Koniec zabawy w sentymenty

Inaki Astiz Ventura
 fot. Jacek Prądzyński/Legia.com  /  źródło: Materiały prasowe

Już prawie trzy lata męczę czytelników swoimi felietonami, szukam w nich najczęściej przyczyny takiego, a nie innego stanu naszej piłki klubowej. Chwalić za bardzo nie ma za co, więc szukam dziury w tym, niestety, nie całym organizmie. Co w zestawieniu z moim złośliwym charakterem daje niezbyt optymistyczny efekt.

Zastanowił mnie ostatnio powrót do Legii Inakiego Astiza. Jaki ma on sens i jak to się ma do europejskich aspiracji Legii? Chyba nijak. Facet nie potrafił poradzić sobie w lidze cypryjskiej, więc i u nas będzie blado. Mamy wiele przykładów nieudanych powrotów do ekstraklasy. Dla tych piłkarzy szczytem kariery był zagraniczny transfer i wyjazd. Udało się, weszli na swój szczyt, ale szybko z niego spadli, a więc teraz szok i stres pourazowy. My w kraju liczymy, że to gracze z nazwiskami, że wniosą coś pozytywnego do naszej ligi. Ale oni już nie mogą! Zraniona ambicja i nie ta psychika z czasów zdobywania wspomnianych szczytów. Oni już odcinają kupony, nie mają mentalności zwycięzców.
Drugi legijny przykład to Artur Jędrzejczyk, który prezentuje się bardzo przeciętnie. Wydana na niego kasa pozwoliłaby prawdopodobnie utrzymać w stolicy Vadisa Odjidji-Ofoe i Legia byłaby inna, a tak jest bliska, po remisie z Sheriffem Tyraspol, zakończenia w sierpniu pucharowej przygody. Na rodzime odrzuty z europejskich drugoligowców postawiła też Lechia. To niby dobre nazwiska, bo są to Peszko, Borysiuk, Łukasik, Wolski, wsparci oldbojem z Juventusu, ale drużyna skończyła poprzedni sezon bez medalu, a nowy też zaczęła kulawo.
W Śląsku Wrocław jest również paru odartych z futbolowych marzeń i paru rodzimych weteranów, bo europejskie CV mają tylko... Janek Urban i Adam Matysek, ale oni już nie grają. Z zawodnikami gorzej, więc i wyniki nie na miarę ambicji. Co jest więc przyczyną tych futbolowych działań, które dużo kosztują, a szanse na spodziewane efekty, jak życie uczy, prawie żadne?
Słabość sportowych szefów w klubach, skauting, nie wychylający nosa poza ligowe opłotki, to pewne główne, ale nie jedyne powody, tego piłkarskiego minimalizmu. Za bardzo też przywiązujemy się do pewnych nazwisk, żyjemy przeszłością. Piłka jest piękna, ale bawiąc się w sentymenty, to jeszcze długo Astana i Sherrif Tyraspol będą dla nas przeszkodami trudnymi do przejścia.

 

Więcej na temat:piłka nożna

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ŁazyUżytkownik anonimowy
~Łazy :
No photo~ŁazyUżytkownik anonimowy
Bardzo dobry art.zgadzam się z gościem całkowicie
23 sie 17:05
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii