Na lodowisku w Krakowie będzie gorąco?!

Maciej Urbanowicz
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Spokojni tyszanie z uwagą obserwują zaciętą rywalizację w drugim półfinale. Dzisiaj kluczowy mecz pod Wawelem?

Mistrzowie Polski z Tychów regenerują siły i ze spokojem przygotowują się do najważniejszego starcia w sezonie, bo nadspodziewanie łatwo uporali się w ćwierćfinale z Polonią Bytom oraz w półfinale z Podhalem Nowy Targ. W drugiej parze półfinalistów rozgorzała walka na całego i jest 2-2. Przed nami piąty mecz i kolejna szansa przed Cracovią, bo u siebie w starciu z Ciarko Sanok uchodzi za faworyta.


Ze zdwojoną mocą
W ekipie „Pasów” nikt nie ukrywa, że dzisiejsze (początek o 18.30) spotkanie jest najważniejsze, bo ewentualne zwycięstwo mocno przybliży ich do finału. - Bylibyśmy w znacznie lepszej sytuacji, gdybyśmy nie pokpili sprawy w drugim meczu na własnym lodzie - mówi młody napastnik, Adam Domogała, który w 48 spotkaniach zdobył 30 punktów (11 goli+19 asyst). - Wówczas rywalom dopisało szczęście, bo co wystrzelili groźniej „gumę”, wpadała do siatki. Z kolei do nas los uśmiechnął się w karnych w Sanoku, ale w następnym meczu już tak dobrze nie było, chociaż doszliśmy na 3:4 i mieliśmy ponad 3 minuty, by doprowadzić do remisu. Kolejnego gola straciliśmy, gdy wycofaliśmy bramkarza.
Cracovia występuje bez dwóch środkowych, Grzegorza Pasiuta oraz Damiana Słabonia, i to spory uszczerbek. - Słaboń był kluczową postacią pierwszego spotkania i jego gra sprawiła, że byliśmy zespołem lepszym. W kolejnych występach było już gorzej; było widać brak doświadczonych zawodników - wtrąca trener Rudolf Rohaczek.
Czy wystąpią w dzisiejszym meczu? To znak zapytania, a decyzja podjęta zostanie na kilka godzin przed meczem.


Z energią
Cracovia po 3 latach chce odzyskać tytuł mistrzowski, zaś dwa sezony plasowała się poza podium. W mniemaniu fanów liczy się tylko złoto, bo reszta to substytut.
- To prawda, że wszyscy myślimy o złocie i widzę sporą koncentrację w drużynie - dodaje Domogała, który od juniora młodszego spędził kilka sezonów w Niemczech. - W lecie nie pracowaliśmy, a harowaliśmy i stąd mamy odpowiedni zasób sił. Chyba nikt z nas nie czuje również znużenia psychicznego - tak przynajmniej sądzę po naszych zajęciach. Oczywiście, że brakuje obu środkowych, ale jakoś trzeba sobie radzić. Przede wszystkim musimy unikać prowokacji ze strony rywala oraz niepotrzebnych kar. Sanoczanie potrafią grać w przewadze, bo mają kilku specjalistów od takiej gry. W ataku dysponują odpowiednią mocą, ale jak się ich postawi pod ścianą, to tracą pewność siebie. Energii na pewno nam nie zabraknie - mówi na pożegnanie krakowski napastnik.


Rywale w fotelach
Bojowy nastrój panuje również w sanockim zespole, gdzie wszyscy są przekonani, że rywalizację zakończą już w najbliższy czwartek na własnym lodzie. - Nie ma innej opcji jak tylko zwycięstwo w Krakowie. Stać nas na to. Przecież już raz zwyciężyliśmy i mamy wiele atutów, by to powtórzyć - przekonuje Rafał Ćwikła, który ma za sobą udany, czwarty mecz oraz trafienie.
A tyszanie? Zasiądą wygodnie w fotelach i ze spokojem będą obserwować w TV poczynania obu zespołów. - Na taki komfort trzeba zasłużyć - mówią z uśmiechem i trudno z tym stwierdzeniem się nie zgodzić.

 

Z tej samej kategorii