Mistrza poznamy dopiero w niedzielę. Tychy uległy rywalowi

Stan rywalizacji w finałach o mistrzostwo Polski 3:3. Comarch Cracovia wygrała z tyszanami.

Comarch Cracovia Krakow - GKS Tychy
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Niedzielne spotkanie w Tychach już na pewno rozstrzygnie komu przypadnie tytuł mistrza kraju. Wczoraj hokeiści Cracovii po raz drugi z rzędu okazali się lepsi od GKS-u. Wykorzystali atut własnego lodu, bo od połowy meczu byli zespołem wyraźnie lepszym.

Tyszanie już w 5 min mieli niezwykle dogodną sytuację, bo grali z przewagą dwóch zawodników, ale nie zdołali pokonać Rafała Radziszewskiego. To jednak oni otworzyli konto bramkowe. Kryniccy wychowankowie: Radosław Galant - Jakub Witecki znają się znakomicie i potrafią rozgrywać krążek na pamięć. W 9 min to właśnie oni rozegrali akcję, zaś sfinalizował ją „nowy” w tym ataku Mateusz Bepierszcz. „Radzik” nie miał żadnych szans, bo tyski zawodnik był tuż przed nim i nie miał problemu z umieszczeniem krążka w siatce.
A potem jedni i drudzy mieli okazje do zmiany rezultatu, lecz Maciej Urbanowicz, Petr Novajovsky oraz Krystian Dziubiński w dobrych sytuacjach nie potrafili pokonać Stefana Żigardego. W rewanżu szanse na podwyższenie rezultatu mieli Witecki i Vitek. Ten ostatni nie trafił w krążek do pustej bramki. W końcowych fragmentach było znów gorąco, bo Bartosz Ciura zupełnie niepotrzebnie „zarobił” karę.

„Pasy” na II tercję wyszły zmobilizowane i z mocnym postanowieniem odrobienia strat. Gospodarze zwiększyli tempo akcji i zaczęli uzyskiwać przewagę. Zdecydowanie więcej zaczęli grać w tercji rywala i również więcej strzelali. Bramka wisiała w powietrzu i w końcu Tomas Sykora pokonał po raz pierwszy tyskiego bramkarza i doprowadził do remisu. Gdy Kolusz powędrował na ławę kar, „Pasy” zwietrzyły swoją kolejną szansę. Jego partner z ataku Petr Kalus wcale nie chciał być gorszy i dał swojemu zespołowi prowadzenie. Tyszanie jeszcze raz poderwali się do ataku. Mateusz Bryk z własnej tercji podał na niebieską linię do Makrowa i ten uderzeniem z bekhendu pokonał Radziszewskiego. Jednak w ostatnich 8 min tej tercji tyszanie wyraźnie osłabli i oddali inicjatywę gospodarzom. Ci osiągnęli wyraźną przewagę i w efekcie Kalus po podaniu Sykory zdobył ponowne prowadzenie. Obaj znakomicie współpracują w finałach w imię... przyjaźni słowacko-czeskiej. I Słowak Sykora, i Czech Kalus gdy pojawili się pod Wawelem pod koniec okna transferowego zupełnie nie błyszczeli. Jednak w tych decydujących starciach wyrastają ponad poziom.

Ostatnia odsłona była miernymi widowiskiem, bo było więcej ostrych spięć oraz wymiany ciosów. A wszystko się zaczęło po golu Damiana Kapicy, który strzelał „na raty” i w końcu wepchnął krążek do siatki. Hokeiści się nie oszczędzali i częstowali się uderzeniami. W rezultacie ławki kar był zapełnione. Gospodarze w pełni zasłużenie odnieśli zwycięstwo, bowiem wykazali się odpornością nerwową i zaprezentowali się lepiej pod względem kondycyjnym.
W niedzielę (od 19.15) ostatni akord tego sezonu i znów trudno wskazać zwycięzcę.

 

COMARCH CRACOVIA - GKS TYCHY 4:2 (0:1, 3:1, 1:0)
0:1 - Bepierszcz - Witecki - Galant (8:59), 1:1 - Sykora - Kalus (23:21), 2:1 - Kalus - Dąbkowski - Dziubiński (29:03, w przewadze), 2:2 - Makrow - Bryk (31:30), 3:2 - Kalus - Sykora (36:01), 4:2 - Kapica - Szinagl - Novajovsky (45:37).

Sędziowali: Paweł Meszyński, Zbigniew Wolas (główni) - Tomasz Przyborowski, Mariusz Smura
Minuty karne: 14-16.
Widzów: ok. 2300.
Stan rywalizacji: 3:3.
Ostatni mecz: w niedzielę w Tychach.


Cracovia: Radziszewski – Zíb, Dąbkowski (2); Sýkora, McPherson, Kalus – Rompkowski (2), Novajovský (2); Šinágl, Dziubiński, Kapica (2) – Kruczek, Wajda; Urbanowicz (2), Słaboń, Drzewiecki (2) – Dutka, Noworyta; Domogała (2), Chovan, Kisielewski.
Trener: Rudolf Roháček.

GKS: Žigárdy – Kolarz (2), Ciura (2); Witecki, Galant, Bepierszcz (4) – Kuboš, Pociecha; Jeziorski, Semorád, Kolusz (2) – Zaťko, Górny (2); Makrov, Komorski,Vitek – Bryk, Kotlorz; Rzeszutko, Woźnica.
Trener: Jiří Šejba.

 

Z tej samej kategorii