Bez niespodzianek w Nowym Targu. GKS i Cracovia w finale

GKS Tychy jest pierwszym finalistą Pucharu Polski. W półfinale podopieczni Jiriego Sejby rozgromili Polonię Bytom aż 5:1.

JKH GKS Jastrzebie - GKS Tychy
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Tylko w pierwszych minutach gra była wyrównana. W miarę upływu czasu rosła przewaga tyszan. Grali z rozmachem, a ich akcje ofensywne, na dużej szybkości, mogły się podobać. Bytomianie z kolei ograniczali się do czyhania na błędy przeciwnika i kontrach, ale Żigardy nie miał zbyt wiele pracy.  Mimo wielu szans, tyszanie objęli prowadzenie dopiero wtedy, gdy Danieluk powędrował na ławkę kar. Górny trafił spod niebieskiej, ale spora w tym zasługa Kolusza, który zasłonił bramkarza. Drugi gol wzbudził dużo kontrowersji. Strzelał Vitek, krążek między nogami przeszedł Landsmanowi, a Komorski na raty dobił. Pierwsza dobitka trafiła w poprzeczkę, druga…

 

- Bramka nie powinna być uznana, bo zdobyta została wysokim kijem – uważa Tomasz Kozłowski.  - Głupio złapana kara i gra nam się posypała – dodał.  

 

Liczono, że bytomianie będą jeszcze walczyć, ale nie mieli zbyt wielu atutów. Ich rywal był bardziej dojrzały, grał  płynnie, krążek rozgrywał  swobodnie i dorzucił kolejne gole. Cunik wtargnął do tercji rywala i trafił w przeciwległy róg bramki. W 35 minucie mieliśmy przykład wyższych umiejętności lidera PHL. Zespoły grały w trzyosobowych składach, Kolusz przeprowadził rajd od połowy lodowiska. Żaden rywal nie był w stanie mu przeszkodzić. Zwodem oszukał bramkarza i ulokował „gumę” w bramce.

 

-  Gramy swoje i jesteśmy  finale. Musimy  podziękować bramkarzowi, który jest w dobrej dyspozycji – powiedział Bartosz Ciura.

 

Rzeczywiście. Milanik i Kozłowski ( w II tercji) mieli doskonałe okazje, by go pokonać, ale pokazał wielką klasę. Tyszanie uśpieni wysokim prowadzeniem, pozwolili się zaskoczyć Krzemieniowi (42 min.). Gol ten sprawił, iż bytomianie dostali wiatr w żagle i w kolejnych minutach  mieli jeszcze pięć wyśmienitych okazji (Bordowski – dwa razy, Wanacki, Dikis, Danieluk), by skorygować rezultat. Żigardy zawsze był na posterunku. Tymczasem Semorad  opuścił ławkę kar i wykorzystał sytuację sam na sam.

 

- Obawialiśmy się twardej defensywy bytomian – przyznaje drugi szkoleniowiec GKS, Krzysztof Majkowski. – W lidze Polonia dobrze broniła, trudno było nam w ataku. Odczarowaliśmy nowotarskie lodowisko i jutro pójdziemy za ciosem. Nie ukrywam, że chcielibyśmy trafić w finale na Cracovię - dodał.

 

Życzenie trenera się spełniło. Krakowianie pokonali w drugim półfinale Podhale Nowy Targ 4:2.

 

GKS Tychy – Tempish Polonia Bytom 5:1 (2:0, 2:0, 1:1)

1:0 Górny – Bryk (10:54 w przewadze)

2:0 Komorski – Vitek (18:49)

3:0 Ciura (26:16)

4:0 Kolusz  - Górny – Bryk  ( 34:19 trzech na trzech)

4:1 Krzemień – Malinik (41:22)

5:1 Semorad (53:53)

 

Tychy: Żigardy (2); Kubosz – Ciura, Zatko (2) – Kotlorz, Bryk – Górny, Pociecha - Gazda; Jeziorski – Komorski (2) – Vitek, Bepierszcz – Semorad (2) - Kogut, Vozdecky – Kristek – Kolusz, Witecki – Rzeszutko – Bagiński (2). Trener Jirzi Szejba.

Polonia: Landsman (40:00 Raszka); Dikis – Cunik, Wanacki – Augustkalns, Pastryk – Owczarek, Stępień – Działo; Danieluk (4) – Kartoszkin – Bordowski, Salamon (2) – Słodczyk – Kozłowski, Malinik – Krzemień – Kłaczyński, Biezais (2) – Frączek – Wąsiński. Trener Tomasz Demkowicz.

 

W drugim półfinale

TatrySki Podhale Nowy Targ – Cracovia 2:4 (1:2, 0:0,1:2)

0:1 Dziubiński – Kolarz (2:55)

1:1 Iossafov – Zapała (6:26)

1:2 Svitana – Drzewiecki – Noworyta (13:08 w osłabieniu)

2:2 Różański – Jaśkiewicz - Iossafov ( 42:41 w przewadze)

2:3 Maciejewski – Wajda (43:38)

2:4 Jenczik – Kalus – Słaboń (53:06)

Z tej samej kategorii