Czarna rozpacz GKS-u Tychy. Comarch Cracovia mistrzem Polski

Trzeba było siedem meczów finałowych oraz dogrywki by wyłonić mistrza Polski. W 45 sek. dogrywki Petr Szinagl zdobył „złotego” gola i chwilę potem rozpoczęło się szaleństwo na tafli. Radość była w pełni uzasadniona - Cracovia po raz 12 została mistrzem Polski, zaś tyszanie po raz 6 przegrali finał z „Pasami”.

GKS Tychy - Comarch Cracovia Krakow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

 

Ten finał GKS Tychy przegrał po... mistrzowsku, wszak prowadził już w serii 3:1 i do pełni szczęścia potrzebował jednej wygranej. A tymczasem przegrał 3 mecze z rzędu! Cracovia zaprezentowała się znakomicie...


Rudolf Rohaczek, trener „Pasów”, to wytrawny lis mocno zaprawiony w play offowych bojach. Doskonale zdawał sobie sprawę, że doprowadzenie do remisu 3-3, gdy się przegrywało rywalizację 1-3 to jego oraz drużyny sukces.

 

Czeski szkoleniowiec Tychów, Jirzi Szejba znów dokonał zmiany w ustawieniu. Jaroslaw Rzeszutko dołączył do Bartłomieja Jeziorskiego oraz Filipa Komorskiego, zaś Josef Vitek wraz z Michałem Woźnicą grał w kombinowanej IV formacji.

To jednak goście wyjechali na lód bardziej opanowani i chyba bardziej skoncentrowani. Petr Szinagl już w 3 min mógł otworzyć konto bramkowe, ale Stefan Żigardy stanął na wysokości zadania. W 8 min. Mateusz Bepierszcz popisał się indywidualną akcją, ale minimalnie chybił. W gdy w 14 min. gdy do boksu kar powędrował Petr Novajovsky gospodarze niemal przez całe 2 min byli w tercji rywala, ale Rafał Radziszewski bronił bez zarzutu. Potem rolę się odwróciły, bo na ławę kar powędrował Bepierszcz za niepotrzebny faul w strefie neutralnej. „Pasy” ruszyły do ataku i trudne chwile przeżywał tyski golkiper. Krakowianie grali sprytnie i niezwykle konsekwentnie. W pełni zasłużenie objęli prowadzenie. Maciej Urbanowicz zza bramką wywalczył krążek, wyjechał przed i strzelił. Żigardy odbił, ale przy poprawce był już bezradny. „Pasy” zasłużenie zdobyły prowadzenie, bo były zespołem lepszym.


W tyskiej szatni między teracjami musiało być gorąco, bo tuż po gwizdku gospodarze ruszyli do ataku. I dość szybko wyrównali. Kamil Górny zdecydował się na uderzenie z daleka, zaś Vitek przekierował krążek i „Radzik” nawet nie drgnął. A potem rozgorzała walka na całego. Ani jedni, ani drudzy się nie oszczędzali i nie obyło się bez fauli. Jednak obie drużyny w przewagach grały dość chaotycznie. W ich poczynaniach brakowało spokoju i wyrachowania. Po dwóch odsłonach był remis, choć goście prezentowali się pod względem fizycznym lepiej i pod koniec jednej oraz drugiej zyskiwali przewagę.


Oba zespoły zdawały sobie sprawę z ciężaru gatunkowego ostatnich 20 minut. Jedni oraz drudzy już nie kalkulowali i ruszyli do przodu. Jednak ich ataki cechowała spora nerwowość i stąd takich klarownych sytuacji podbramkowych nie było. Nawet gdy tyszanie grali dwa razy w przewadze nie potrafili poważnie zagrozić bramce gości. Przyjezdni umiejętnie się bronili i nawet próbowali konstruować akcje ofensywne. W 51 min. karę otrzymał Miroslav Zatko i trudne chwile przeżywali gospodarze. Krakowianie jeszcze bardziej podkręcili tempo akcji i było groźnie pod bramką Żigardy'ego. Im bliżej było końca, tym bardziej nerwowo było w obu boksach. Kto tylko lepiej się czuł ten wyskakiwał na lód i marzył, by przy jego współudziale padła rozstrzygająca bramka. Wszyscy zwijali się jak w ukropie, a pod bramkami dochodziło do ostrych starć. To jednak krakowianie się nieco lepiej prezentowali pod względem fizycznym.

W tym sezonie wprowadzono przepis, że dogrywka trwa 20 minut, a dopiero potem karne. Oczywiście, jeżeli jedna z drużyn wcześniej nie strzeli „złotego” dosłownie i w przenośni gola. W czasie przerwy po III tercji napięcie w obu ekipach sięgało zenitu. A tymczasem w 45 sek. dogrywki goście wyprowadzili zabójczą kontrę. Sziangl znalazł się w sytuacji sam na sam i pokonał Żigardego. Tytuł mistrzowski pozostał pod Wawelem!


GKS TYCHY – COMARCH CRACOVIA 1:2 (0:1, 1:0, 0:0, 0:1)
0:1 – Urbanowicz – Słaboń – Drzewiecki (18:04), 1:1 – Vitek – Górny (21:31), 1:2 – Szinagl (60:45.
Sędziowali: Tomasz Radzik (Nowy Sącz) i Zbigniew Wolas - Artur Hyliński (obaj Oświęcim) i Marcin Polak (Bytom). Widzów 3000.
TYCHY: Żigardy; Kolarz – Kotlorz, Kubosz – Zatko (2), Górny – Bryk, Pociecha - Ciura; Witecki – Galant – Bepierszcz (4), Makrow (2) – Semorad (2) – Kolusz, Jeziorski – Rzeszutko – Komorski, Woźnica, Vitek. Trener Jirzi SZEJBA.
CRACOVIA: Radziszewski; Dąbkowski – Zib (4), Rompkowski – Novajovsky (4), Kruczek – Wajda, Dutka – Noworyta; Kalus – McPherson (2) – Sykora, Kapica – Dziubiński – Szinagl (2), Drzewiecki – Słaboń – Urbanowicz, Domogała – Chovan – Kisielewski. Trener Rudolf ROHACZEK.
KARY: Tychy – 10 min, Cracovia – 12 min.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Brawo C R A X A !!!
Wielkie gratulacje za ambicję do samego końca w drodze po kolejny tytuł MP.
Pozdrowienia z Zabrza i Katowic.
2 kwi 23:20 | ocena:50%
Liczba głosów:10
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~GKS1971Użytkownik anonimowy
~GKS1971 :
No photo~GKS1971Użytkownik anonimowy
Żabolku i na co wam gieksa?
3 kwi 10:41 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~gregUżytkownik anonimowy
~greg :
No photo~gregUżytkownik anonimowy
No i fajnie mistrza gdzie finał był znany przed rozpoczęciem nie ma:)
A w fusbalu 2 liga dziady
3 kwi 13:27 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii