To się chyba nie może udać....

W ostatnim felietonie, próbując diagnozować słabości polskich klubów, pisałem o właścicielach i ich problemach z brakiem piłkarskiej wiedzy oraz wypływających z tego faktu błędach w zarządzaniu. Życie szybko dopisało pointę o moich przemyśleń.

Dariusz Mioduski Jacek Magiera
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

Sytuacja w ekipie mistrza Polski w ostatnich dniach dobitnie pokazała, co znaczy brak stabilności i długofalowej polityki władz klubu. Jacek Magiera miał być rozwiązaniem bolączek Legii na długie lata. Nowa dlań umowa była od pewnego czasu „w przygotowaniu”. „Wielki Janek” mianował go najlepszym polskim trenerem. I co? I już go nie ma na ławce.


Właściciel klubu miał widzenie - bo trudno to nazwać rozsądnym pomysłem. Nie wierzę, że zmiana nastąpiła po sensownej analizie klubowych problemów, ogniskujących się - moim zdaniem - na zupełnie innych piętrach legijnej hierarchii. Nie wiem, jak przebiegały w klubie procesy transferowe, ale ich efekty od lat były opłakane. Polskie „zyski” - Szwocha, Masłowskiego, Dąbrowskiego czy Czerwińskiego - to zupełnie inny rozmiar kapelusza niż stołeczne ambicje. Z zagranicznych piłkarzy - poza Vadisem Odjidją-Ofoe - nie zapamiętałem nikogo. To znak, że nie były to postaci budujące zespół. Kłótnia właścicieli też nie pomogła w budowaniu klubowej atmosfery, tak potrzebnej w pracy młodego trenera. A do tego - u jego boku na ławce niezrównoważony asystent, nieznający chyba swojego miejsca w trenerskim szyku, potęgujący swym zachowaniem nerwowość w czasie meczu.

 

Była to pierwsza poważna praca Jacka Magiery, stąd jego nieumiejętność znalezienia się w gąszczu problemów. Słaba pozycja w klubie - z racji wieku i małego doświadczenia - nie pozwoliła mu nawet zdyscyplinować wspomnianego asystenta. Miał też chyba zdecydowanie za mały wpływ na pracę i pomysły dyrektora sportowego, nie mówiąc już o planach właścicielskich.

 

Druga arcyciekawa kwestia to następca Jacka. Ciekawe, kto podsunął właścicielowi Legii tak ryzykowny pomysł. Nowy trener całe zawodowe życie pracował z młodzieżą i robił to dobrze, ale to nie nobilituje go do prowadzenia dorosłej drużyny z europejskimi ambicjami. No i ci dziwni współpracownicy... Ta ekipa ma zrobić z Legii międzynarodową jakość? To się chyba nie może udać. W meczu z Cracovią w każdym razie nie zobaczyłem żadnego pomysłu na „nową Legię”...
Całą odpowiedzialność za skutki tej roszady wziął na siebie Dariusz Mioduski. Co z tego jednak? Wyniki takiego klubu, jak Legia, rzutują na postrzeganie całego naszego piłkarskiego stanu posiadania, więc kaprysy właściciela to problem dużo szerszy, wychodzący poza opłotki stolicy. Patrząc na podobne sytuacje w innych klubach, przychodzi na myśl mało realny pomysł urządzenia kursów sportowego zarządzania dla właścicieli. Aby ta zabawa - również społeczną - własnością nie przybierała karykaturalnych form.

 

Z tej samej kategorii