Cóż to był za finał! GKS Tychy z Pucharem Polski

Zespół GKS Tychy po raz ósmy w historii zdobył hokejowy Puchar Polski i udanie kończy 2017 rok. Zespół Andreja Gusowa w szalonym meczu pokonał Comarch Cracovię po dogrywce.

Comarch Cracovia Krakow - GKS Tychy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

XX finał Lotto Pucharu Polski był godny jubileuszu, bo to zobaczyliśmy na lodowisku w Krakowie, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Comarch Cracovia prowadziła z GKS-em Tychy 2:0 oraz 3:1, ale tyszanie zdołali wyjść na prowadzenie 4:3.  Następnie „Pasy” objęły prowadzenie 5:4, ale ekipa Andreja Gusowa nie powiedziała ostatniego słowa. Bartłomiej Pociecha doprowadził do dogrywki. A w niej Michael Cichy zdobył złotego gola. To była niezwykła III tercja w wykonaniu obu drużyn. A początek nie zapowiadał aż takich emocji.

 

Od początku inicjatywa należała do „Pasów”, które odważnie atakowały i starały się sporo strzelać na bramkę Johna Murraya. A tyszanie rozpoczęli ostrożnie, by przypadkiem nie stracić przypadkowego gola. „Jasiek Murarz” musiał pokazać swoje wysokie umiejętności po uderzeniach krakowian. Doskonałą okazję zaprzepaścił Adam Domogała (16 min), bo w sytuacji sam na sam balansem ciała zwiódł tyskiego golkipera i bramka stała otworem, a on trafił w… parkany. Gwoli sprawiedliwości tyszanie również mieli okazje do zmiany rezultatu, ale były one mniej klarowne niż rywali.

 

Jednak o prowadzeniu „Pasów” zadecydował przypadek. Tomas Sykora z Petrem Kalusem rozgrywali krążek i podali za bramkę do Petra Szinagla, a ten z zerowego kąta posłał krążek w stronę bramki, który potem odbił się od pleców Murraya i wpadł do siatki.

 

Tyszanie znów zaczęli niemrawo, ale szybko ocknęli się i zaczęli grać składniej. W 23 min. Pociecha oraz Jeziorski w 38 min. mieli wręcz wymarzone sytuacje, by zniwelować straty, ale obaj nie trafili do siatki.

 

„Pasy” grały z żelazną konsekwencją i szybko rozgrywały krążek. W końcu Teddy Da Costa zdecydował się na niesygnalizowany strzał i krążek wpadł do siatki. Krakowianie mają opracowane schematy gry w przewadze i podczas turnieju przynosiło to wymierne efekty.

 

Po 40 minutach gry nic nie wskazywało, że tyszanie mogą jeszcze się pozbierać. Miejscowy zespół prezentował się solidniej i wydawało się, że mecz ma pod kontrolą. Gdy tyszanie grali w przewadze, trener Gusow zdecydował się na roszady w ataku. W końcu Kris Kolanos zagrał zza bramki do Adama Bagińskiego, a ten z ostrego kąta posłał „gumę” idealnie w róg bramki. Od tego momentu rozgorzał prawdziwy bój i nikt już się nie oszczędzał.

 

Kiedy Maciej Urbanowicz popisał się świetną akcją i efektownym golem, mało kto przypuszczał, że tyszanie zdołają odrobić stratę 2 goli. Tymczasem oni pokazali „lwi pazur” i w krótkim czasie wydobyli się z głębokiego dołu. Przegrywali już 0:2 i 1:3, a wyszli na prowadzenie 4:3. Radosław Galant i Jakub Witecki oraz spółka szaleli na lodzie i wydawało się, że sytuacja jest opanowana.

 

A jednak rolę znów się odwróciły: Szinagl wyrównał, a Filip Drzewiecki znów wyprowadził „Pasy” na prowadzenie. Tyszanie za sprawą Pociechy, do którego można było mieć pretensje za zmarnowane sytuację, doprowadzili do remisu. Czekała nas dogrywka.

 

W niej obie drużyny grały z wielką determinacją i szukały swojej szansy, czyhając na błąd przeciwnika. W końcu taka sytuacja nastąpiła. W 16 minucie. dogrywki Mateusz Bryk podał z własnej tercji podał do Michaela Cichego, a ten odważnie wjechał w tercję rywali. Jego uderzenie było niezwykle precyzyjne i „Radzik” nie miał szans.

 

GKS TYCHY – COMARCH CRACOVIA 6:5 (0:1, 0:1, 5:3, 1:0)

0:1 – Szinagl – Kalus – Sykora (7:30), 0:2 – Da Costa – Kapica – Kruczek (33:16, w przewadze), 1:2 – Bagiński – Kolanos – Kotlorz (41:33, w przewadze), 1:3 – Urbanowicz – Drzewiecki – Rompkowski (48:08), 2:3 – Galant – Witecki - Bryk (49:20), 3:3 – Witecki – Górny – Kalinowski (53:52), 4:3 – Gościński – Bagiński – Rzeszutko (54:45), 4:4 – Szinagl – Sykora – Kalus (56:20), 4:5 – Drzewiecki – Bryniczka – Urbanowicz (57:26), 5:5 – Pociecha – Witecki (58:51), 6:5 – Cichy – Bryk (75:19).

Sędziowali: Przemysław Kępa (Nowy Targ) i Paweł Meszyński (Warszawa) – Sławomir Szachniewicz i Wojciech Moszczyński (obaj Toruń). Widzów 1100.

 

TYCHY: Murray; Pociecha – Ciura, Bryk - Górny, Kolarz (6) – Kaznadziej, Kotlorz (2); Witecki – Kalinowski – Galant, Gościński – Rzeszutko – Bagiński (2), Szczechura – Cichy – Kolanos, Kogut – Komorski – Jeziorski, Woźnica. Trener Andrej GUSOW.

CRACOVIA: Radziszewski; Novajovsky – Zib, Noworyta – Rompkowski, Kruczek - Wajda, Dąbowski – Dutka; Kalus – Szinagl – Sykora (2), Drzewiecki (2) – Bryniczka (4) – Urbanowicz, Kapica – Dziubiński – Da Costa, Domogała – Zygmunt – Paczkowski. Trener Rudolf ROHACZEK.

 

Kary: Tychy – 10 min, Cracovia – 10 (2 tech.) min.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~kibicUżytkownik anonimowy
~kibic
No photo~kibicUżytkownik anonimowy
do ~szarik:
No photo~szarikUżytkownik anonimowy
29 gru 17 15:18 użytkownik ~szarik napisał
Nie wiem skąd wzięliście tą frekwencję? Na meczu był niemal komplet co zważywszy na pojemność obiektu przy Siedleckiego w liczbie 2514 miejsc daje na meczu na pewno większą liczbę niż 2000 osób.
Frekwencja -2400
Poprawcie!
30 gru 17 20:14
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~szarikUżytkownik anonimowy
~szarik :
No photo~szarikUżytkownik anonimowy
Nie wiem skąd wzięliście tą frekwencję? Na meczu był niemal komplet co zważywszy na pojemność obiektu przy Siedleckiego w liczbie 2514 miejsc daje na meczu na pewno większą liczbę niż 2000 osób.
29 gru 17 15:18
Liczba głosów:0
0%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii