Przerwa podziałała pozytywnie. GKS Tychy lepszy od Cracovii

GKS Tychy - Comarch Cracovia Krakow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Od 0:2 do 3:2 tak wyglądała, pierwsza, niezwykle emocjonująca potyczka play offu w Tychach. To było zaledwie preludium do tego co będzie się działo za kilka dni w Krakowie.

Nad wejściem do tyskiej szatni znajduje się hasło: „Złote medale nie są tak naprawdę zrobione ze złota. Składają się z potu, determinacji i trudnego do odnalezienia stopu zwanego odwagą” - te słowa wypowiedział amerykański mistrz olimpijski w zapasach z Monachium '1972, Dan Gable. To motto przewodnie hokeistów, zaś szatni królowała głośna muzyka amerykańskiego zespołu heavymetalowy „Metallica”. Zmotywowani, skoncentrowani do bólu jedni oraz drudzy, ale nikt nie mógł przewidzieć wypadków, które się potoczyły niczym lawiny śnieżne w Himalajach...

Sytuacja z 9:48 min miała kluczowe znaczenie na przebieg I tercji. Niemal na środku lodowiska, w zupełnie niegroźnej sytuacji, Mateusz Bepierszcz zaatakował Petra Kalusa. Napastnik Cracovii wyłożył się jak długi na lodzie. Sędziowie długo dyskutowali aż w końcu wydali kontrowersyjny werdykt - zinterpretowali faul tyskiego napastnika jako atak łokciem na głowę rywala. Bepierszcz otrzymał 5 min plus karę meczu i powędrował pod prysznic. Gospodarze grali w podwójnym osłabieniu (w boksie siedział też Marcin Kolusz) i Petr Szinagl po precyzyjnym podaniu Krystiana Dziubińskiego zdobył prowadzenie dla „Pasów”. Wyczyn skopiował Mateusz Rompkowski i goście objęli nieoczekiwanie prowadzenie 2:0.


Mało kto oczekiwał, że gospodarze tak szybko powrócą do gry, ale przerwa podziałała pozytywnie. Jan Semorad szybko zdobył kontaktowego gola i niespełna 13 minut później był negatywnym bohaterem swojej drużyny. Najpierw był faulowany przez Karola Kisielewskiego, a poirytowany całą sytuacją rzucił na bandę Mateusza Rompkowskiego. Decyzja mogła być tylko jedna - Czech powędrował pod prysznic i trenerowi Jirziemu Szejbie ubył kolejny napastnik.

 

Upłynęło zaledwie 9 sek. gdy Petr Kubosz wyłożył krążek Jaroslavowi Kristkowi i ten wyrównał. A zwycięskiego gola strzelił niechciany w Krakowie Michael Kolarz. To była słodka zemsta.

 

GKS TYCHY – COMARCH CRACOVIA 3:2 (0:2, 2:0, 1:0)
0:1 – Szinagl – Dziubiński (10:08, w podwójnej przewadze), 0:2 – Rompkowski – Kapica – Szinagl (12:02, w przewadze), 1:2 – Semorad – Kotlorz – Bryk (20:24), 2:2 – Kristek – Kubosz (33:11), 3:2 – Kolarz – Zatko (47:34).
Sędziowali: Przemysław Kępa (Nowy Targ) i Włodzimierz Marczuk – Sławomir Szachniewicz i Wojciech Moszczyński (wszyscy Toruń). Widzów 3000 (komplet).


TYCHY: Żigardy; Kubosz – Pociecha, Bryk (2) – Kotlorz, Kolarz – Górny, Zatko – Horzelski; Bepierszcz (5+20) – Kristek – Kolusz, Galant – Semorad (27) – Witecki, Jeziorski – Komorski – Vitek, Woźnica – Rzeszutko – Kogut. Trener Jirzi SZEJBA.
CRACOVIA: Radziszewski; Novajovsky – Rompkowski (2), Kruczek (2) - Wajda, Dąbkowski (2) – Zib (2), Noworyta – Dutka; Kapica – Dziubiński – Szinagl, Drzewiecki – Słaboń – Urbanowicz (2), Kalus (10 – McPherson (2) – Sykora (4), Domogała – Chovan – Kisielewski (2). Trener Rudolf ROHACZEK.

 

KARY: Tychy – 56 min (kary meczu dla Bepierszcza i Semorada), Cracovia – 28 min (10 min niesport.zach. dla Kalusa).

Z tej samej kategorii