Żegnamy Eugeniusza "Egona" Imiołczyka

wszystkicg swietych
 fot. Rafał Jacniak  /  źródło: Pressfocus

Twardy, nieustępliwy i szczery do bólu, na lodzie i poza lodem - tak wspominają Go koledzy. - Był moim najstarszym studentem, a wywodził się z pierwszego rocznika hokejowych trenerów, którzy ukończyli katowicką AWF - dodaje były wykładowca tej uczelni i znany trener, Jerzy Mruk. To niewątpliwie jedna z ikon hokejowego Śląska

Twardy, nieustępliwy i szczery do bólu, na lodzie i poza lodem - tak wspominają Go koledzy. - Był moim najstarszym studentem, a wywodził się z pierwszego rocznika hokejowych trenerów, którzy ukończyli katowicką AWF - dodaje były wykładowca tej uczelni i znany trener, Jerzy Mruk.
To pierwsze zdania, jakie usłyszeliśmy, gdy poinformowaliśmy o śmierci znanego i cenionego hokeisty, a później trenera i działacza, Eugeniusza „Egona” Imiołczyka (87 lat). Nikt nie powie o Nim inaczej, jak „Baildonowiec”, choć zaczynał w swoich rodzinnych Siemianowicach Śl. To jednak z katowickim klubem był związany aż do początku lat 80. XX wieku, kiedy sekcję rozwiązano. Potem pracował jeszcze w GKS-ie Katowice oraz przez kilka sezonów jako trener młodzieżowych reprezentacji Polski. W latach 90. przebywał w Niemczech, gdzie przez 8 sezonów był szefem trenerów w Huskies Kassel.
- Tato nauczył mnie jeździć na łyżwach i pod jego okiem zaczynałem przygodę z hokejem. Potem wrzucił mnie na głęboką wodę, musiałem się przebijać do pierwszej drużyny Baildonu, bo nie uznawał kumoterstwa - wspomina syn Eugeniusza Imiołczyka - Janusz, były hokeista, a dziś dyrektor sportowy Naprzodu Janów.
- To niewątpliwie jedna z ikon hokejowego Śląska - dodaje trener Mruk.
Pogrzeb Eugeniusza „Egona” Imiołczyka odbędzie w najbliższą sobotę o godz. 11.00 na cmentarzu przy ul. Michałkowickiej w Siemianowicach Śl.

Z tej samej kategorii