Andriej Gusow: Nie patrzę w tabelę...

Dziewięć meczów i tylko jeden stracony punkt oraz sześć „oczek" przewagi nad drugim w ekstralidze JKH GKS Jastrzębie - to dorobek hokeistów GKS-u Tychy. Jednak przed nimi w przedostatni weekend października spore wyzwanie, bo zagrają w II rundzie Pucharu Kontynentalnego w Rydze.

Andriej Gusow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Dziewięć meczów i tylko jeden stracony punkt oraz sześć „oczek" przewagi nad drugim w ekstralidze JKH GKS Jastrzębie - to dorobek hokeistów GKS-u Tychy. Jednak przed nimi w przedostatni weekend października spore wyzwanie, bo zagrają w II rundzie Pucharu Kontynentalnego w Rydze z miejscowym Kurbasem, ukraińskim HC Donbas oraz estońską Narvą PSK. Nim to jednak nastąpi, tyszanie rozegrają jeszcze dwa mecze ligowe z Automatyką Gdańsk (u siebie) oraz z Naprzodem w Janowie.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Lubi pan patrzeć na rywali z góry?
ANDRIEJ GUSOW: - Nie patrzę w tabelę i wcale jej nie analizuję, bo zobaczymy co z tego wyniknie na koniec sezonu. Na razie jestem wdzięczny chłopakom za to, co do tej pory zrobili. Jednak nadal ciężko pracujemy, bo patrzymy do przodu na to, co nas czeka w Pucharze Kontynentalnym. W Rydze chcielibyśmy wypaść jak najlepiej i nie zakończyć kariery w II rundzie. I dlatego też chłopaki mają spore obciążenia - pracują w siłowni, biegają w terenie oraz jeżdżą na rowerach stacjonarnych. Do meczu z Unią Oświęcim w miniony piątek pracowaliśmy dwa razy dziennie. Stąd też w meczu z Unią zabrakło nam trochę świeżości. Inna sprawa, że zespół z Oświęcimia zaprezentował się bardzo dobrze. Mieliśmy sporą przewagę w strzałach, ale wygraliśmy dopiero w karnych.

Z pańskiego punktu widzenia jak wygląda rywalizacja w lidze?
ANDRIEJ GUSOW: - Nie chciałbym skrzywdzić chłopaków ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego, ale oni wyraźnie odstają od pozostałych zespołów. Oczywiście, nie jest to ich wina i również jest to zrozumiałe. W tej lidze nie ma łatwych meczów, bo każdy chce zdobywać punkty. U nas graliśmy z Orlikiem Opole czy Unią i oba zespoły rozegrały bardzo dobre spotkania. Z kolei jedziemy do Nowego Targu czy Jastrzębia i gospodarze znów rozgrywają świetne potyczki. Przeciwko nam wszyscy walczą na całego i każdy z nami chce wygrać. Dla mnie najważniejsze, że chłopaki się nie dają i to jest budujące.

Czy do tej pory wszystko układa się po pana myśli?
ANDRIEJ GUSOW: - To, jak mi się układa, okaże się na końcu sezonu (śmiech). Na razie nie możemy narzekać, choć to wynik ciężkiej pracy nie tylko na lodzie czy w siłowni. Sporo czasu spędzamy na analizie naszej gry, dużo rozmawiamy i dyskutujemy. Gramy innym systemem niż do tej pory chłopaki grali i nie zawsze to idzie po naszej myśli. Jedno jest pewne, że mamy 100-procentową koncentrację gdy gramy z silniejszym rywalem. A gdy spotykamy się z teoretycznie słabszym wówczas koncentracja przychodzi nam trudniej. Nad stroną mentalną również pracujemy.

To w jakim procencie pańska koncepcja gry jest wdrożona w życie?
ANDRIEJ GUSOW: - Gdybyśmy to wszystko oceniali na podstawie II tercji meczu w Katowicach, to powiedziałbym, że w 100 procentach (śmiech). Jednak nie zawsze jest różowo. Chciałbym, żeby zespół grał perfekcyjnie przez 60 minut, a nie przez 50 czy 40. W ostatniej odsłonie podeszliśmy do swoich obowiązku nieco luźniej i pojawiły się kłopoty. Na razie solidnie pracujemy i pewnie będą tego efekty.

Widzę, że jest pan zwolennikiem rotacji w składzie. W meczu z Katowicami - dla przykładu - zagrał pan siedmioma obrońcami i w składzie było 13 napastników. Dlaczego?
ANDRIEJ GUSOW: - Mam taki komfort, że w drużynie jest konkurencja i to również jest miarą postępu. Wrócił po operacji Jakub Witecki i stąd też trochę inne ustawienie. Zawsze w szatni chłopakom mówię: następny mecz w twoim wykonaniu zależy w 99 procentach od tego, jak zagrasz w poprzednim. Mnie się podoba atmosfera w szatni i wszyscy idą we właściwym kierunku. A powracając do meczu z Katowicami, graliśmy 7 obrońcami, bo mieliśmy 13. napastnika, Radka Galanta, na wszelki wypadek, gdyby coś się działo w ofensywie. Był przygotowany w każdej chwili do wejścia na lód, ale nie było takiej potrzeby.

 

Z tej samej kategorii