Jakub Blanik: Hokej to moje życie

Rozmowa z Jakubem Blanikiem, 16-letni zawodnikiem JKH GKS Jastrzębie

Jakub Blanik
 fot. archiwum Jolanty i Dariusza Blaników  /  źródło: własne

BOGDAN NATHER: Skąd pomysł, by uprawiać hokej na lodzie? Twój wujek, Leszek, był wybitnym gimnastykiem, dziadek i tata uprawiali piłkę nożną, interesowali się żużlem. A ty poszedłeś w zupełnie inną stronę…
JAKUB BLANIK: - Chciałem być piłkarzem, trafiłem do Odry Wodzisław, ale okazało się, że trzeba zrobić dziesięć „kopek”, a ja tego nie potrafiłem zrobić. Potem tata zabrał mnie do Jastrzębia na mecz hokeja, to wtedy jeszcze była I liga. To był sezon, w którym JKH wygrał wszystkie mecze i awansował wyżej. Zafascynowała mnie ta dyscyplina.
 
Z dnia na dzień podjąłeś decyzję, że zostaniesz hokeistą?
JAKUB BLANIK: - Nie tak od razu. Blisko naszego domu jest jeziorko, które zimą zamarzło. Tata kupił mi łyżwy i kij, żebym sobie pojeździł. Przez dwa lata błagałem tatę, żeby zabrał mnie na trening i zapisał do sekcji. Podczas meczów JKH, na które jeździłem tatą, zauważyłem napisy, że klub prowadzi nabór do klubu w każdy poniedziałek, środę i piątek o godzinie 16.30. Długo „suszyłem” tacie głowę, by zabrał mnie na ten nabór. W końcu się ugiął i pojechaliśmy do Jastrzębia na trening. Właśnie minęło dziesięć lat, gdy jestem zawodnikiem JKH.
 
Trafiłeś pod skrzydła trenerów Marka Chrabańskiego i Marcina Pelaczyka. Szybko nauczycieli cię hokejowego abecadła?
JAKUB BLANIK: - Obaj dużo mnie nauczyli, chociaż trener Pelaczyk pracował ze mną tylko rok. Trener Chrabański był moim opiekunem cztery lata, grałem u niego w drużynie żaków starszych i młodzików. Chodziłem do niego na dodatkowe treningi, by poprawić wyszkolenie techniczne.
To ty poprosiłeś go o dodatkowe treningi, czy też Marek Chrabański wyszedł z taką inicjatywą, dostrzegając drzemiący w tobie talent?
- Grałem wtedy w zespole żaków starszych. To była wspólna decyzja trenera Chrabańskiego i mojego taty, więc trenowałem również z młodzikami. Skorzystałem z tej szansy i chodziłem na dodatkowe treningi ze starszymi kolegami. Z tego powodu czasami w szkole musiałem zwolnić się z 1-2 lekcji, ale opłacało się.
 
Pamiętasz swój pierwszy mecz?
JAKUB BLANIK: - Niestety nie. To był mini-hokej, miałem wtedy siedem lat. Teraz mam szesnaście, więc to szmat czasu.
 
Miałeś moment zniechęcenia, gdy chciałeś zrezygnować z gry w hokeja?
JAKUB BLANIK: - W życiu sportowca zdarzają się momenty, że coś nie wychodzi i ma się wtedy złe dni. Ale nigdy nie pomyślałem o tym, by rzucić hokej, bo to jest moje życie i kocham ten sport.
 
Jak zareagowałeś na wiadomość, że będziesz w kadrze seniorów w meczu z SMS-em PZHL Katowice i możesz zagrać w PHL?
JAKUB BLANIK: - Dowiedziałem się o tym od trenera Roberta Kalabera. Trener powiedział, że nie wie za kogo i nie wie jak, ale w piątek na pewno zagram mecz w drużynie seniorów. Wiedziałem, że to nie jest żart, bo bardzo rzadko żartuje.
 
W drużynie seniorów zagrałeś na skrzydle, ale generalnie jesteś środkowym napastnikiem. Strzelasz dużo bramek, masz mnóstwo asyst. Co sprawia ci większą radość - zdobywanie bramek, czy ostatnie podanie, po którym kolega pakuje krążek do bramki przeciwnika?
JAKUB BLANIK: - Na moje bramki i asysty pracuje cała drużyna. W tej chwili mam więcej asyst niż goli, ale wcale mnie to nie martwi. Przeciwnie, większą radość sprawia mi podanie, po którym kolega ma przed sobą pustą bramkę i musi trafić. To zresztą zawsze powtarzał mi tata - nie mogę być egoistą, a moje decydujące podanie powoduje, że kolega też się ma z czego cieszyć.
 
Masz swojego idola?
JAKUB BLANIK: - Z polskiej ligi to Leszek Laszkiewicz, a w NHL podziwiałem Mike’a Modano, który jednak już skończył karierę. Praktycznie przez całą swoją karierę grał w Dallas Stars. Był świetnym środkowym, znakomicie wyszkolonym technicznie i grał dla drużyny, a nie „pod siebie”.

 

Z tej samej kategorii