Adam Bagiński: Marzę o finale!

Chciałbym być już w szatni z drużyną. Zrobię wszystko, by zagrać w meczach finałowych - mówi napastnik GKS-u Tychy, który półfinałowe spotkania z Polonią Bytom oglądał z wysokości trybun. "Bagiś" - tak mówią o nim koledzy - podczas meczów się irytuje, ale w szatni zachowuje spokój. Teraz pragnie powrócić do drużyny.

Adam Bagiński
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI : - Który to już pana play off?
ADAM BAGIŃSKI: - Nie wiem, ale chyba sporo się tego uzbierało, bo zaczynałem w gdańskim Stoczniowcu, choć początkowo grałem epizody. Z macierzystym klubem wywalczyłem brązowy medal, a jak przeniosłem się do Tychów, to chyba we wszystkich play offach uczestniczyłem. Chociaż w jednym chyba nie brałem udziału, bo miałem złamaną szczękę. Już dokładnie nie pamiętam, który to był sezon, ale wiem, że finał przegraliśmy z Podhalem (2007 r. - przyp.red).


Czuje się pan największym nieobecnym w tym sezonie?
ADAM BAGIŃSKI: - Proszę mnie nie skreślać, bo ciągle liczę, że jeszcze w tym sezonie pokażę się na lodzie i będę mógł pomóc drużynie. Stanowimy świetny zespół i jestem jego częścią. Teraz nie mogę grać, ale jestem z chłopakami, wspieram ich, strasznie się denerwuję i chciałbym jak najszybciej wrócić na lód. Zastanawiam się tylko co zrobić, by tę medycynę przyśpieszyć...

 

Play off traktujecie jak świętość?
ADAM BAGIŃSKI: - Przygotowujemy się kilka miesięcy, potem gramy sezon zasadniczy z myślą o play offie. W sezonie błędy czy stratę punktów można odrobić i jakoś to wszystko poukładać. W play offie nikt nikomu nie przebacza i każda pomyłka jest bolesna oraz kosztowna. Niemal każdy mecz jest na „styku” i trzeba wygrać cztery razy. Tej części rozgrywek towarzyszy dreszcz emocji i świadomość, że chcesz zdobyć złoto dla miasta, dla klubu i dla siebie.

 

Który play off wspomina pan najczęściej?
ADAM BAGIŃSKI: - Kiedyś play off był nieco krótszy, bo w ćwierćfinale czy ewentualnie w półfinale grało się do trzech wygranych. Najbardziej spektakularne były te, w których pokonaliśmy zespół z Sanoka (2015 - przyp.red.), zaś w finale byliśmy lepsi od zespołu z Jastrzębia. Z Sanokiem była walka na śmierć i życie. To był najtrudniejszy sezon. Wysiłek, jaki włożyliśmy w mecze z Sanokiem był ukoronowany złotem. W finale też musieliśmy się mocno napracować.

 

Pańska nieobecność w półfinale play offu to dzieło przypadku. Nie wydaje się panu, że to była kuriozalna sytuacja?
ADAM BAGIŃSKI: - Takie sytuacje w hokeju mogą się zdarzyć w każdej chwili. To sport, w którym ubezpieczenie jest niezwykle ważne (śmiech). Urazowość jest duża i ktoś musi ponieść koszty leczenia. Musimy o to dbać. Gdy wychodzi się na lód, to nigdy się nie wie, co się wydarzy. Nie możemy się jednak na tym skupiać. Każdy z nas chce obronić strzał i nie myśli o ewentualnych skutkach. Mamy taką pracę, a nie inną. Lubimy ją i trzeba się poświęcać dla drużyny. Każdy z nas dla niej zrobi wszystko, by osiągnąć sukces. W spotkaniu z Katowicami zostałem trafiony krążkiem, ale chyba niezbyt dobrze podszedłem do tego strzału. Nie tak jak trzeba wystawiłem nogę i się doigrałem (śmiech). Uderzenie jednak zatrzymałem i to poszło na mój plus.

 

Jak się patrzy na play off z wysokości trybun?
ADAM BAGIŃSKI: - Ogromnie trudno. Parę razy wciskałem hamulec jak w samochodzie, gdy się jedzie jako pasażer (śmiech). Jestem bardziej nerwowy niż gdybym grał. W boksie tego nie czuć, bo mecz odbiera się zupełnie inaczej. Z góry wszystko jest trudno ogarnąć i ciężko wytrzymać. Poza tym nerwy są zdecydowanie większe, bo z trybun widać wszystko jak na dłoni.

 

Wspiera pan kolegów między tercjami?
ADAM BAGIŃSKI: - Jesteśmy drużyną. Dobrze się ze sobą czujemy i szatnia przyciąga. Jeżeli ktoś ma kontuzję, to nie jest na uboczu. Jesteśmy razem, nikt nie jest wykluczony i tu się nic nie zmienia. Kontuzjowany również przychodzi na zajęcia i wykonuje dozwolone ćwiczenia. Życie drużyny toczy się dalej. Dla mnie jest to niezwykłe, że mogę być w tej grupie, którą niezwykle cenię.

 

Co wynika z pańskich obserwacji po dotychczasowych meczach?
ADAM BAGIŃSKI: - Mamy mocną drużynę, która ma jeszcze rezerwy i potrafi grać jeszcze lepiej. Spotkaliśmy z dwoma drużynami. Żadna z nich nie położyła się przed nami i dzielnie walczyła. My z kolei znamy swoją wartość i mamy jeden jasny cel. Jak przychodzisz do Tychów, to musisz sobie zdawać sprawę, o co się tutaj gra. Przez 1,5 miesiąca kiedy trwa play off trzeba wszystko odłożyć na bok, bo najważniejsza jest drużyna. Wiemy, co chcemy osiągnąć. Ta ekipa ma wszelkie predyspozycje, by to zrealizować. Wszyscy jesteśmy głodni mistrzostwa Polski, choć szanujemy każdego przeciwnika. Z żadnym przeciwnikiem nie jest łatwo. Pokazała to druga część sezonu zasadniczego i potwierdza to play off. Jeżeli jesteśmy dobrze przygotowani, to wierzymy w swoją siłę i na nikogo się nie oglądamy.

 

Czy taki scenariusz play offu pan przewidywał?
ADAM BAGIŃSKI: - Na pewno niespodzianką była rywalizacja Cracovii z Unią w ćwierćfinale. Drużyny z Oświęcimia i Katowic grały w grupie  słabszej. Miały prawo odstawać od zespołów silniejszych, ale zmobilizowały się i dzielnie walczyły. Unia mi zaimponowała. Niewiele brakowało, a doszłoby do sensacji. Rywalizacja w tej parze była zaskakująca. Po meczach Podhala z Jastrzębiem oraz Polonii z Orlikiem oczekiwałem nieco więcej.

 

Czy przed każdą rundą play offu mówi pan, że trzeba wygrać 4 mecze?
ADAM BAGIŃSKI: - Nie, mówię inaczej - trzeba wygrać 12 spotkań do mistrzostwa. Tak byłoby najlepiej. Trzy dni temu szedłem o kulach i spotkałam Stefana Żigardiego, który podbiegł do mnie z pytaniem, czy może mi pomóc. Odpowiedziałem: „tak, oczywiście, wygraj jeszcze 8 meczów”. Stefan się tylko uśmiechnął i poszedł do szatni.

 

Zdąży pan się wyleczyć na finał?
ADAM BAGIŃSKI: - Bardzo bym chciał, to moje marzenie i zrobię wszystko, by tak było. Jak już mówiłem, staram się tę medycynę przyśpieszyć. Chciałbym wrócić do chłopaków tak naprawdę, do szatni, bo wszyscy wiemy, że tego potrzebuję.

 

A czy w 2003 roku przypuszczał pan, że zakotwiczy w Tychach na lata, a może i na stałe?
ADAM BAGIŃSKI: - Nigdy bym nie przepuszczał, że pół życia na Śląsku. Dla chłopaka z Gdańska było to wręcz niewyobrażalne. Jak przyszedłem do GKS-u, to pomyślałem sobie, że pogram może rok czy dwa. A tymczasem wszystko ułożyło się świetnie i na nic innego bym tego nie zamienił. Teraz tylko marzę, by wrócić do grania. Oczywiście myślę też o przyszłości, ale jeżeli ma się taki „ogień” do tej dyscypliny... Cały czas mam motywację i staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Najważniejsza jest oczywiście rodzina, ale tuż za nią drużyna.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~PatriotaUżytkownik anonimowy
~Patriota :
No photo~PatriotaUżytkownik anonimowy
SZACUNEK Adamie. Dziękuję Bogu, że jesteś z nami. ADAM ROBOCOP BAGIŃSKI.
25 mar 17:57
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~SethUżytkownik anonimowy
~Seth :
No photo~SethUżytkownik anonimowy
Wracaj
10 mar 20:23
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii