„Pasy” w Lidze Mistrzów nie dały plamy!

Marzenia o zdobyciu historycznego punktu w Lidze Mistrzów należy odłożyć do kolejnej edycji, pod warunkiem zdobycia kolejnego mistrzostwa kraju. Wprawdzie hokeiści Comarch Cracovii w drugim sezonie LM ponieśli sześć porażek, ale na tle renomowanych rywali pokazali się z niezłej strony. Dwa mecze u siebie z Red Bullem Monachium (1:2) oraz szwedzkim Brynaes Galve (2:3) przegrali minimalnie.

Comarch Cracovia - IFK Helsinki
 fot. Krzystzof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Wprawdzie hokeiści Comarch Cracovii w drugim sezonie Ligi Mistrzów ponieśli sześć porażek, ale na tle renomowanych rywali pokazali się z niezłej strony. Dwa mecze u siebie z Red Bullem Monachium (1:2) oraz szwedzkim Brynaes Galve (2:3) oraz ostatnia potyczka wyjazdowa z IFK Helsinki (3:6) dowiodły, że „Pasy” potrafią walczyć o jak najkorzystniejszy rezultat. Marzenia o zdobyciu historycznego punktu należy jednak odłożyć do kolejnej edycji, oczywiście pod warunkiem zdobycia kolejnego mistrzostwa kraju.

- Z występu Cracovii można być zadowolonym, choć jej dystans do zespołów z silnych lig jest wyraźny - mówi były gracz „Pasów”, reprezentant kraju, olimpijczyk oraz komentator TVP, Roman Steblecki. - Zespół pokazał jednak charakter i potrafił walczyć do końca. Byłem nieco rozczarowany, podobnie jak kibice, spotkaniem z Helsinkami (0:6), ale hokeiści grają w Tauron Arenie od wielkiego dzwona i muszą dopiero poznać specyfikę tej hali. Fiński zespół, ze względu na prezentowaną klasę oraz większe obycie międzynarodowe, poradził sobie w tych warunkach zdecydowanie lepiej. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jakie są realia i ile nam brakuje do drużyn chociażby średniego europejskiego szczebla. Nikt nie obiecywał zwycięstw, ale wszystkim zależało, by mistrz Polski nie dał plamy. I w moim przekonaniu jej nie dał, choć może brakowało nieco sił na 60 minut gry z tak klasowymi przeciwnikami. Najważniejsze, że zawodnicy szukali swoich szans i nawet w ostatnim meczu w Helsinkach przy lepszej skuteczności mogli pokusić się o korzystniejszy wynik.

Mistrzowie kraju z takimi rywalami spotykają się od święta, a przecież powinni grać ciągle. Teraz Cracovia powraca do ligi i... pewnych przyzwyczajeń. Z silniejszymi przeciwnikami będzie obowiązywała pełna koncentracja, zaś z nieco słabszymi będzie gra na „pół gwizdka”. A w takich okolicznościach trudno będzie mówić o postępie. Niemniej doświadczenie zdobyte w Lidze Mistrzów jest bezcenne i zapewne będzie procentowało już w decydującej fazie rozgrywek ligowych oraz w play offie - przekonuje Steblecki.

Oprócz sportowego doświadczenia działacze klubowi zebrali również te organizacyjne. Bolesnej porażki na wyjeździe z Brynaes Galve 0:8 można było uniknąć, gdyby przenosiny po meczu w Monachium do Szwecji nie były tak uciążliwe. Logistykę też trzeba precyzyjnie zaplanować, bo w przeciwnym razie z góry jest się skazanym na niepowodzenie. Rodzimy hokej pokazał się jednak na europejskiej klubowej arenie i ten fakt również powinien cieszyć.

 

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~normalnyUżytkownik anonimowy
~normalny :
No photo~normalnyUżytkownik anonimowy
A przepraszam co dały? Drugi występ, dalej 0 pkt. piszecie bzdety o wynikach na styku, ale grali z drużynami które grały na 50% i często przemeblowanymi składami. Takie są realia polskiego hokeja i nie ma co ich krytykować nadmiernie, ale serio chwalić za to że 6 razy dostali w ryj? Inna sprawa że Filipiak się odgrażał że ściągnie zawodników z innej galaktyki, a zarówno przed rokiem, tak i teraz wzmocnienia co najwyżej na PHL.
12 paź 20:49
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii