Klubowa kasa GKS Tychów wzbogaciła się o 20 tysięcy dolarów!

Adam Bagiński
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

GKS Tychy za trzecie miejsce w Pucharze Kontynentalnym zainkasował 20 tys. dolarów. Główna premia 50 tys. była blisko.

Mało kto przypuszczał, że dla hokeistów GKS Tychy przygoda z Pucharem Kontynentalnym zakończy się trzecim miejscem w turnieju finałowym. Po 23 latach polski zespół po raz kolejny do końca walczył o trofeum z drużynami wyżej notowanymi. Zwycięzca Rouen Dragons otrzymał 50 tys. dolarów, zaś Tychom przypadło 20 tys. dolarów.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: - Żal, że pucharowa przygoda już się skończyła?
ADAM BAGIŃSKI: - Na pewno żal, bo mogło być lepiej. Zabrakło drobnych detali, zwłaszcza w meczu ze „Smokami” z Rouen. Jestem jednak przekonany, że te występy będą procentować na finiszu sezonu zasadniczego oraz w play offie. Taki turniej to bezcenny kapitał.
Oba mecze z Rouen chyba zapamiętacie na długo?
ADAM BAGIŃSKI: - Do końca życia! Po listopadowym, przegranym meczu 3:5, wierzyliśmy, że wygramy teraz. Trenerzy opracowali taktykę, ale myśmy jej nie zrealizowali. Wiedzieliśmy jak powinniśmy grać, jednak tymczasem ułatwiliśmy rywalom zadanie. Nie wywiązaliśmy się z zadań defensywnych i trudno obwiniać Stefana Żigardy'ego za puszczone gole. Mieliśmy „odcinać” obrońców od podań i nie pozwalać im wrzucać krążki pod bramkę. Rywale mieli za dużo swobody i dopiero od połowy meczu złapaliśmy właściwy rytm. Zaczęliśmy odrabiać straty i jeszcze na 3 sekundy przed końcem Michał Kotlorz mógł wepchnąć krążek do siatki, doprowadzając do dogrywki. Mamy żal do siebie za pierwszą część potyczki. Ten wynik zadecydował o końcowym układzie tabeli.
Pierwszy rywal, Blue Fox Herning, był wymieniany jako kandydat do zwycięstwa. Co zadecydowało o waszej wygranej 2:1?
ADAM BAGIŃSKI: - Siła mentalna, koncertowa gra obrońców oraz Stefana w bramce. To właśnie defensorzy, Michał Kolarz oraz Bartek Ciura, wpisali się na listę strzelców. W ciągu 60 minut nie było żadnej chwili dekoncentracji, a mrówcza praca w defensywie sprawiła, że odnieśliśmy zwycięstwo. Otrzymaliśmy potężny zastrzyk adrenaliny i byliśmy pozytywnie nastawieni do meczu Rouen. Minęło już wiele godzin od tych wydarzeń, a moje myśli ciągle krążą wokół meczowych sytuacji.
Czy w meczu z włoskim Assiago zabrakło już sił?
ADAM BAGIŃSKI: - Między drugim a trzecim miejscem jest różnica. Skoro przegraliśmy z Rouen, to chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony z włoską drużyną. Mieliśmy krótszy wypoczynek niż rywal, ale sił mieliśmy wystarczająco. Przy tak wyrównanych drużynach trudno marzyć o wygranej, kiedy trzy gole traci się w osłabieniu. To była przyczyna naszej przegranej. I brak skuteczności. Przy stanie 0:2 i 1:4 próbowaliśmy odwrócić losy tej potyczki, ale się nie udało.
W europejskim pucharze rozegraliście dziewięć meczów. Który był najlepszy?
ADAM BAGIŃSKI: - Uff... Było kilka, które przejdą do historii klubu. W II rundzie na naszym lodowisku odwróciliśmy losy rywalizacji z Coventry Blaze (3:2 – przyp. red.), a był to rywal niewygodny, preferujący hokej kanadyjski. Z kolei półfinale wygraliśmy z wyżej notowanym rywalem białoruskim Szachtiorem Soligorsk (2:1). Z Herning też nie było łatwo, tylko tego Rouen żal... Puchar Kontynentalny to nie tylko fajna przygoda sportowa, ale świetna okazja do zdobycia nowych doświadczeń. Rywale z Francji, Włoch, Białorusi czy Danii przekonali się, że z polskimi drużynami trzeba się liczyć. Nie było wyników dwucyfrowych, choć niektórzy się tego mogli spodziewać.
Czas wrócić do ligowej rzeczywistości. - Przed drużyną odrabianie zaległości i gra co trzy dni. Wytrzymacie takie tempo?
ADAM BAGIŃSKI: - Nie mamy wyboru (śmiech). O stronę fizyczną oraz psychiczną się nie boję. Mamy do dyspozycji pięć formacji. W większości meczów ligowych graliśmy na cztery ataki i pewnie będzie tak dalej. Mamy swoje ambicje. Nie zrezygnowaliśmy z pierwszego miejsca po sezonie zasadniczym, chcemy odrobić straty do Cracovii. Energia nas rozpiera!



Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii