Dudek zawalił karnego. W derbach śląsko-zagłębiowskich bez rozstrzygnięcia!

„Gieksa” lepiej prezentowała się w derbach śląsko-zagłębiowskich, ale to sosnowiczanie mieli najlepszą okazję w tym spotkaniu do zdobycia bramki.

GKS Katowice - Zaglebie Sosnowiec
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

- Jeśli GKS trafi na nasz słabszy dzień, niemoc czy ewidentny brak szczęścia, ma szansę nawiązać walkę – mówił przed spotkaniem Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia. Szef sosnowickiego klubu opierał swój osąd na ostatnich starciach pomiędzy obydwoma drużynami. W poprzednim sezonie Ślązacy trzykrotnie polegli w starciach z sąsiadem zza między, dwukrotnie w lidze i raz w sparingu.

W środę Zagłębie miało raczej swój słabszy dzień. Katowiczanie przeważali, mieli kilka okazji do zdobycia bramki. - Zagraliśmy naprawdę bardzo dobry mecz. Jestem dumny z tej drużyny – mówił Jerzy Brzęczek. - Rywale mieli więcej klarownych sytuacji, ale piłka meczowa była po naszej stronie – oceniał pomocnik gości Tomasz Nowak.

W 84. minucie Oliver Praznovsky sfaulował w polu karnym Roberta Bartczaka. Fatalnie jedenastkę przestrzelił Sebastian Dudek. Doświadczony pomocnik huknął nad bramką.

Jak go zdeprymowałem? Nie będę zdradzał, mam swoje metody – mówił pół serio, pół żartem Mateusz Abramowicz, który po raz pierwszy zagrał w GKS w wyjściowym składzie. Golkiper zastąpił w bramce Sebastiana Nowaka, który pauzował za czerwoną kartkę. - Nie boję się rywalizacji. W Śląsku Wrocław miałem cholernie ciężko, bo był Pawełek i Wrąbel – dodawał.
Po spotkaniu pochwały zbierał Paweł Mandrysz. Popisy syna obserwował z trybun Piotr Mandrysz, były szkoleniowiec Termaliki. 18-latek znakomitą okazję miał w 67. minucie, ale jego strzał został zablokowany przez jednego z defensorów sosnowickiej drużyny. Młody pomocnik ostro walczył, po jednym z fauli został ukarany żółtą kartką, ale walka z rosłymi obrońcami Zagłębia sporo go kosztowała. Zresztą przy nich wyglądał jak trampkarz. W 87. minucie miał piłkę meczową, ale z bliska uderzył nad bramką. W spotkaniu tym bardzo przełamać chciał się Grzegorz Goncerz, który od początku sezonie nie potrafi trafić do siatki. - W ostatnich dwóch sezonach strzelił 34 gole (w tym jedno trafieni było w Pucharze Polski – przyp. red.) i jeśli zacząłbym załamywać się po 4. kolejkach, to byłoby coś nie tak ze mną – przyznawał przed meczem. Wczoraj mógł powtórzyć te słowa. Najlepszą sytuację miał w drugiej połowie, ale po jego uderzeniu głową, Jakub Szumski pewnie złapał piłkę.

 

GKS KATOWICE - ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC 0:0

 

GKS: M. Abramowicz – Czerwiński, Praznovsky, Kamiński, D. Abramowicz – Bębenek (55 Mandrysz ż), Kalinkowski ż (62 Pielorz), Zejdler ż, Foszmańczyk – Sobków (79. Prokić), Goncerz. Trener: Brzęczek.
ZAGŁĘBIE: Szumski – Sierczyński ż (46 Pribula ż), Wiktorski, Markowski, Budek – Matusiak ż, Nowak (90 Sanogo) – Bartczak, Dudek, Udovicić – Matić (60 Łuczak). Trener: Magiera.
Kartki: 57. Kalinkowski, 63. Zejdler, 70. Mandrysz  – 42. Sierczyński, 79. Pribula, 90+1. Matusiak

 

Z tej samej kategorii