Lipiec dla trzeciego świata

W jednym z poprzednich felietonów zauważałem, że w lipcu w naszej piłce mamy szczyt europejskiego sezonu. I - niestety - pomyliłem się; nie był to szczyt, lecz koniec międzynarodowej zabawy w wykonaniu naszych „eksportowych” klubów.

Legia Warszawa - FC Astana
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Odpadły wszystkie cztery - z tych rozgrywek, do których przystępowały. Chwilowe pozostanie w grze Legia zawdzięcza przecież łaskawości UEFA, która - w ramach popularyzacji futbolu w krajach piłkarsko słabo rozwiniętych - pozwala mistrzom takich federacji odpadać z pucharów dwa razy w jednym sezonie.

Nie ma co się pastwić i pisać, z kim odpadamy; nawet średnio zorientowany kibic wie, że w lipcu w piłkę gra tylko futbolowy trzeci świat. Wprawdzie z pomeczowej wypowiedzi trenera Lecha można odnieść wrażenie, że jednak osiągnęliśmy sukces, ale ten pan... zna chyba inną definicję tego słowa. Zamiast merytorycznie zanalizować porażkę, wytykać błędy własne i piłkarzy, wpaja drużynie, że „nic się nie stało”. No cóż, „ten typ ta ma”...

Najmniej pretensji można mieć do Arki. Na miarę swoich - nie za wielkich - możliwości walczyła i była blisko. Ale - jak zwykle w sporcie - i w tym przypadku szczęście sprzyjało tym, co więcej umieją. Jagiellonia wciąż pozostaje w „poProbierzowym” szoku i mimo początkowych zwycięstw w lidze nie jest zespołem, który można pokazać za granicą. Wydaje mi się zresztą - porażka z Sandecją jest tego przesłanką - że i w kraju trudno będzie o kolejne sukcesy.

Osobny rozdział to Legia - klub przewyższający polską ligę o wiele długości pod względem organizacyjnym, a już na pewno finansowym. Przegrał jednak z Kazachami, a w naszej lidze po raz kolejny zebrał baty w Niecieczy. Uległ więc klubowi o dziesięciokrotnie mniejszym budżecie. A mówią, że pieniądze są decydujące w piłce... Może i są - pod warunkiem, że się je dobrze i mądrze wydaje; a z tym u rodzimego mistrza bywa różnie.

Oddanie bez walki sprawdzonego napastnika, jakim był Nikolić oraz próba zastąpienia go graczem (Czech Necid) o całkiem innych paramaterach fizycznych nie mogły przynieść pożądanych efektów. Drugi przykład dziwnego wydawania pieniędzy? Transfer Artura Jędrzejczyka za gigantyczną kwotę! Prawa obrona to pozycja najłatwiejsza do obsadzenia w drużynie. W większości klubów prawych defensorów się wychowuje lub przekwalifikowuje z innej pozycji, a nie kupuje za olbrzymią kasę, za połowę której można było zatrzymać Vadisa Odjidję-Ofoe. Padł śmieszny argument: „Jędrzejczyk robi atmosferę w szatni”. To akurat można było jednak załatwić taniej, zatrudniając Marcina Dańca. Na pewno byłoby wesoło.

Zbyt wcześnie też chyba wykreowaliśmy Jacka Magierę na legijnego Fergusona. Błędy taktyczne (ofensywna gra w Astanie przy wyniku 1:2 czy mło ofensywny skład w rewanżu) pokazują, że młody trener ma przed sobą jeszcze dużo nauki. Ale jest sympatyczny, myślący analitycznie i cyba będzie potrafił wyciągnąć drużynę z dołka, w który ją wprowadził. Więc dajmy mu szansę. Legia ma duży pion sportowy i rozbudowany dział skautingu. Ale gdzieś jest błąd w tym łańcuchu, mającym wyprodukować sukces. Może w doborze ludzi? Ale to już problem właściciela...

Z tej samej kategorii