Zachwiany układ w hokejowej elicie

Play off w tym sezonie zapowiada się wyjątkowo ciekawie i pełen niespodzianek.

GKS Tychy - Tauron KH GKS Katowice
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Wszyscy grają i grają, zaś na końcu wygrywa Rudolf Rohaczek ze swoją Cracovią - ta sytuacja już powtarzała się 7 razy na przestrzeni 11 lat. Gdy powiedzieliśmy to czeskiemu szkoleniowcowi, ten tylko się uśmiechnął i odrzekł: chciałoby się. Ten sezon zasadniczy, zakończony przed dwoma dniami, zapowiada bowiem, że tym razem scenariusz może być inny. Któż mógł przewidzieć, że obrońca tytułu mistrzowskiego Comarch Cracovia po sezonie regularnym znajdzie się na 3. miejscu, a brązowi medaliści z Polonii Bytom dopiero na 9.

 

Wyraźna przewaga
GKS Tychy, już od dłuższego czasu „chorujący” na zatrucie srebrem, tym razem wszystkich wyraźnie zdystansował i po 38 meczach zgromadził 97 pkt, mając 15 przewagi nad Tauronem KH GKS Katowice oraz 22 (!) nad Comarch Cracovią. To przepaść, powiedziałby ktoś nieznający się na realiach rodzimego hokeja. Ta przewaga nie jednak gwarantuje złota, a w Tychach o niczym innym nie marzą.
Trener Andrej Gusow przyszedł do tego klubu, gdy skład tyszan był już prawie skompletowany. Pod koniec okna transferowego tyscy działacze dokonali spektakularnych transferów. Fin Joonas Huovinen (choć leczy kontuzję), Rosjanin Gleb Klimienko, Czech Miroslav Jachym oraz Białorusin Artiom Manciuk wzmocnili zespół lub zwiększyli w nim konkurencję. Jedno jest pewne nikt wcześniej nie miał takiego komfortu pracy. Złoto albo... wyjazd w rodzinne strony - mówią dyżurni prześmiewcy o sytuacji w Tychach.
Gigantyczna przewaga GKS-u nie jest efektem olśniewającej formy hokeistów, a raczej wpadek rywali. Trener Gusow po ostatnim zwycięstwie nad Tauronem już zapowiedział, że chłopaki trochę odpoczną i muszą wziąć się do roboty, bo wbrew pozorom dla tyszan droga do finału nie będzie spacerkiem. Przecież w ewentualnym półfinale zagrają z Jastrzębiem lub Nowym Targiem, a to zapowiada twardą walkę.

 

Będzie się działo
- Gdyby mi ktoś powiedział, że po sezonie zasadniczym będziemy na drugim miejscu, brałbym je w ciemno - śmieje się młody napastnik Tauronu [Radosław Sawicki.] - Jednak solidnie na nie zapracowaliśmy i postraszyliśmy faworytów tej ligi.
Trudno z tym stwierdzeniem się nie zgodzić. Katowicki zespół pod kierunkiem duetu trenerskiego Tom Coolen i Piotr Sarnik gra nieco inaczej niż pozostałe drużyny. Ich rywale wyznają zasadę: najpierw nie stracić i może się uda strzelić gola. A hokeiści Tauronu szukają swojej szansy w ataku i z niezłym skutkiem ją wykorzystują. Inna sprawa, że siła ofensywna jest spora, bo przecież w drużynie występuje kilku wartościowych i „żelaznych” reprezentantów. Tauron został umiejętnie skomponowany kadrowo i młodzie u boku starszych kolegów pod kierunkiem tych szkoleniowców czyni postępy.
Katowicka ekipa w półfinale może trafić na Comarch Cracovię i będą to ciekawe potyczki. W miniony piątek Tauron wygrał z „Pasami” 2:1, to niezłe preludium tego co może nas czekać.
Krakowski zespół miał zapaść. - Proszę nas nie skreślać, zapewniam, że będziemy grać lepiej, w play offie zobaczycie inną Cracovię - przekonuje Rohaczek.

 

Kto czwarty?
Tychy, Katowice i Kraków wydają się pewnymi półfinalistami, choć na pewno trudno z góry rozdzielać role. Kto w tej sytuacji będzie tym czwartym? Podhale czy JKH GKS Jastrzębie? - Dla mnie nie ma znaczenia, gdzie rozpoczynamy rywalizację, bo tak czy siak trzeba wygrywać - przekonywał niedawno słowacki szkoleniowiec jastrzębian.
Mimo wszystko uważamy, że zdecydowanie lepiej zaczynać dwoma spotkaniami na własnym lodzie i ten komfort posiadają „Szarotki”. Zespół z Nowego Targu pod kierunkiem Łotysza Aleksandrsa Bielavskisa nie gra olśniewająco, ale na tyle skutecznie, że na finiszu zapewnił sobie 4. lokatę. Atutem zespołu z Jastrzębia jest umiejętne połączenie rutyny z młodością. Zespół już był najgroźniejszy dla najlepszych, a będzie jeszcze jakościowo lepszy. By znaleźć się w „4” trzeba przeskoczyć Podhale, ale to zadanie leży w możliwościach jastrzębian.

 

Słuszna zmiana
Przed tymi rozgrywkami nastąpiła zmiana regulaminu i przyniosła ona wymierne efekty. Przede wszystkim zniesiono podział na grupę silniejszą i słabszą. Ten pomysł okazał się trafiony, bo zespoły z nizin tabeli walczyły do końca nie tylko między sobą, ale również z teoretycznie silniejszymi. Ponadto wprowadzono dawne oczekiwane novum: preplay off. Szóstka najlepszych zespołów już awansowała do drugiej części sezonu. Natomiast Orlik Opole zmierzy się z Anteo Naprzodem Janów zaś Automatyka Gdańsk z Polonią Bytom o dwa miejsce w play offie, grając do dwóch zwycięstw. Przegrani zagrają do 4 zwycięstw o utrzymanie się w ekstralidze. I wcale nie jest powiedziane, że Orlik i Automatyka są już pewne swego. Ostatnie mecze hokeistów z Janowa oraz Bytomia dowodzą, że prezentują się coraz lepiej. 22 lutego będą rozstrzygnięcia, zaś 24 lutego inauguracja play off.

 

Więcej na temat:PHL, hokej, play-off
Z tej samej kategorii