Normalność futbolu, czyli nowoczesność, tradycja, nieprzewidywalność

Zaglebie Sosnowiec - Wisla Krakow
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Zmienia się świat wokół nas. Wszechobecna technika, coraz nowocześniejsza elektronika zmienia nasze życie. Wciska się drzwiami i oknami, odziera nas z prywatności, zagarnia sfery naszego żywota do tej pory zarezerwowane tylko dla nas.

Tradycyjna i zachowawcza do tej pory piłka też zaczyna być przedmiotem elektronicznej ekspansji. Świat piłki zdaje sobie sprawę z nieuchronności zmian, ale stara się opóźnić ich wejście w życie, nie dopuścić do odarcia futbolu z tego, co było i jest jego walorem - czyli tradycji, trwałości zasad i niezmienności przepisów. Pseudonowatorzy - ci, co na piłkę mówią „produkt” - postulują radykalizację zmian: wszechobecność elektroniki i przeniesienie centrum decyzyjnego z boiska do pokoiku z monitorami. Niesie to wiele zagrożeń, ot choćby stworzenie dwóch rodzajów współzawodnictwa. Będzie „piłka elektroniczna” i ta wielka liczebnie - od II ligi w dół, grana według dotychczasowych zasad.


Owszem, elektronika niesie małe ułatwienia, ale i wiele problemów i zagrożeń. Włosi zrobili badania w swojej lidze. Przeanalizowali 30 spotkań o punkty, elektronicznie sprawdzając wszystkie sędziowskie decyzje. Niecałe 4 procent nadawałoby się do zmiany. Skąd więc całe larum? No i o czym będziemy dyskutować od poniedziałku do piątku, jeśli wyeliminujemy z widowiska piłkarskiego pomyłki arbitra? Naprawdę chcemy zlikwidować jeden z walorów dyscypliny, czyli jej nieprzewidywalność, w którą wpisują się także sędziowskie błędy?


Biorąc pod uwagę temperaturę dyskusji o video assistant referee - i szczeble, na której się ona toczy - spodziewać się jednak możemy, że obrońcy tradycji padną pod naporem elektronicznego lobby. Ważne jednak, by - jeśli musimy już wprowadzać owo rozwiązanie - zrobić to mądrze i w ograniczonym zakresie. Nie można dopuścić do przedłużania zawodów, cofania akcji do nie wiadomo jakiego momentu; przecież to robienie z piłki „elektronicznego dziwoląga”. Linia bramkowa pod kontrolą, spalony - i koniec. Na tym bym poprzestał, to byłoby w miarę strawne, technicznie i czasowo akceptowalne. Główny sponsor i decydent w dzisiejszej piłce, czyli telewizja, ma swoje zasady i ramy czasowe, jakie może przeznaczyć na transmisję. One są święte i z tym trzeba się liczyć.


Myślę, że za miesiąc będziemy mieli swego przedstawiciela w najwyższych władzach UEFA, bo Zbyszek Boniek z sukcesem zaliczy wybory do Komitetu Wykonawczego tejże organizacji. A tam - zawalczy o normalność futbolu. W definicji tejże normalności mieści się zaś i nowoczesność, i tradycja, i nieprzewidywalność....

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~AlikUżytkownik anonimowy
~Alik :
No photo~AlikUżytkownik anonimowy
Bez błędów arbitrów piłka stanie się przewidywalna? Czyli gdyby były powtórki wideo to Ruch dostałby baty na Legii? Czy autor dyskutuje po spotkaniach tylko o błędach arbitrów? Wspołczuję. Twierdzenie, że weryfikacja wideo wydłuży jest śmiesznym argumentem. To, że piłkarze turlają się przez długie minuty po lekkim dotknieciu, albo bramkarz celebruje wybicie, gdy wynik im sprzyja nie jest problemem, ale kilka sekund potrzebnych na podjęcie prawidłowej decyzji przez sędziego już jest? Nie oszukujmy się statystyką gdzie obecnie tylko 5% decyzji sędziego jest błędnych. Ile sędzia podejmuje decyzji w ciągu spotkania? Nawet jesli jest ich tylko 100 (a pewnie dużo więcej bo wlicza się każdą decyzję sędziego) to już wychodzi 5 błędów na każde spotkanie. Mało? A większość można łatwo wyeliminować sędzią, który siedzi i patrzy na monitory razem z realizatorem transmisji. Koszt dla ekstraklasy? Dodatkowa pensja sędziego plus urządzenie do komunikacji.
1 mar 19:25 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii