Gabriel Samolej: W finałach najważniejsza jest psychika

Comarch Cracovia - GKS Tychy. 26.03.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Głowa w play offie odgrywa wiodącą rolę, a umiejętności techniczne oraz inne elementy schodzą na dalszy plan - twierdzi nasz były reprezentant kraju, dziś m.in. komentator TVP, Gabriel Samolej. Podczas krakowskiego dwumeczu finałowego zobaczyliśmy z dnia na dzień zupełnie odmienione zespoły. Pretendenci do tytułu, hokeiści GKS-u Tychy w sobotnim występie zaprezentowali się marnie.

Podczas krakowskiego dwumeczu finałowego zobaczyliśmy z dnia na dzień zupełnie odmienione zespoły. Pretendenci do tytułu, hokeiści GKS-u Tychy w sobotnim występie zaprezentowali się marnie i w niczym nie przypominali wojowników z poprzednich dwóch zwycięskich potyczek. Obrończyni tytułu, Comarch Cracovia, wykorzystała tę niemoc i zaaplikowała gościom aż 7 goli. W rewanżu jednak wszystko wróciło na swoje tory.
WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Czym można wytłumaczyć tak słabą postawę tyszan? -
GABRIEL SAMOLEJ: - Najłatwiej powiedzieć... urodzinami trenera Rudolfa Rohaczka (śmiech). To, tak pół żartem, pół serio. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że „Pasy” były tak „napompowane" przed tym występem, że grały najlepiej jak tylko potrafiły w tym sezonie. Fakt pozostaje faktem, że krakowianie stanęli nad przepaścią i nie mieli żadnego wyboru. Przegrana stawiała ich w beznadziejnej sytuacji i stąd też taka była determinacja. W play offie, a w finale szczególnie najważniejsze jest przygotowanie mentalne. Ono odgrywa główną rolę. Niektórzy tyscy zawodnicy gdzieś w podświadomości mają zakodowane, że już mają za sobą pięć przegranych finałów. Może wyszły jakieś kompleksy i one krępowały ruchy. Mecz się ułożył, jak się ułożył i w rezultacie, takie miałem wrażenie, w pewnym momencie myślami byli już przy rewanżu. A krakowscy hokeiści urządzili sobie festiwal strzelecki. Jednak 2 gole na zakończenie strzelone przez tyszan to był kolejny sygnał ostrzegawczy, że „wrócimy na rewanż".
Niemniej mecze w sezonie zasadniczym i te finałowe był wyrównane. A tymczasem nagła odmiana.
GABRIEL SAMOLEJ: - Czasami tak bywa, że jednej drużynie wpada wszystko do bramki, a druga się miota na tafli, zaś hokeiści kopią się z własnymi myślami. Stworzył się nadzwyczajny układ dla „Pasów” i skrzętnie to wykorzystały.
Jak pan ocenia postawę Stefana Żigardego w tyskiej bramce?
GABRIEL SAMOLEJ: - Wiem, w jakiej był niewdzięcznej sytuacji, bo sam stałem między słupkami. Przede wszystkim on nie miał wsparcia kolegów i również sam nie wspierał zespołu. W drugim meczu w Tychach było podobnie, ale tam puścił tylko dwie bramki. Natomiast w Krakowie aż 7 i zastanawiałem się, co zrobi trener Jirzi Szejba i jego współpracownicy. Zastanawiałem się, czy może w bramce pojawi się Kamil Kosowski. Jednak po raz kolejny postawiono na Żigardego i była to trafna decyzja. I być może był to kluczowy wybór dla dalszego układu rywalizacji. Żigardy zdaje sobie sprawę, jakim został obdarzony zaufaniem i teraz będzie chciał pokazać na co go stać. Jestem przekonany, że chwile niepewności czy słabości ma już za sobą.
A co pana zaskoczyło najbardziej w trakcie rywalizacji obu zespołów?
GABRIEL SAMOLEJ: - To, że nasze drużyny grają niezwykle konsekwentnie pressingiem w strefie neutralnej. Okazuje się, że można i jest to skuteczne. Oba zespoły mają podobny potencjał, ale trzeba dyscypliny taktycznej, by odnieść zwycięstwo. Albo też takich napastników, jak Damian Kapica i Adam Domogała, którzy potrafili po dwa razy trafić do siatki. Tak właśnie było w sobotę.
A co pańskim zdaniem odmieniło tyszan w niedzielę?
GABRIEL SAMOLEJ: - Dla mnie nie ma żadnej wątpliwości: „pranie”, jakie urządził trener Jirzi Szejba swoim zawodnikom w szatni. Nie byłem w niej, ale tylko mogę się domyślać tego, co tam się działo. Najważniejszy jest efekt. Tyszanie zaprezentowali znów zdyscyplinowany hokej i popełnili tylko jeden błąd przy golu na 1:1.
Jaki pan przewiduje dalszy scenariusz tej rywalizacji?
GABRIEL SAMOLEJ: - Stawiam na GKS Tychy, ale nie wiem, czy to zakończy się już w środę. Presja może znów usztywnić niektórych zawodników i znów mogą być kłopoty. Niemniej w zanadrzu mają kolejne mecze, w tym ostatni u siebie. Psychika, tak jak wcześniej powiedziałem, w play offie odgrywa wiodącą rolę, a umiejętności techniczne oraz inne elementy schodzą na dalszy plan. Właśnie psychika sprawiła, że „moje” Podhale zajęło dopiero 4. lokatę. Finowie byli kołem zamachowym drużyny w sezonie zasadniczym, zaś w play offie byli zupełnie niewidoczni, bo sporo od nich się oczekiwało, a oni nie wytrzymali. Trudno przypuszczać, by tyszanie nie wykorzystali takiej szansy.

Z tej samej kategorii