Mariusz Kieca: „Diabeł” tkwi w... bramkarzu!

Mariusz Kieca
 fot. Chwieduk Michał  /  źródło: newspix.pl
04-03-2016 | 15:51

Autor: Włodzimierz Sowiński

Stefan Żigardy od początku sezonu prezentuje najrówniejszą formę wśród bramkarzy. GKS Tychy może na niego liczyć.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: - Panuje powszechna opinia, że 70% sukcesu drużyny w play offie to golkiper. Zgadza się pan? - pytamy byłego reprezentacyjnego bramkarza, obecnie trenera.
MARIUSZ KIECA: Nie tylko w play offie, ale w każdym meczu. Bramkarz swoimi udanymi interwencjami może wzmocnić psychicznie kolegów, zaś błędami zupełnie rozkleić zespół. Śmiem twierdzić, że John Murray dwa lata temu był głównym architektem mistrzostwa dla Sanoka. W poprzednim sezonie Stefan Żigardy odegrał jedną z głównych ról w tyskim zespole, który zdobył złoty medal. Pewny bramkarz zawsze doprowadzi zespół na podium.


Jak pan ocenia postawę bramkarzy obecnych półfinalistów?
MARIUSZ KIECA: - Niewątpliwie najbardziej stabilny jest Żigardy, jest postacią nr 1 w sezonie. Widziałem go kilka razy w akcji i rzeczywiście broni na odpowiednim poziomie. Trochę zmartwiłem się postawą Rafała Radziszewskiego, bo w dwóch meczach z Sanokiem puścił aż 9 goli. To również dobrze nie świadczy o grze obronnej zespołu. Przed „Radzikiem” stoi duże wyzwanie w dwumeczu w Sanoku. Również jestem zdziwiony postawą Ondreja Raszki, bo w sezonie zasadniczym spisywał się dobrze, a tymczasem play offu - przynajmniej na razie - nie zaliczy do udanych. „Szarotkom” towarzyszy chyba największa presja, bo mecze z Unią Oświęcim do łatwych nie należały, a z Tychami skala trudności jeszcze wzrosła. Stracić cztery gole w niespełna 11 minut to dla bramkarza spora wyrwa, zwłaszcza psychiczna. Trenerzy muszą dokonać cudów, by go pozbierać. Znam dobrze Ondreja i wiem, z własnego doświadczenia, jak może się teraz czuć. Trzymam za niego kciuki, bo to sympatyczny i utalentowany zawodnik.


Pańskie typy na finał?
MARIUSZ KIECA: - Trzecie spotkania w play offie mają kluczowe znaczenie i mogą przechylić szalę zwycięstwa. Jeszcze przed play offem stawiałem na Tychy i Cracovię, ale teraz jestem nieco ostrożniejszy. Tychy nadal pozostają faworytem w tej rywalizacji i moim kandydatem do złota. Natomiast z Cracovią mam już pewne wątpliwości. Przede wszystkim zespół ma kłopoty kadrowe, bo nie gra Grzegorz Pasiut, a nie wiemy co z Damianem Słaboniem i Maciejem Urbanowiczem. Gra bez dwóch pierwszych, środkowych swoich formacji, to niesłychane osłabienie. Obaj dobrze sobie radzą w osłabieniach i nieraz to udowodnili. Trenerowi Rudolfowi Rohaczkowi trudno będzie ich zastąpić, bo w drużynie nie ma zawodników o podobnych umiejętnościach. Cracovia zawsze słynęła z „żelaznej” dyscypliny, a tymczasem w meczach z Sanokiem jakby jej zabrakło. Inna sprawa, że sanocki zespół po zmianach prezentuje się zupełnie inaczej i ma niezłą moc w ofensywie. Na własnym lodzie może zyskać przewagę nad „Pasami”. Ta rywalizacja może nawet potrwać 7 meczów i teraz trudno mi wskazać zwycięzcę.