Szok w Krakowie. W głebokim lesie, ale... z nadzieją

Po dwóch meczach 1/4 finału play offu położenie "Pasów" jest bliskie beznadziei; przegrywają z Podhalem Nowy Targ 0:2.

Cracovia - Podhale
 /  fot. Stawowiak Michał  /  źródło: newspix.pl

"W głębokim lesie" - tytułowe hasło, wypowiedziane przez Maksymiliana Paradysa, kreowanego przez Jerzego Stuhra bohatera "Seksmisji", z powodzeniem można odnieść więc do obecnej sytuacji krakowian. Inna rzecz, że scenariusz ten - dwie porażki z rzędu w ćwierćfinale - krakowskim hokeistom jest znany z poprzedniego sezonu. Wtedy - po dwóch przegranych u siebie z Unią - wygrali co prawda w Oświęcimiu, ale w decydującej potyczce na własnym lodzie znów polegli, odpadając z rywalizacji o mistrzostwo kraju.

 

Szczęście się odwróciło
- W rundzie zasadniczej mieliśmy nadmiar szczęścia, teraz nam go brakuje - sarkastycznie zauważa jeden z najbardziej doświadczonych napastników Cracovii, Damian Słaboń. - Ilość nie przechodzi w jakość i to chyba nasza największa bolączka. Dotyczy to też mojego ataku. Nie prezentujemy się tak, jak byśmy sobie życzyli. Z Sebastianem (Kowalówką - przyp.red.) gramy już kilka sezonów, ale drugi skrzydłowy był rotacyjny. Doskonale wiedzieliśmy, że rywale to twardziele i na pewno się postawią. Nasza gra tylko fragmentami przypominała, że mamy wysokie aspiracje. Teraz znaleźliśmy się pod ścianą...

 

Wyczyścić głowy
W drugim spotkaniu trener Rudolf Rohaczek zdecydował się na grę trzema formacjami, ale gdy się zrobiło gorąco, występowały tylko dwie. Tymczasem Podhale grało na cztery ataki i miało z tego wymierne efekty. - Nie wiem jeszcze, jakie będzie ustawienie zespołu na środowy mecz, bo musimy tę kwestię obgadać, ale nie wykluczam zmian. Najważniejsze, by wyczyścić głowy i do Nowego Targu jechać ze świadomością własnej siły. Jeszcze nic straconego, bo na razie przegraliśmy dwa mecze, a trzy przed nami - przekonuje czeski szkoleniowiec "Pasów".

 

Głową w mur, ale... z nadzieją
 - Wrócimy na piąte spotkanie do Krakowa - mówi równie pewnym głosem bramkarz Rafał Radziszewski. - To prawda, że kibice przeżyli szok, bo przecież nikt nie spodziewał się takich wyników. Waliliśmy głową w mur i nic nie chciało wpaść do bramki. Ale proszę pamiętać, że w ostatnim meczu rundy zasadniczej wygraliśmy w Nowym Targu...

Z tej samej kategorii