Wraca normalność w polskiej lidze! Ale „miśki” wciąż brną w śmieszność

KGHM Zaglebie Lubin - Termalica Nieciecza
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Po ostatniej dyskusji o piłce - i naszej lidze - jaka przetoczyła się przez środowisko, możemy chyba z ulgą powiedzieć: „W końcu zrozumieli...”. Wygląda na to, że idiotyzm obecnego systemu rozgrywek, który bardzo wielu - łącznie ze mną - od początku krytykowało, zrozumieli wreszcie główni poszkodowani, czyli kluby.

Pojął go też główny piłkarski autorytet kraju, który nieopatrznie parę lat temu wsparł ową asportową głupotę. Po raz pierwszy dostrzegł swój błąd, gdy ekstraklasowe „miśki” namówiły kluby do samobójczego ataku na zmiany w statucie, mające - w większości - usprawniać klubową pracę i ułatwiać klubowe życie. To właśnie wtedy okazało się, że PZPN po stronie „Ekstraklasy” SA jednak nie ma partnerów do robienia poważnej piłki. Jej przedstawiciele udowadniają to zresztą i dziś, brnąc w śmieszne argumenty i wykazując brak umiejętności przyznania się do błędu - typowy brak klasy...

W myśl zasady „lepiej późno niż wcale”, nowy sezon zaczniemy już (chyba) bez dzielenia punktów po fazie zasadniczej. Zyskujemy dzięki temu rok na dokonanie zmian w statucie, umożliwiających myślenie nad innymi wariantami rozgrywek ligowych. Pomysł osiemnastozespołowej stawki ma - jak wynika z dyskusji - wielu zwolenników. Kwestią pozostaje liczba drużyn zdegradowanych i ewentualne wprowadzenie baraży o pozostanie w lidze. Ale to już kosmetyka - na razie musimy wejść na drogę do normalności. Dzięki Bogu jesteśmy jej coraz bliżej...

Ja tu na razie o małej polskiej ligowej normalności, tymczasem w Dortmundzie miała miejsce wielka nienormalność. (Mocno) Starsi kibice pamiętają jeszcze terrorystyczny atak na sportowców podczas igrzysk w Monachium w 1972 roku. Zginęli wówczas izraelscy olimpijczycy. Po tamtych wydarzeniach nastąpiło pierwsze wzmocnienie ochrony sportowców. Pamiętam mecz Polska-Izrael, który w 1998 roku organizowaliśmy w Krakowie. Agenci Mossadu codziennie zmieniali wówczas trasę przejazdu autokaru z piłkarzami izraelskimi na trening. A przecież hotel od obiektu piłkarskiego oddalony był ledwie o 800 metrów! Zaś finalnie - w drodze już na mecz - wskazali kierowcy jeszcze inną trasę. Lata (względnego) spokoju osłabiły chyba czujność odpowiednich służb.

Dziś celem terrorystów jest głównie duży rozgłos, jaki mogą osiągnąć dzięki swym akcjom. Można go uzyskać, atakując duże imprezy i sławnych ludzi. I tu - niestety sport jawi się jako idealne pole do realizacji tych zamierzeń. Islamska deklaracja: „Będziemy zabijać sportowców, aktorów, piosenkarzy” brzmi strasznie.

Po meczu z AS Monaco w mediach rozgorzała dyskusja, czy w tych okolicznościach - 24 godziny po zamachu na autobus Borussii - spotkanie w ogóle powinno się odbyć. Moim zdaniem - tak. Pokazanie słabości byłoby dużym złem, spełnieniem jednego z celów terrorystów. Na pewno natomiast tego typu wydarzenia wymuszają zmianę zasad ochrony imprez i ich uczestników - sportowych idoli. Głównym zadaniem organizatorów nie może już być szukanie rac i likwidacja zabronionych haseł. Ważniejsze będzie po prostu zapewnienie elementarnego bezpieczeństwa.

Sami sobie jednak z tym zadaniem nie poradzą. Włączenie profesjonalnych służb państwowych w te działania jest oczywistością i nakazem chwili. Zresztą one już chyba to robią, choć - jak pokazał dortmundzki przykład - czasem mało skutecznie. Nam, chodzącym na stadiony, pozostaje jednak wiara w zwiększenie tej skuteczności. I w siłę sportu - niezniszczalną!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~antykozaUżytkownik anonimowy
~antykoza :
No photo~antykozaUżytkownik anonimowy
kozminski ty stary betonie już niy mogą cie czytac ekspercie od wszystkiefgo
19 kwi 13:12 | ocena:60%
Liczba głosów:5
60%
40%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii