kalus - Chovan - Sykora, Paczkowski - McPherson - Domogała. Trener Rudolf ROHACZEK.
KARY: Tychy - 4 min, Cracovia - 22 min (10 dla Dziubińskiego).

 

Liczby meczu
25 - taki jubileusz zaliczył Pociecha i okrasił go golem; tyle bramek zdobył w tym sezonie Rzeszutko i jest najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu.
29 - tyle razy „Pasy” strzelały na bramkę Żigardego.
38 - tyle razy tyszanie zatrudniali „Radzika".
48 - tyle sek. potrzebowali tyszanie na wyrównanie podczas gry w podwójnej przewadze.

 

Z tej samej kategorii