W Krakowie i Tychach żyją w stresie!

GKS Tychy - Comarch Cracovia Krakow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Tyszanie na własnym lodzie przegrali piąty mecz 2:4, dlatego rywalizacja o mistrzostwo między GKS-em Tychy a Comarch Cracovią przenosi się pod Wawel. - I tak wrócimy jeszcze do Tychów - powiedział buńczucznie bramkarz „Pasów”, Rafał Radziszewski, który z meczu na mecz spisuje się lepiej. - Złoto zdobędziemy już w Krakowie - ripostuje kapitan GKS-u, Michał Kotlorz.

Jeżeli w rywalizacji do czterech zwycięstw prowadzi się już 3-1 i na dodatek rozgrywa się mecz we własnej hali, to kibice mają prawo oczekiwać święta. Ale ci związani z GKS-em Tychy musieli przełknąć gorzką pigułkę - ich ulubieńcy przegrali 2:4 i dlatego rywalizacja o mistrzostwo między GKS-em Tychy i Comarch Cracovią przenosi się pod Wawel. - I tak wrócimy jeszcze do Tychów - zapowiedział buńczucznie bramkarz „Pasów”, Rafał Radziszewski, który z mecz na mecz spisuje się lepiej. - Złoto zdobędziemy już w Krakowie - ripostuje kapitan GKS-u, Michał Kotlorz.

Nadal prowadzimy...
Hokeiści Tychów w finałowej rozgrywce nadal prowadzą, ale już tylko 3-2. Co nie zmienia faktu, że mają drugą „piłkę meczową”. Tyle że - naszym zdaniem - sytuacja jest dla nich trudniejsza niż w minioną środę.
- Mecz na własnym lodzie wyraźnie nam nie wyszedł, ale nadal jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji. Przywieziemy z Krakowa złoto, jestem o tym przekonany. Cracovia po strzeleniu gola nic wielkiego nie pokazała i uskuteczniała wybijankę. My z kolei nie wykorzystaliśmy kilku sytuacji i obijaliśmy słupki. Zamiast wyrównać, dostaliśmy trzeciego gola i wszystko się korzystnie ułożyło dla naszych rywali. Może początkowo byliśmy za mało aktywni, nie pracowaliśmy tak jak zawsze, zarówno w obronie, jak i ataku. To bolesna lekcja dla nas wszystkich, ale również kolejne doświadczenie. Nie liczyliśmy na łatwiznę i również nie zlekceważyliśmy rywala. Tak po prostu ułożył się ten mecz. W szatni powiedzieliśmy sobie parę mocnych słów i skupiamy się na tym, co przed nami.

 

Gol więcej...
Jirzi Szejba, trener GKS-u, zachowuje spokój, ale wewnętrznie mocno przeżywa każdą akcję. - To, co pokazaliśmy w I tercji, to było stanowczo za mało. Dopiero od końca II tercji złapaliśmy właściwym rytm, ale było już za późno. To już wszakże przeszłość. Mieliśmy wystarczająco sporo czasu, by zastanowić się, co zrobiliśmy źle, i wyciągnęliśmy wnioski. Wczoraj była odnowa, analiza, zaś dzisiaj znów zacznie się walka. W Krakowie po prostu musimy strzelić o gola więcej niż rywale. To wydaje się proste, ale trzeba to jeszcze wykonać - stwierdził czeski szkoleniowiec GKS.

 

Sen najlepszy
Rywalizacja w play offie to życie w ciągłym stresie, a z meczu na mecz on się pogłębia. Czy zawodnicy mają czas na zregenerowanie sił? - pytamy trenera „Pasów”, Rudolfa Rohaczka. - Najważniejszy jest sen - mocno akcentuje nieco zdziwiony pytaniem szkoleniowiec krakowian. - Spacer, jazda na rowerze też pomagają w regeneracji sił. Niemniej po tym play offie muszę solidnie wypocząć, by z nowymi siłami przystąpić do pracy. Ale to dopiero będzie, bo po emocjach, jakie nam towarzyszą, trudno zasnąć - dodaje po chwili. - Po jako takiej nocy przychodzę rano do pracy i włączam wideo, by jeszcze raz zobaczyć, czym się emocjonowaliśmy. A potem zabieramy się do zajęć. Już teraz mogę powiedzieć, że ten play off może się podobać, bo jest wiele zwrotów akcji, choć początek wcale tego nie zapowiadał.
Gospodarze będą mieli za sobą doping swoich kibiców, którzy są przekonani o wygranej. Jak będzie? Przekonamy się ok. 21.00 w piątkowy wieczór.

Polska Hokej Liga
Piątek, 31 marca
KRAKÓW, 19.15: Comarch Cracovia – GKS Tychy.

 

Z tej samej kategorii