Owczy zapach

Ostatnio wiele miejsca we wszystkich opiniach, sprawozdaniach i podsumowaniach naszych piłkarskich dokonań zajmuje statystykach. Wykresy i liczby czasem zbliżają nas do prawdziwych ocen, ale często je również... zaciemniają. Każdy mecz wszechobecnej dziś telewizji kończy się statystycznym podsumowaniem. Celne strzały, niecelne podania, spalone - te liczby atakują nas z ekranu.

Mateusz Wieteska
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Niedawno podliczono na przykład udane i nieudane podania w europejskich ligach. Wyszło, że jesteśmy w tej dziedzinie na 20 miejscu na kontynencie. Z mojego punktu widzenia - prawie szary koniec. Takie zestawienie powinno skłaniać do myślenia; podanie - obok przyjęcia - to przecież najważniejszy element techniki piłkarskiej! Determinuje szybkość - a więc i skuteczność - każdej akcji.
O czym świadczy nasza lokata? Wnioski są jasne: źle szkolimy! Nauczanie podstaw techniki kuleje, czego efekty widzimy później na krajowych - i nie tylko - boiskach. Oglądnąłem sobie jakiś czas temu kwalifikacyjny mecz do Młodzieżowej Ligi Mistrzów Legia - Ajax. Unaocznił wszystkie te mankamenty, które zobrazowała powyższa statystyka. Podobnie obie drużyny wyglądały tylko na prezentacji, przy hymnach: przystojni, dobrze zbudowani, ładnie ubrani chłopcy. Pierwszy gwizdek owo wrażenie zupełnie zmienił. Przepaść w indywidualnym wyszkoleniu i w każdym elemencie futbolowego abecadła! Wbili nam pięć bramek, na luzie, z uśmiechem na ustach. Żal mi było naszych chłopców, brutalnie sprowadzonych na ziemię. Ich wiara we własne umiejętności została błyskawicznie i boleśnie zweryfikowana.
Czym to tłumaczyć? Przecież Holendrzy nie mają szkół mistrzostwa sportowego, Akademii Młodych Orłów, Akademii Klasy Ekstra, ani nawet „Mobilnej AMO”. Ba, nie mają nawet Pucharu Tymbarku - zresztą z wielokrotnie zawyżaną liczbą uczestników. Nie ma też u nich wysypu przedszkoli, szkółek i akademii futbolowych, zakładanych przez byłych piłkarzy, niemających innego pomysłu na dorosłe życie. Tam jedynie kluby mają dobrze zorganizowane akademie; w których w dobrych warunkach, na świetnych murawach szkolą młodzież wykształceni trenerzy. Zazwyczaj też byli zawodnicy, ale z ogromnym autorytetem i jeszcze większą wiedzą wyniesioną z boiska! I - co najważniejsze - godziwie opłacani. Szkolą według filozofii piłkarskiej, obowiązującej w danym klubie. Prawda, jakie to proste? Nic, tylko naśladować! Więc nie prześcigajmy się w wymyślaniu kolejnych dziwolągów szkoleniowych, nie próbujmy zmieniać starej dobrej zasady: „Podstawą szkolenia są kluby”. To w klubach jest ciągłość całego procesu, są barwy, idole i konkretny dla młodego człowieka cel: pierwsza drużyna. Zadanie jest więc proste: budujmy boiska i szkolmy trenerów. I może kiedyś staniemy się - przynajmniej w sporcie młodzieżowym - drugą Holandią.
Zanim dorównamy do Holendrów, na razie - i to ledwie w 95 minucie - dorównaliśmy do... Wysp Owczych. Szczęśliwy remis naszych 21-letnich talentów to piłkarska tragedia. Loska, Wieteska (na zdjęciu), Bednarek, Gumny Kapustka, Kownacki - to mają być europejskie gwiazdy i przyszłość naszej piłki. Ale - jak widać - słowo „mają” robi dużą różnicę... Wprawdzie w meczu z Danią było lepiej: dobra taktyka i fura szczęścia (czytaj - „duński bramkarz”), ale owczy zapach pozostanie nad tą kadrą na długo...

 

Z tej samej kategorii