Rozpacz GKS-u Tychy nie zna granic. Czy trener Jirzi Szejba zostanie?

JIrzi Szejba
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Trudno będzie zapomnieć jak tyszanie przegrali mistrzostwo. GKS Tychy złoto stracił w... mistrzowskim stylu. W niedzielny wieczór hokeiści, trenerzy oraz kibice GKS-u Tychy przeżyli szok. Tytuł mistrzowski, trzeci w historii klubu, mieli na wyciągnięcie dłoni, a tymczasem wszystko uleciało jak bańka mydlana. Ta nieprawdopodobna historia na trwałe zapisze się kronikach. T

Zbliżała się godzina 23.00 w niedzielny wieczór na Stadionie Zimowym w Tychach, a szatnia hokeistów GKS-u nadal była szczelnie zamknięta. Opuścili ją nieco wcześniej dwaj Czesi - wściekły Michal Kolarz oraz kontuzjowany Jaroslav Kristek. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że tyszanie przeżyli szok. Tytuł mistrzowski, trzeci w historii klubu, mieli na wyciągnięcie dłoni, a tymczasem wszystko uleciało jak bańka mydlana. Ta nieprawdopodobna historia na trwałe zapisze się kronikach. Trudno się dziwić, że zawodnicy długo rozpamiętywali ten finał.
Mentalność zwycięzcy
Takiego błędu, jak w poprzednim sezonie, nie możemy popełnić i musimy startować z pierwszego miejsca do play offu - powtarzali hokeiści z Tych przed rozpoczynającymi się rozgrywkami 2016/17. Teraz albo nigdy - dodawali przy każdej okazji, gdy mówiło się o grze w finałach. Tyszanie zrealizowali cel i startowali z miejsca nr 1. Wszystkim skupionym wokół drużyny wydawało się, że tym razem nic nie może się wydarzyć zaskakującego. Skoro w sezonie z 6 meczów wygranych było 5, a w finale dwie inauguracyjne wygrane i na dodatek 4. mecz w Krakowie. Czy może być piękniejszy układ? - powtarzano w Tychach.
Podobna historia została zapisana w poprzednim sezonie. Najpierw tyszanie przegrali dwie potyczki w Krakowie, potem zwyciężyli w 3. z rzędu (na wyjeździe) i... przegrali u siebie 2:3, a w siódmym - 1:2. Wówczas uskarżali się na brak szczęścia oraz ostatnie spotkanie na wyjeździe. A na co można się uskarżać, prowadząc 3-1 i... przegrywając potem trzy razy z rzędu? Trzeba mieć mentalność zwycięzcy - powtarza do znudzenia były znakomity siatkarz, zaś dziś trener GKS Katowice, Piotr Gruszka.
To trzeba wpajać zawodnikom na każdych zajęciach, do znudzenia, by w sobie to wykreowali. - To podstawa sukcesów - dodaje młody szkoleniowiec, ale niewątpliwie o mentalności zwycięzcy.
Silna głowa
Może właśnie genu zwycięzcy zabrakło tyszanom? Śmiemy twierdzić, że umiejętności techniczne mają na podobnym poziomie, a może nieco wyższym niż „Pasy". Może nieco odbiegali przygotowaniem fizycznym w dwóch ostatnich meczach, ale można było to nadrobić ambicją i wolą walki.
- To może jakaś klątwa albo też zatruciem srebrem - zastanawiałem się z kolegą. - Nie, to jednak głowa nie wytrzymała napięcia, jakie towarzyszyło drużynie w drugiej części sezonu.
Wielu trenerów również powtarza do znudzenia: głowa przede wszystkim.
- Dla mnie ta historia to wielka tragedia i nie potrafię znaleźć słów - wykrztusił mocno przygnębiony napastnik GKS-u, Jarosław Rzeszutko, który zdecydował się na wymianę kilku zdań. - Na głębsze refleksje przyjdzie czas gdy ochłoniemy, bo teraz możemy mieć pretensje do samych siebie.
- Zabrakło nam szczęścia w tym ostatnim meczu, bo strzelaliśmy po słupkach zamiast do siatki. Nie mam pojęcia, co z nami będzie. Już dwa razy z rzędu się nie udało, może do trzech razy sztuka - głośno się zastanawiał obrońca Mateusz Bryk.
Będą zmiany?
Wydawało się, że tym razem w tyskim klubie zostało wszystko tak dopieszczone, że nie można tego zawalić. Skład ilościowo i jakościowo był odpowiednio dobrany, wydawało się, że między sztabem szkoleniowym i zawodnikami istnieje nić porozumienia. Gdy się krążyło wokół szatni, czuło się drużynę, która ma jeden cel. Jednak nie został osiągnięty.
Co dalej? Trudno tuż po przegranym mistrzostwie cokolwiek wyrokować i dowiedzieć się o ewentualnych zmianach. Na pewno ten skład nie zostanie utrzymany, bo już krążą słuchy, że kilku zawodników zamierza się pożegnać. Na pewno staranniej trzeba dobierać graczy zagranicznych, zaś o transferach na ostatnią chwilę też chyba trzeba zapomnieć. No, chyba, że byłby wolny Jaromir Jagr...
Jak będzie przyszłość Jirziego Szejby, który pracuje od 2013 r. i ma na koncie: złoty oraz 3 srebrne medale i jednocześnie kontrakt do końca sezonu 2017/18. Działacze klubowi przeanalizują „za i przeciw”, ale patrząc z boku chyba ten układ się już wyczerpał. Za sukcesy oraz niepowodzenia odpowiada trener i z tego wszyscy powinni zdawać sobie sprawę. Niebawem powinniśmy znać wiążące decyzję. W tym tyskim nieszczęściu, odnotowaliśmy tylko jeden pozytywny akcent: ostała się okazała broda prezesa Grzegorza Bednarskiego, która miała być zgolona po mistrzostwie. Broda jest niezagrożona do wiosny przyszłego roku?...

Z tej samej kategorii