A po wygranej - miniurlop! Echa meczu Cracovia – GKS Tychy

Wprawdzie trenerzy narzekali na błędy zawodników, ale spotkanie Comarch Cracovii i GKS-u Tychy było jednym z lepszych w sezonie.

Patryk Kogut
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Andrej Gusow, trener GKS-u Tychy, słynie z twardej ręki, acz sprawiedliwie ocenia sytuację w zespole. Taryfy ulgowej nie ma, ale zawsze można znaleźć nić porozumienia. Tyszanie na trzy spotkania z Comarch Cracovią wygrali dwa i to pod Wawelem. Najpierw 7:3, zaś w niedzielę 3:2, ale na własnym lodzie ulegli 3:4 po karnych. - To taki koloryt tej rywalizacji, ale swoją drogą my lepiej prezentujemy się w meczach wyjazdowych i nie wiem jak to logicznie wytłumaczyć - mówi tyski napastnik, Patryk Kogut, który zdobył gola na 3:0, gdy drużyna grała w osłabieniu. Przewaga tyszan wzrosła do 9 pkt, ale z tej okazji nikt nie wznosi śpiewów triumfalnych.

 

Taki plan

Przed takim spotkaniem nikt nikogo nie mobilizuje - deklarowali jedni i drudzy. I rzeczywiście oglądaliśmy spotkanie, uwzględniając rodzime warunki, na wysokim poziomie. Tyszanie prowadzili już 3:0, ale wynik nie był adekwatny do tego, co się działo na lodzie. Gospodarze mieli kilka dobrych sytuacji i zaliczyli dwa słupki.

 

- Mecz nam się dobrze ułożył, bo Johny Murray solidnie zapracował na taki wynik - dodaje tyski napastnik. - Wielka szkoda, że nie utrzymaliśmy takiego prowadzenia, ale w ostatniej tercji nie pomogliśmy naszemu bramkarzowi. Najważniejsze jest zwycięstwo, bo ono daje chwilę oddechu i trochę więcej pewności przed play offem.

 

Gusow ze względu na 2-tygodniową przerwę związaną z wyjazdem kadry do Kanady zafundował hokeistom 3-dniowy urlop - do czwartku.

 

- To fajnie, że trochę odpoczniemy od siebie, ale jak już zdążyłem poznać trenera, to pewnie znów przykręci śrubkę na treningach - uśmiecha się Kogut.

 

Nie ma tragedii

Takich widowisk, jakie oglądaliśmy w Krakowie, powinno być więcej, a nie tylko od święta - to zgodna opinia obserwatorów. Wówczas liga byłaby mocniejsza i wzrosłoby znacznie zainteresowanie. Na ten niedzielny mecz nikt nikogo nie namawiał, a zebrał się komplet publiczności.

 

- O przegranej Cracovii zadecydowała słaba skuteczność oraz Murray w tyskiej bramce - mówi z przekonaniem były reprezentant kraju, olimpijczyk, obecnie komentator TVP, Roman Steblecki. - Nie ma jednak z tego powodu żadnej tragedii, bo przecież wszystko się będzie rozstrzygało w play offie. Tyski zespół prezentował nieco większą dyscyplinę taktyczną, zwłaszcza pierwszych dwóch tercjach. Oni potrafili wykorzystać potknięcia rywali, ale w III tercji też zanotowali błędy. Uważam, że pod kierunkiem trenera Gusowa tyszanie prezentują się lepiej niż w poprzednich sezonach, jednak żadnych generalnych wniosków nie można wyciągać, bo zobaczymy, jak drużyny będą się prezentowały personalnie po zamknięciu okna transferowego, a tuż przed play offem. Niemniej już teraz warto zwrócić uwagę na atak Szczechura - Cichy - Kolanos, a ten ostatni prezentuje coraz wyższą formę.

 

Trenerskie uwagi

Szkoleniowcy mają to do siebie, że nawet po zwycięskim meczu potrafią znaleźć błędy i je wytknąć zawodnikom. - Doskonale zdawałem sobie sprawę, jaki nas czeka trudny mecz, ale byliśmy na to przygotowani - powiedział trener GKS-u, Andrej Gusow. - Tylko szkoda III tercji zrobiło się gorąco. Zdołaliśmy się obronić i zainkasować ważne punkty. To był szybki i twardy mecz, z drobnymi błędami obu zespołów. Jedni ciężko pracowali, by drudzy popełnili błędy i tak właśnie było w tej potyczce.

 

- Michael Cichy przy pierwszej bramce miał zbyt dużo swobody, a to trafienie miało spore znaczenie - stwierdził trener gospodarzy, Rudolf Rohaczek. - Mieliśmy swoje sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy. I nie będziemy ich rozpamiętywać w nieskończoność. Teraz zabieramy się do pracy, by zminimalizować ilość naszych potknięć. Do play off pozostało trochę czasu.

 

Ta wygrana na pewno wzmocniła tyszan, którzy wygodnie rozsiedli się w fotelu lidera.

 

Liczba dnia

10

tyle zwycięstw z rzędu odnieśli hokeiści GKS-u Tychy w ekstralidze. Od 37 dni są niepokonani!

Z tej samej kategorii