GKS Tychy blisko złota, ale krakowianie nie powiedzieli ostatniego słowa

GKS Tychy - Comarch Cracovia Krakow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Takie są uroki play offu: gra się dzień po dniu z krótką przerwą i wszystko się może wydarzyć - Jarosław Rzeszutko, najskuteczniejszy zawodnik GKS-u Tychy, stara się na wszystko patrzeć z dystansu. Dzisiaj piąte rozdanie rywalizacji finałowej pomiędzy GKS-em Tychy i Comarch Cracovią. W Tychach mówię będzie złoto! A w Krakowie - kolejny mecz w piątek.

Dwie perły w tyskiej koronie świecą pełnym blaskiem, ale miejscowi fani, hokeiści oraz klubowi działacze marzą o trzeciej. Hokeiści GKS-u Tychy mają ją już na wyciągnięcie dłoni; w rywalizacji z Comarch Cracovią prowadzą 3:1, a do pełni szczęścia brakuje im tylko - i aż - jednej wygranej. Okazja nadarza się wyjątkowa, bo kolejna potyczka już dzisiaj na lodowisku w Tychach. Ale oczywiście hokeiści z Krakowa - nieźle zaprawieni w bojach - odgrażają się, że trzeba wrócić pod Wawel.

 

Chłodna analiza
Tyscy hokeiści niezbyt chętnie wracają do sobotniego meczu, przegranego 4:7. Ale ta zagadka chyba nie będzie do końca wyjaśniona.
- Takie są uroki play offu: gra się dzień po dniu z krótką przerwą i wszystko się może wydarzyć - stara się na wszystko patrzeć z dystansu najskuteczniejszy zawodnik GKS-u, Jarosław Rzeszutko. - Niby wszystko fajnie się ułożyło, prowadziliśmy 1:0, ale krótkim odstępie straciliśmy 3 gole i wszystko się rozsypało. Rozdawaliśmy prezenty, a nasi rywale je wykorzystywali. Oczywiście, wszystkich dziwi 7 straconych goli, bo takich strat w tym sezonie jeszcze nie zanotowaliśmy. Pokazuje to, że nie można grać na 90 procent czy nawet 99 procent, lecz zawsze na maksa, bo tylko w takim przypadku sukces jest realny. Ten mecz uciekł nam spod kontroli, niedostatecznie pracowaliśmy przy bandach, za mało było agresji w naszej grze. Po takiej potyczce nie mogło być spokojnie, ale... nie skakaliśmy sobie do oczu. W kolejnym dniu już na chłodno oglądaliśmy to spotkanie, by zorientować się, co zrobiliśmy źle.

 

Koncentracja
Trener Rudolf Rohaczek przed sobotnią wizytą tyszan, w dniu swoich urodzin, powiedział wprost: - Jeszcze się przywitamy w Tychach! Słowa dotrzymał. Siły są wyrównane, ale sądząc po dotychczasowych meczach, tyszanie chyba nieco lepiej znoszą trudy tej rywalizacji.
- Czego nie zrobi się przed play offem, tego już nie poprawi się w jego trakcie - dodaje Rzeszutko. - Fizycznie wyglądamy dobrze, zatem wszystko rozgrywa się w sferze mentalnej i to ona odgrywa wiodącą rolę. Musimy być skoncentrowani i trzymać się wcześniej nakreślonego planu. Zdajemy sobie sprawę, że piłka meczowa jest po naszej stronie... Ale może w tym momencie zamilknę, nic więcej nie powiem! Mam przykre doświadczenie z poprzedniego sezonu. Po prostu: wszyscy musimy się postarać, by dobrze wykonać swoją pracę.

 

Zagadki personalne
GKS Tychy dysponują szeroką kadrą, więc wydawało się, że tym razem nie będzie żadnych kłopotów ze składem. A tymczasem zwichnięty bark ma Kamil Kalinowski, Adam Bagiński złamał kość strzałkową, Jaroslav Kristek nogę, a Jan Semorad był zdyskwalifikowany. To wszystko sprawiło, że tyski sztab szkoleniowy miał poważny zgryz. Ale trener Jirzi Szejba wpadł na pomysł, który okazał się strzałem w „10”: do dwóch doświadczonych napastników, Rzeszutki i Michała Woźnicy, dokooptował młodego obrońcę - Marcina Horzelskiego.

 

- To było świetne pociągnięcie, jestem wręcz pod wrażeniem występu Marcina - chwalił kolegę napastnik Jakub Witecki. - Ta roszada sprawiła, że mieliśmy dobry atak i wszystkie akcenty się równomiernie rozłożyły. Dostało się nam po tym kiepskim sobotnim występie, ale nie chcę już do niego wracać ani też wyprzedzać faktów. Za dużo było szumu w poprzednim sezonie, teraz wolimy ciszę wokół nas.
Do drużyny powraca Semorad, a występ Bagińskiego pewnie do samego końca będzie stał pod znakiem zapytania. Co nie zmienia faktu, że drużyna będzie dysponowała czterema formacjami, co w takich potyczkach jest niezwykle ważne.

 

Nowy dzień
- To tylko przegrana bitwa, wojny jeszcze nie przegraliśmy - mówił po trzecim, przegranym w niedzielę, spotkaniu napastnik „Pasów”, Filip Drzewiecki. - Meczowi meczowi nie jest równy i zapewniam, że znów wrócimy do Krakowa. Opuściło nas trochę szczęście, ale teraz będzie znów przy nas. Musimy wyeliminować przede wszystkim kary, bo one są naszą zmorą. Tracimy sporo sił w osłabieniu, a w konsekwencji w kluczowych momentach jesteśmy o ułamek sekundy wolniejsi.

 

- Nowy dzień to nowe rozdanie - te słowa wypowiedział trener Szejba po niedzielnym meczu, a mnie tylko wypada je powtórzyć - podsumował trener Rudolf Rohaczek. - Zagramy agresywniej i będą tego efekty.
Stadion Zimowy w Tychach zapewne będzie pękał w szwach, bo takie wydarzenia zdarzają się raz na... rok.


Polska Hokej Liga
Środa, 29 marca
TYCHY, 18.30: GKS - Comarch Cracovia
Stan rywalizacji 3-1

Transmisja w TVP Sport

Z tej samej kategorii