Kilka refleksji podlanych szampanem

Polska - Czarnogora
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Perfekcyjna organizacja, psychologia pracy z grupą, wiedza piłkarska - to wszystko doprowadziło Adama Nawałkę na wyżyny tej profesji. Myślę, że prezesi PZPN-u mają komfort na lata - uważa Zbigniew Koźmiński.

Stała się rzecz niespotykana: miliony Polaków cieszą się z wyjazdu do Rosji! Nie za sprawą dyplomatów wszakże, lecz piłkarzy; po prostu „mamy to”, o czym marzyli kibice. Nie mogliśmy zaprzepaścić takiej szansy.

 

Świętowanie - jak wszystko, co dobre - szybko jednak się kończy. Oblane szampanem stroje oddano do pralni. Zaczyna się normalne piłkarskie życie: wraca siermiężna liga, a wraz z nią - narzekania na poziom naszej „(s)kopanej”.

 

Zostańmy jednak jeszcze przez chwilę w świątecznym nastroju. W gorących przemyśleniach trzeba podkreślić wielką rolę i zasługi Adama Nawałki w tym sukcesie. Udowodnił wszystkim - a było wielu niedowiarków - że wybór dokonany prawie cztery lata temu przez Zbyszka Bońka był strzałem w dziesiątkę. Adam ma po prostu cechy, których trzeba wymagać właśnie od selekcjonera; zupełnie odmienne od tych, które powinny charakteryzować trenera klubowego. Perfekcyjna organizacja, psychologia pracy z grupą, wiedza piłkarska - to wszystko doprowadziło go na wyżyny tej profesji. Myślę, że prezesi PZPN-u mają komfort na lata!

 

Podywagujmy jeszcze na koniec o naszych szansach na mundialu w Rosji. Trzeba będzie być jeszcze lepszym, bo nie spotkamy tam już Ormian czy Czarnogórców. W finałach MŚ piłka w wykonaniu rywali mocniejszych od tych wymienionych już biało-czerwonym nie wybaczy błędów, przestojów w grze, chwil dekoncentracji. Czy stać nas w tej sytuacji na dobry wynik? Dobry, czyli nawiązujący do chlubnej przeszłości? Owszem, ale przy ważnym zastrzeżeniu: start w mundialu to szczytowy moment tej reprezentacji; ostatnia szansa dla większości naszych kadrowych. Po turnieju obecna grupa reprezentantów podlegać już będzie zasadom normalnej zmiany pokoleniowej. Mam więc nadzieję, że właśnie w Rosji osiągną szczyt swej fizycznej i mentalnej dyspozycji.

 

Tradycyjnie przed wielkimi imprezami emocjonujemy się rozważaniami, kogo „pod broń” powoła selekcjoner. Z racji jego „stabilności uczuć”, ale i - niestety - małego wyboru, już teraz (bez ryzyka popełnienia błędu) można by wytypować co najmniej osiemnastu nominatów. Trzeba teraz trzymać kciuki, by w ciągu tych niespełna ośmiu miesięcy, dzielących nas od rozpoczęcia mundialu, spełnione zostały dwa warunki, a raczej - życzenia. Pierwsze: by na ławkach zagranicznych klubów naszych piłkarzy było jak najmniej, a najlepiej wcale; niech grają regularnie w podstawowych jedenastkach.No i by omijały ich kontuzje. Bo - jak wiemy - naszych idoli nie bardzo byłoby kim zastąpić. Taka to już „uroda” naszego futbolu...

 

Drugie życzenie? By telewizja publiczna - która będzie mieć prawa do pokazywania turnieju - nie zepsuła nam radości z jego oglądania. Wciąż przecież - w kontekście dotychczasowych transmisji w tej stacji - mam „z tyłu głowy” sentencję prezesa Bońka: „piłka bez fonii”. Względnie nadzieję na powrót Andrzeja Zydorowicza...

Z tej samej kategorii