Comarch Cracovia i GKS Tychy poza zasięgiem? Dzisiaj ich mecz o Superpuchar

Comarch Cracovia - GKS Tychy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Przyzwyczailiśmy się, że 11-zespołowa ekstraliga po dwóch rundach sezonu zasadniczego dzieliła się na 2 grupy: silniejszą oraz słabszą. W tym sezonie jednak zmieniono regulamin - wszystkie drużyny będą rywalizowały do końca i rozegrają po 40 spotkań. Comarch Cracovia i GKS Tychy, które dzisiaj, o 18.30, rozpoczną sezon od meczu o Superpuchar, wydają się poza zasięgiem rywali.

W poprzednim sezonie narzekaliśmy, że wszystko się dzieje w pośpiechu, że decyzje o rozgrywkach podejmowane są wręcz z godziny na godzinę. A teraz? Niemal wszystko przebiegało profesjonalnie (poza przenosinami SMS z Sosnowca do Katowic), proces licencyjny był niezwykle krótki, bo kluby rzetelnie wypełniły wnioski i już nie liczyły na cud. Działacze związkowi szybko uporali się z tym problemem, w związku z czym dla szefa szkolenia ułożenie terminarza nie było żadnym kłopotem. Pod względem organizacyjnym wszyscy spisali się bez zarzutu. Oby tak w kolejnych latach.


Zmiany regulaminowe
Przyzwyczailiśmy się, że 11-zespołowa ekstraliga po dwóch rundach sezonu zasadniczego dzieli się na 2 grupy: silniejszą oraz słabszą. W tym sezonie jednak zmieniono regulamin i wszystkie drużyny będą rywalizowały do końca - rozegrają po 40 spotkań.
- Ta zmiana była podyktowana wnioskiem działaczy klubów (nie wszystkich - przyp. red.), które chciały takiego rozwiązania - tłumaczy szef wydziału szkolenia, Tomasz Rutkowski. - Nie wiem, czy ten wariant się sprawdzi, ale trzeba go wypróbować. Pewnie po sezonie znów będzie dyskusja o formule rozgrywek.
Niemniej wprowadzono istotną zmianę. Do I rundy play offu od razu się kwalifikuje 6 ekip, zaś 4 pozostałe rozegrają preplay off (do 2 wygranych). Zwycięzcy awansują do play offu, zaś przegrani zagrają o utrzymanie się. Wydaje się, że takie rozwiązanie może uatrakcyjnić rozgrywki, ale tylko w... gronie słabszych. Silniejsze drużyny to rozwiązanie może... rozleniwić.
Prawdopodobnie czeka nas głęboka reforma rozgrywek, bo skład 11-zespołowy, nie tylko naszym zdaniem, jest nie do przyjęcia. Powinna powstać elitarna Polska Hokej Liga, zawodowa pod każdym względem - zarówno organizacyjnym, jak i sportowym. I już są takie plany, które powinny być jeszcze zaakceptowane przez zarząd. Po sezonie 2018/19 ekstraliga ma zostać zmniejszona do 8 drużyn i tym sposobem będziemy mieli również silną I ligę. Ta druga w obecnym kształcie jest groteskowa, bo z góry wiadomo, że liczą się tylko dwa zespoły.


Dyktat duetu?
Nikt nie ma wątpliwości, że rozgrywki PHL będą zdominowane przez obrońcę tytułu mistrzowskiego Comarch Cracovię oraz wicemistrza kraju z poprzedniego sezonu, GKS Tychy. Oba kluby prezentują już europejskie standardy, stabilne budżety oraz składy na miarę swoich możliwości. „Pasy” w meczach Ligi Mistrzów na własnym lodzie, z Red Bullem Monachium (1:2) oraz Bryanes IF Gavle (2:3), zaprezentowały się znakomicie. Hokeiści realizowali skrzętnie ustaloną taktykę trenera Rudolfa Rohaczka i tylko drobne błędy zadecydowały o przegranych. Krakowscy hokeiści w tegorocznej rywalizacji LM nie muszą się wstydzić, choć przecież jeszcze do zakończenia pozostał dwumecz z IFK Helsinki.
Z kolei GKS Tychy, pod kierunkiem nowego trenera Andrieja Gusowa, marzy o przełamaniu hegemonii „Pasów” oraz o dobrych występach w Pucharze Kontynentalnym. W tyskiej ekipie zmieniło się wiele, bo w jej szeregach znalazło się kilku nowych zawodników dających gwarancję jakości (Murray, Cichy, Szczechura), ale przede wszystkim jest zupełnie inna atmosfera.
W środowisku już krąży informacja, która urosła do anegdoty. - I jak tam trener Gusow? - pyta były hokeista kolegę, zawodnika GKS-u Tychy. W odpowiedzi słyszy: - W porządku. Na jednym treningu z Gusowem rozmawiałem więcej niż z Jirzim Szejbą przez trzy lata.
I to wystarczy za cały komentarz! A tymczasem dzisiaj mecz o Superpuchar, który zapewne dostarczy wiele emocji, ale też... nie da odpowiedzi, kto będzie silniejszy w lidze.


Dwa miejsca i...
Obie drużyny mają zagwarantowane miejsce w czołowej „6”, zaś o 4 pozostałe będzie się toczyła nieprawdopodobna rywalizacja. Na czele tej stawki znajdują się niewątpliwie hokeiści Tauronu KH GKS Katowice, którzy skompletowali drużynę na miarę medalu i to niekoniecznie brązowego. Czołowi reprezentanci kraju mają zagwarantować jakość gry. Trudno z tym stwierdzeniem się nie zgodzić. Jednak, mimo wszystko, nie jesteśmy przekonani, czy Tauron może zagrozić Cracovii i GKS-owi Tychy. Niewątpliwie powstała (sztucznie) trzecia siła PHL i... „dyktatorzy” muszą sobie z nią radzić. A potem walka będzie niezwykle wyrównana, bo każda z drużyn ma swoje aspiracje. 4 najlepsze zespoły po II rundzie awansują do finałowego turnieju Pucharu Polski, który rozegrany zostanie pod koniec grudnia.
Jesteśmy ciekawi postawy „Szarotek”, znów pod kierunkiem Marka Ziętary, a także zespołu z Jastrzębia, bo wiele dobrego słyszeliśmy o pracy Roberta Kalabera, oraz obrońców brązowego medalu, Polonii Bytom. Orlik Opole znów pod kierunkiem trenera Jacka Szopińskiego na pewno zmieni swój wizerunek. Z kolei Unia Oświęcim również w końcu chce awansować w tabeli i zacząć play off z wyższego miejsca niż 7. A czy Automatyka Gdańsk i beniaminek Naprzód Janów skazane są na grę utrzymanie się w lidze? Hokeiści i trenerzy obu klubów w tej kwestii mają zupełnie inne zdanie.

 

Z tej samej kategorii