Kulturalna „święta wojna”. GKS Tychy i Cracovia myślami przy meczu w Krakowie

Obie drużyny już od lat toczą między sobą „święte wojny”, ale ich kibice żyją w wielkiej komitywie. W niedzielę znów może być jednak gorąco.

Comarch Cracovia - GKS Tychy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

3:7 oraz 4:3 po karnych - to wyniki spotkań ligowych w tym sezonie pomiędzy Comarch Cracovią a GKS-em Tychy. Nim obie drużyny zmierzą się w najbliższą niedzielę pod Wawelem, muszą jeszcze się skonfrontować z zespołami niżej notowanymi. „Pasy” podejmują Anteo Naprzód Janów, zaś wicemistrzowie kraju z Tychów goszczą Automatykę Gdańsk. Zwycięstwo to nasz obowiązek - mówią jednym głosem gospodarze obu spotkań, ale już są myślami przy konfrontacji między sobą.

 

Seria jakich mało

Tyszanie kroczą od wygranej do wygranej, mają ich już 9 i chcą tę passę podtrzymać. Ekipa z Gdańska to niewygodny rywal, który potrafi postawić trudne warunki. Tyszanie nie tak dawno wygrali w Gdańsku 6:5, ale mieli trochę kłopotów.

 

- A wszystko dlatego, że prezentowaliśmy radosny hokej, jednak najważniejsze, że zdobyliśmy o gola więcej - mówi II trener GKS-u, Krzysztof Majkowski. - Teraz zespół musi zagrać odpowiedzialnie zarówno w ataku jak i obronie i nie przewiduję jakichś perturbacji.

 

Mateusz Bepierszcz leczy kontuzję barku, Ilja Kaznadziej też walczy z urazem pleców, zaś Kacper Guzik przebywa na zwolnieniu lekarskim w związku z zawrotami głowy. Do tego tercetu dołączył Bartłomiej Pociecha, który skarży się na nadgarstek i w rezultacie zrezygnował z wyjazdu z kadrą do Kanady, by wyleczyć tę kontuzję.

 

Zawsze święto

- Każde spotkanie z Cracovią to dla nas święto i na dodatek nikogo nie trzeba specjalnie motywować - tak twierdzą w Tychach. I pewnie tak jest, bo przecież obie drużyny już od wielu lat toczą między sobą „święte wojny”, a cudzysłów jest uzasadniony, bo przecież ich kibice są w komitywie, choć na trybunach bywa gorąco od dopingu.

 

- Mamy przewagę 6 punktów nad rywalem, ale to niewiele znaczy - uważa tyski szkoleniowiec. - Wiem, z jakim nastawieniem trzeba wyjechać na lód w Krakowie i odnieść sukces. On również jest ważny w kontekście kolejnych wyzwań, bo przecież na zakończenie roku gramy finał Pucharu Polski.

 

Choć tyszanie mają kilku zawodników na L4, to jednak dysponują tak szerokim składem, że absencje nie powinny być specjalnie odczuwalne.

 

- Obie ekipy znają się doskonale i trudno mówić o jakimś elemencie zaskoczenia - podkreśla trener Majkowski. - Jedna interwencja bramkarska, błąd we własnej strefie czy osłabienie - te elementy mogą wpłynąć na końcowy rezultat.

 

Ciekawie zapowiada się potyczka dwóch reprezentacyjnych bramkarzy Johna Murraya oraz Rafała Radziszewskiego.

 

Powrót kontuzjowanych

Obrońcy tytułu mistrzowskiego trudny okres mają już za sobą, bo czterech czołowych zawodników powróciło po kontuzjach. Maciej Kruczek, Kasper Bryniczka, Damian Kapica oraz Krystian Dziubiński już trenowali z zespołem i chyba jedyną zagadką jest, w jakiej są dyspozycji. „Pasy” wystąpią w jednorazowych bluzach zaprojektowanych na ten mecz, a potem zostaną przeznaczone na charytatywne licytacje. Ponadto na niedzielę zaplanowano akcję „Teddy Beat Toss”, czyli po pierwszym golu dla gospodarzy pofruną na taflę maskotki, które zostaną przekazane miejscowym szpitalom.

 

Rudolf Rohaczek, trener „Pasów”, pytany o ustawienie zespołu, trzyma je w tajemnicy, ale po powrocie kontuzjowanych na pewno przetasowania w poszczególnych formacjach będą.

 

Dodatkowy kadrowicz

Powody do zadowolenia ma Adam Domogała, który wskoczył do kadry w miejsce kontuzjowanego Patryka Wronki.

 

- Tak to bywa w sporcie, że nieszczęście jednego zawodnika sprawia szczęście innemu i tak było w moim przypadku - tłumaczy skrzydłowy Cracovii. - Słyszałem o kontuzji Patryka, ale nie zaprzątałem sobie głowę tym wydarzeniem i przygotowywałem się do meczów ligowych. Tymczasem zadzwonił kierownik reprezentacji Andrzej Zabawa, że wskakuję do składu. Cieszę się, bo kto z nas nie chciałby zagrać w ojczyźnie hokeja. Na razie o wyjeździe nie myślę, bo przed nami mecze ligowe i obowiązkowo musimy je wygrać. Chcemy udowodnić, że jesteśmy najlepsi i odrobić część strat. W Tychach przegrywaliśmy 0:3, ale po moim golu zespół się sprężył i ostatecznie wygraliśmy w karnych. A teraz chcemy zrobić to samo w regulaminowym czasie. Zagramy już w pełnym składzie, na cztery formacje i to rywale muszą się nas bać.

 

Serial pomiędzy tymi drużynami miał na razie zaledwie dwa odcinki, pora na kolejny, ale na tym nie koniec, bo przecież do końca sezonu daleko.

 

Z tej samej kategorii